Prof. Alina T. Midro, kierownik Zakładu Genetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku mówi w rozmowie z „Uważam Rze”, iż ataki na ks. Franciszka Longchamps de Berier były niesłuszne. - Ksiądz profesor dotknął bardzo złożonej i trudnej problematyki i zadał sobie trud poznania oraz przedstawienia objawów klinicznych bardzo rzadkich czterech zespołów genetycznych, które u dzieci poczętych z pomocą in vitro obserwowano z większą częstością. Mamy na to dowody naukowe, bo np. zespół Beckwitha-Wiedemana, który w populacji dzieci poczętych naturalnie występuje z częstością 1:13700, u dzieci po in vitro występuje z częstotliwością 6:15162 – argumentuje w rozmowie z tygodnikiem.

Prof. Midro odpowiada także na tłumaczenia, że przecież wady genetyczne występują także u dzieci poczętych naturalnie. - Ale u dzieci poczętych in vitro niektóre zespoły wad występują kilka razy częściej albo pojawiają się schorzenia, których nigdy nie obserwowano w danej rodzinie. Okazuje się, że dojrzewanie komórek jajowych poza organizmem matki, a następnie rozwój wczesnego zarodka in vitro dokonuje się w innych warunkach i czynniki środowiskowe, takie jak światło, skład płynów odżywczych i inne, mogą wywoływać zmiany w przebiegu procesów molekularnych – tłumaczy naukowiec.

Te zmiany dotyczą na przykład wyłączenia niektórych genów na jednym z alleli pary rodzicielskiej, zwanych genami imprintigowymi (z ang. imprinting – piętnowanie, naznaczenie). - Wyciszanie, czyli „napiętnowanie” poprzez metylację najczęściej promotora, danego genu następuje w czasie zapłodnienia i we wczesnych stadiach rozwojowych. Z tego względu naruszenie prawidłowych warunków zapłodnienia może doprowadzić do zaburzeń mechanizmu piętnowania genomowego bądź jego utrzymania w kolejnych fazach rozwoju, a to z kolei może prowadzić do wywołania schorzeń epigenetycznych u dziecka poczętego w wyniku procedur zapłodnienia pozaustrojowego in vitro – przekonuje prof. Alina T. Midro.

Kierownik Zakładu Genetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku odnosi się także do wypowiedzi księdza Longchamps de Berier o bruzdach na twarzy dziecka, co stało się przyczyną medialnego linczu na duchownym. - Osobiście ataki na księdza odebrałam jako potrzebę obrony wielkich interesów klinik in vitro. Może się mylę, jeśli profesorowie, którzy się wypowiadają, nie mają tam zatrudnienia. W nauce nazywa się to konfliktem interesów, jeśli publikuje się wyniki badań związanych z korzyściami materialnymi. Co ciekawe, wypowiadały się osoby, które albo nie znają, albo jeszcze nie doceniają wiedzy z zakresu współczesnej dysmorfologii niezbędnej w rozpoznawaniu zespołów cech wskazujących na obecność zmian genetycznych. Być może nie znają jeszcze pojęcia tzw. facial gestalt używanego w dysmorfologii, ważnego działu genetyki klinicznej – wyjaśnia prof. Midro i dodaje: „Przecież ksiądz nie powiedział, że rozpoznania dokona każdy lekarz. Powiedział, że „są tacy lekarze” - a to znaczna różnica. W niektórych zespołach wad genetycznych, o których już wspomniałam, pojawiają się zmiany morfologiczne na twarzy”.

Naukowiec dodaje jednak, że rozpoznanie takich wad wymaga ogromnej wiedzy. - Jestem przekonana, że lekarze pierwszego kontaktu czy ginekolodzy, a tym bardziej ludzie na ulicy nie rozpoznają większości cech wskazujących na obecność schorzeń genetycznych bez odpowiedniej wiedzy – zapewnia prof. Midro. Jej zdaniem, cała ta awantura po wywiadzie z ks. Longchams de Berier to być może efekt niewiedzy. - Nieuprzedzeni o zagrożeniach związanych z in vitro rodzice są przekonani, że ich kochane przecież dziecko jest zdrowe, i będą walczyć o jego dobry wizerunek. Stąd być może te agresywne postawy (...). Dobrze się stało, że zainteresowanie księdza tą problematyką rozpętało taką dyskusję, wskazując, jak jesteśmy nietolerancyjni. Jestem dla niego pełna podziwu za chęć zgłębiania tajemnic trudnej dziedziny w imię prawdy i pobudzenia do refleksji nad naszym działaniem – konstatuje naukowiec.

Jej zdaniem, brak badań nad dziećmi poczętymi z in vitro wynika z tego, że rodzice często ukrywają fakt sztucznego zapłodnienia. - Rodzice nie życzą sobie badań, nie zgłaszają się na nie. Nie wiem, ile dzieci po in vitro miało badania genetyczne, skoro lekarze pierwszego kontaktu nie rozpoznają schorzeń genetycznych – tłumaczy.

I co na to medialni pałkarze ks. Longchamps de Berier, rechoczący ze słów o bruździe i wadach genetycznych? Spałują także prof. Alinę T. Midro czy może przemilczą ten wywiad?

Całość rozmowy w najnowszym tygodniku „Uważam Rze”.

eMBe