Uczony zastrzega, że brak pełnych danych, które pozwalają na naukowe uzasadnienie takiej tezy. Te, które są pozwalają jednak na jej postawienie. – Nie dysponujemy wieloma danymi, które podlegają korelacji, możemy poprzestać tylko na przypuszczeniach. Te dane są jednak bardzo zaskakujące i niepokojące zarazem. Nikt nie ma wątpliwości, co do tego, że częstość wrodzonych wad rozwojowych jest podwyższona u dzieci urodzonych w efekcie zapłodnienia pozaustrojowego. Wśród nich spotykamy wady, które mogą być podstawą do decyzji o przeprowadzeniu aborcji – podkreśla lekarz w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”.

Jedną z takich wad jest VACTERL, czyli skojarzenie ciężkich wad wrodzonych kręgów, odbytu, serca, tchawicy i przełyku, nerek oraz kończyn. – Istnieją bardzo wiarygodne dane, które potwierdzają, że u dzieci urodzonych w efekcie zapłodnienia pozaustrojowego ta groźna asocjacja występuje wielokrotnie częściej niż u dzieci poczętych naturalnie. Są to dane z bardzo rzetelnego rejestru niemieckiego za lata 1997-2011. Zatem jeżeli wspomniana asocjacja wad wrodzonych występuje wielokrotnie częściej u dzieci urodzonych z zastosowaniem in vitro, to dlaczego – biorąc pod uwagę inne wady – nie miałoby to mieć przełożenia na liczbę aborcji? – pyta prof. Kochański.

- Jeżeli spojrzymy na czynniki środowiskowe, to rzeczywiście zwiększona liczba aborcji mogłaby być spowodowana albo skokowym udoskonaleniem techniki diagnostyki prenatalnej (w co dość trudno uwierzyć) albo pojawił się inny czynnik, który odegrał znaczącą rolę w tym wzroście – dodał genetyk.

TPT/Nasz Dziennik