Fronda.pl: Jak ocenia Pan sprawę błędnej identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej?
prof. Wojciech Polak (historyk, Uniwersytet Mikołaja Kopernika): Uważam, że to wina, a także kompromitacja, polskiego rządu. Bo to, jakie porządki panują u naszego wschodniego sąsiada, jak się tam załatwia podobne sprawy, wie każdy Polak. Świadectwa rodzin ofiar również są dosyć jednoznaczne: panował tam chaos, nieporządek i mogły zdarzyć się różne rzeczy. Nasza administracja na czele z panem premierem miała obowiązek dopilnować tych spraw, czuwać nad nimi, a jeżeli nie można było już niczego zrobić w Rosji, to chociaż zdziałać coś w Polsce. Dlaczego uznano jakąś kompletnie paranoiczną zasadę, że państwo rosyjskie ma suwerenną władzę nad zaplombowanymi trumnami w Polsce? Przecież to kompletny absurd! W każdym normalnym państwie trumny zostałyby otwarte, zwłoki uporządkowane, sprawdzone, przebadane i wtedy nie byłoby żadnych problemów. Uważam, że po tym, co się stało, premier powinien podać się do symisji jako pierwszy odpowiedzialny za takie załatwienie spraw związanych z katastrofą smoleńską.
Już mówimy o pomyłkach przy identyfikacji 6 ofiar, a nie tylko śp. Anny Walentynowicz...
Przyzwoitość nakazywałaby przeprowadzić badania DNA i sekcję wszystkich zwłok, może poza ciałami pary prezydenckiej, bo akurat w tym przypadku nie ma żadnych wątpliwości. Natomiast wszystkie pozostałe należy sprawdzić i ponownie pochować.
A jak odniósłby się Pan do opinii, według których, identyfikacja ofiar - po prostu - nie była możliwa? Taki wniosek można wysnuć choćby z rozmowy Agnieszki Kublik z dr Dorotą Lorkiewicz-Muszyńska z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, jaka została opublikowana w "Gazecie Wyborczej".
To, że w Moskwie panował chaos, powinno być dla nas oczywiste. Tak jest tam praktycznie zawsze! My, Polacy powinniśmy już po sprowadzeniu zwłok do kraju, przeprowadzić badania bez żadnego chaosu według normalnych europejskich standardów. Fakt, że nie zostało to uczynione, jest bardzo obciążający dla naszego rządu. Zdaje się, iż "Gazeta Wyborcza" sugeruje, że te zwłoki były tak wymieszane i tak zmasakrowane, że nie można było niczego zrobić. Po pierwsze: to pewna przesada, bo nawet bardzo zmasakrowane zwłoki można porozdzielać, zrobić badania DNA poszczególnych części, co nie jest aż tak kosztowne. A po drugie: "Gazeta Wyborcza" sobie zaprzecza. Na jej łamach często czytaliśmy, że te teorie o wybuchach na pokładzie Tupolewa są teoriami spiskowymi, że niczego takiego nie było, a teraz nagle okazuje się, że zwłoki były przemieszane, że były zmasakrowane, co przecież pośrednio wskazuje na wybuch. Stopień zmasakrowania zwłok od samego początku nasuwał przypuszczenia, że w wyniku samej katastrofy ciała nie mogły wyglądać aż tak strasznie. Chociaż, z tego, co słyszałem, już próbuje się wykpić osoby, które domagają się przebadania wszystkich zwłok.
Czy to nie jest jakiś ponury chichot historii, że w momencie, kiedy odtajnia się akta nt. zbrodni katyńskiej, jesteśmy świadkami bardzo powolnego odkrywania prawdy o katastrofie smoleńskiej?
Myślę, że można wiązać te dwa fakty. Zarówno przy jednej, jak i drugiej sprawie dochodziło do wielu manipulacji. Okazuje się, że dla innych państw celem nie jest prawda, ale własne interesy. Amerykanie też wiedzieli, kto dokonał zbrodni katyńskiej, a przez długie lata nie chcieli tego ujawniać. Dopiero w czasie tzw. zimnej wojny powołali komisję kongresową, gdy mogło to posłużyć jako pewien argument propagandowy. Widać, że i w tym przypadku, rządowi rosyjskiemu, ale również wielu osobom w polskim rządzie, też nie zależy na prawdzie, co jest - tym bardziej - smutne.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Aleksander Majewski

