Luiza Dołegowska, Fronda.pl: Czy Niemcy informując w swoich mediach (ZDF, Newsweek) o ,,polskich obozach śmierci'' próbują tylko zredukować własną odpowiedzialność za zbrodnie w czasie II wojny światowej, czy też za takim działaniem kryje się coś więcej?

Prof. Grzegorz Górski, prawnik, historyk, Kolegium Jagiellońskie w Toruniu: Jest to oczywiście „coś więcej”. Niemcy już od XIX wieku uczynili historię elementem budowania swojej pozycji w świecie. W XIX wieku wysiłek niemieckiej propagandy historycznej – bo przecież nie nauki historii – skoncentrowany został na udowodnieniu dziejowej konieczności zlikwidowania polskiej państwowości. Przez dziesięciolecia udowadniano, że Polska ze swoim wolnościowym ustrojem była europejską anomalią i konieczne było jej unicestwienie. Później propaganda niemiecka stworzyła „germańską historię” jako podstawę ideologiczną II i III Rzeszy. Po II wojnie światowej przez całe lata budowano historię o uczciwych Niemcach jako ofiarach „nazistowskiego regimu”, pomijając powszechną akceptację dla Hitlera aż do końca kwietnia 1945 roku. Potem konsekwentnie latami wmawiano, że „nazistami” nie byli tylko Niemcy, a od tego była już krótka droga do „nazyfikacji” Polaków, jako współsprawców Holocaustu.

Ta ciążąca Niemcom historia została tak przerobiona, że dzisiejsze pokolenia Niemców postrzegają „nazistów” jako zjawisko luźno związane ze sobą. Ta operacja służyła oczywiście celom strategicznym polityki niemieckiej. Po zjednoczeniu rozpoczął się marsz do zdominowania Unii Europejskiej, a następnie dążenie do wejścia do grona głównych mocarstw światowych. Nie można odgrywać roli supermocarstwa kojarząc się światu ze zdziczałym zbrodniarzem.

Na czyją rzecz i dlaczego Polacy - w tym poseł na polski Sejm, mówiąc o nazistowskich, a nie niemieckich obozach śmierci - próbują wspierać niemiecką politykę historyczną i czy takie działania nie powinny być penalizowane?

Wydaje się, że jest granica występowania w roli „pożytecznego idioty”. Jest oczywiście różnica pomiędzy wydawaną w Polsce przez koncerny niemieckie prasą, która ochoczo sufluje wszelkie tego typu zbitki pojęciowe, a posłem na Sejm. Funkcjonariusze niemieckich mediów robią to za niemieckie pieniądze i państwo polskie nie powinno pozostawać wobec tego obojętne. W żadnym kraju w Europie nie do pomyślenia jest tolerowanie sytuacji, w której opanowane przez obce koncerny media prowadzą tak ostentacyjnie działania, leżące w interesie swoich właścicieli, a jednocześnie tak rażąco godzące w podstawowe interesy Polski i Polaków. Państwo polskie nie powinno już dłużej zwlekać z podjęciem zdecydowanych działań w tym zakresie.

Dlaczego wciąż powstają nowe książki  i filmy traktujące o tym, że Polacy są odpowiedzialni za holocaust – i dlaczego wielu Polaków chętnie je czyta i ogląda?

Nie tylko media których dysponentami są koncerny niemieckie, ale również znaczna część mediów mających innych dysponentów, stworzyła swoiście pojmowaną formułę, w myśl której „Polacy też nie byli bez winy”. Nagłaśnianie w oderwaniu od historycznych kontekstów i w sposób fałszywy np. sprawy Jedwabnego czy Kielc, służyło budowaniu wśród Polaków poczucia winy, za zbrodnie wobec Żydów. Cynicznie suflowane pseudomoralizatorstwo stawiało znak równości między zbrodniami niemieckimi, a przerysowanymi „zbrodniami” polskimi. Polacy przez niemal ćwierć wieku byli pasieni taką propagandą i wmawiano im, że to jest właściwe. To w tej atmosferze stworzono swoistą modę na „naukowe opracowania” Grossa i jemu podobnych. Skutki dziś widzimy, bo wielu Polaków przyjęło tę narrację i dobrze czuje się z tym zastygmatyzowaniem jako współodpowiedzialnych za Holocaust.

Dziękuję za rozmowę