Marta Brzezińska: Panie Profesorze, przez chwilę miał Pan wątpliwości, jakie będą wyniki wyborów w Rosji?

 

Prof. Józef Szaniawski*: A o których wyborach Pani mówi?

 

O wczorajszych, w których po raz trzeci prezydentem Rosji został wybrany Władimir Putin.

 

Oczywiście, ja wiem, że chodzi Pani o wczorajsze wydarzenie, ale trudno to nazwać wyborami.

 

Czym zatem to było?

 

Wczoraj w Rosji nie odbyły się wybory, ale głosowanie ludności rosyjskiej. Wybory natomiast odbyły się mniej więcej rok temu, późną wiosną 2011 roku, kiedy Putin i Miedwiediew ogłosili, że zamienią się miejscami. To były faktyczne wybory, bo to, co odbyło się wczoraj można nazwać jedynie głosowaniem, a to jest ogromna różnica. Tak, jak pomiędzy tym, czy głosują świadomi obywatele czy ludność. Otóż wczoraj głosowała ludność, nie naród – kolejny powód, dla których to nie były wybory.

 

Co to oznacza?

 

Ta sytuacja przypomina mi dwa stare kawały. W 1922 roku, kiedy w Rosji sowieckiej po raz pierwszy odbywały się wybory, ówczesny premier rządu rosyjskiego i zarazem bolszewicki dyktator, Lenin, wypowiedział słynne zdanie: „Nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy”. On był jedynym człowiekiem w politbiurze, który był zdecydowany na przeprowadzenie wyborów. Mówił, że to niemożliwe, by nie było wyborów, są przecież w każdym kraju. To jest o tyle ważne, że historia nie zna żadnego dyktatora, który nie utrzymywałby, że w jego kraju odbywają się demokratyczne wybory. Lenin, Stalin, wszyscy arabscy dyktatorzy – przecież oni nie mówią nic innego. Żaden dyktator nie powie, że u niego nie ma demokracji. O Rosji też nikt nie powie inaczej. Drugi kawał, jaki mi się przypomina, dotyczy Stalina, ale także obecnie krąży po Moskwie. Rok temu w sali władimirowskiej (najważniejsze pomieszczenie w pałacu na Kremlu) odbyło się posiedzenie dwóch tysięcy najważniejszych rosyjskich vipów. Przewodniczył im Miedwiediew. - Zarządzam wybory – ogłosił. - Kto jest za tym, żeby Władimir Władimirowicz Putin po raz trzeci został prezydentem Federacji Rosyjskiej, niech podniesie jedną rękę do góry. Dziękuję. Kto jest przeciw? Proszę podnieść dwie ręce do góry i ustawić się twarzą do ściany. To jest kawał z lat'30, dotyczy posiedzenia centralnego na Kremlu za czasów Stalina, ale – jak widać – w Rosji niewiele się od tamtej pory zmieniło.

 

Rosjanie nie mają jeszcze dość Putina? Jest jeszcze szansa na demokrację w Rosji? Kiedykolwiek? 

 

Rosjanie Putina uwielbiają i dlatego on uzyskał 2/3 głosów. Prawdopodobnie uzyskałby jeszcze więcej, gdyby nie te marginalne demonstracje na ulicach wielkich miast, które pokazywano w telewizji w ubiegłym miesiącu. Te demonstracje były jednak marginesem marginesu. Ci na ludzie na ulicach, to w stosunku do obywateli Rosji, nie był nawet promil. Trzeba to jasno powiedzieć – Rosjanie nie tylko lubią silną władzę totalitarną, dyktatorską, ale wręcz ją uwielbiają. Taki mają charakter. Nam to się może nie podobać, ale nie mamy na to żadnego wpływu. Oni uwielbiali największych morderców, którzy nimi rządzili! Lenin, Stalin, wcześniejsi carowie – niemal każdy z nich to był oprawca. Piotr I, Mikołaj I, Aleksander III – to wszyscy byli mordercy, a Rosjanie ich kochali! Proszę zwrócić uwagę, że dwie najbardziej uwielbiane osoby w Rosji – poza Putinem oczywiście – to do dziś Stali i Piotr I. To przecież byli polityczni zboczeńcy! Skazali na śmierć miliony ludzi, m.in. Polaków w Katyniu, ale to oddzielna sprawa. Czy wyobraża sobie Pani, że Rosjanie mogli wczoraj zagłosować inaczej?

 

Raczej nie, ale ta gloryfikacja morderców, o której Pan mówi, jest przerażająca...


W najbardziej prestiżowym miejscu w Rosji, pod murem Kremla, na Placu Czerwonym, stoi monumentalny sarkofag Stalina, największego mordercy w dziejach ludzkości. Miliony Rosjan rocznie składają tam kwiaty. Także Putin i rosyjska armia. To jest bandyta i morderca, a oni się z nim utożsamiają. Identyfikują się z tą Rosją, którą on stworzył, a którą Reagan nazwał „imperium zła”. Gdyby w Berlinie nieopodal Bundestagu stał monument Adolfa Hitlera, a obok Goeringa, Goebbelsa, Heinricha, to jaki byłby nasz stosunek do Niemców? Ale w Rosji demokracji nie ma i nigdy nie będzie.

 

Wczorajsze głosowanie wpłynie jakoś na relację z Polską? 

 

Tym, co powinniśmy zrobić, jest określenie, kim jest dla nas Rosja. Wszyscy nasi politycy, także dyplomaci, albo robią dobrą minę do złej gry, albo są ignorantami. A tu trzeba powiedzieć tak, jak mówił Józef Piłsudski, skądinąd najwybitniejszy mąż stanu w Europie, który świetnie znał Rosję z własnego gorzkiego doświadczenia (w Rosji był, z Rosją walczył, jego wielką miłością była Rosjanka, nota bene zesłana na Syberię). Piłsudski podkreślał konieczność zdefiniowania czy Rosja jest naszym sąsiadem, złym sąsiadem, wrogiem czy odwiecznym wrogiem. Jeżeli tego nie zrobimy, to nie ma w ogóle sensu dyskutować o Rosji. I ja stoję na stanowisku, że to jest nasz odwieczny wróg.

 

Dlaczego?

 

Dwa cytaty. Pierwszy mówi o tym, jak Rosjanie definiowali Polskę. Piotr 1 (1711 rok): „Polska jest dla Rosji pomostem do Europy, a Bałtyk to nasze okno na świat”. Minęło 300 lat od wypowiedzenia tych słów, a jak się patrzy na mapę, to właściwie nie tracą one na aktualności. Są ponadczasowe. Drugi cytat to słowa Józefa Stalina wypowiedziane w czerwcu 1945, tuż przed wyjazdem na konferencję Wielkiej Trójki w Poczdamie. Przemawiając na Kremlu do grupy 1,5 tys najważniejszych sowieckich generałów i marszałków Stalin powiedział: „Nie Niemcy, to Polska jest naszą największą zdobyczą wojenną w historii”. A ze zdobyczy wojennych żaden bandyta nie rezygnuje. Dlatego.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska

 

*Józef Szaniawski polski politolog, historyk, sowietolog, dziennikarz.