Prof. Magadalena Środa w swoim felietonie dla „Wyborczej” w bardzo osobliwy sposób tłumaczy, dlaczego jest przeciwniczką wydłużenia urlopów macierzyńkich do roku. „Wydłużenie urlopów w mojej opinii ma bowiem służyć nie tyle więziom rodzinnym, ile ochronie tradycyjnych ról płciowych i męskiej hegemonii na rynkach pracy” - uważa profesor etyki. A zatem, jeszcze raz, abyśmy wszyscy dobrze zrozumieli – kobietom nie przysługują dłuższe urlopy macierzyńskie, bo staną się one domowymi więźniami (zaś na rynku pracy będzie więcej facetów). Hm... a jeśli te kobiety naprawdę bardzo, ale to bardzo chciałyby stać się chociaż na rok, kiedy ich maluchy najbardziej potrzebują mamy, a nie taty czy opiekunki, tymi „domowymi więźniarkami”? Nad tym chyba prof. Środa się nie zastanowiła. Podobnie jak przemilczała fakt, że w Polsce (podobnie zresztą jak w wielu innych krajach) mamy bardzo wysoki współczynnik feminizacji – liczba kobiet przypadających na 100 mężczyzn wynosi 106,5 a zatem siłą rzeczy – polskiemu rynkowi pracy nie grozi maskulinizacja na skutek tego, że kobiety pójdą na urlopy macierzyńskie.

 

Środa w swoim felietonie odnosi się do Agnieszki Graff i Elżbiety Korolczuk, które wydłużenie urlopu macierzyńskiego uważają za ochronę kobiet przed kapitalistyczym wyzyskiem. „Ja uważam, że lepszy jest wyzysk kapitalistyczny niż domowy” - deklaruje pani profesor. A zatem, kobieto, pracuj, haruj w biurze od rana do nocy, bo to lepsze niż ugotowanie obiadu i wychowywanie dzieci! Paradne.

 

Przy okazji obrywa się także PO, która zdaniem pani Środy, poza wprowadzeniem kwot wyborczych nie zrobiła nic, aby wyrównać status kobiet i mężczyzn: „Do tego stopnia ceni "tradycyjną rodzinę", że ustami swojego ministra sprawiedliwości wyraża obawy wobec konwencji o przeciwdziałaniu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, bo naruszy ona świętość heteroseksualnych związków i otworzy - rzekomo - drogę dla małżeństw gejowskich”.

 

Zdaniem prof. Środy, propozycja wydłużenia urlopów macierzyńskich to: a.) chęć poprawy notowań wyborczych, b.) chęć zwiększenia dzietności tanim kosztem (?!), c.) chęć umocnienia tradycyjnej roli płci, d.) chęć zwiększenia oszczędności („pieniądze na żłobki znajdą się wtedy, gdy kobiety przyzwyczają się już do siedzenia w domu i wtedy nie będą potrzebne”), e.) chęć odzyskania miejsc pracy, f.) chęć poprawy relacji z Kościołem.

 

Przyznam szczerze, że kiedy czytam tego typu bzdury, to mocno dziwię się, że ich autorką jest a.)pani profesor, b.) kobieta (czy może lepiej w odwrotnej kolejności). Bo jeśli wydłużenie urlopów macierzyńskich ma zdaniem prof. Środy umocnić tradycyjną rolę płci, to równie dobrze można stwierdzić, że fakt, iż to kobiety, a nie mężczyźni rodzą dzieci jest umacnianiem tych tradycyjnych podziałów posuniętym do granic możliwości! Idąc zatem zaproponowaną przez prof. Środę logiką, winnam chyba zapowiedzieć mojemu Narzeczonemu, że w ramach walki z tradycyjnym podziałem ról, to on będzie w ciąży przez 9. miesięcy (zaś aby poszanować równouprawnienie, ja mogę być w drugiej ciąży, będziemy rodzić na zmianę).

 

Siostry feministki piszą o potrzebie umatczynienia rynków pracy i uznania wartości pracy domowej (co może przyciągnąć do niej mężczyzn). Piękne idee! Tylko kto je wprowadzi w życie, gdy kobiety będą siedziały po domach, wolne od kapitalistycznego wyzysku i zajęte tradycyjnym niańczeniem dzieci” - ubolewa prof. Środa, kompletnie pomijając fakt, że w pierwszych miesiącach życia dziecka najbardziej na świecie jest mu potrzebna mama (to w końcu nie tata ma piersi do karmienia, etc.). Nie wspominając już o tym, że wiele matek, które znam ja, i zapewne także pani Środa, oddałyby wszystko, żeby pobyć z maluszkiem odrobinę dłużej niż trzy miesiące.

 

Marta Brzezińska