Prof. Gliński przekonuje dziennikarzy "Rz", że misja, której się podjął wcale nie jest niemożliwa. Zapewnia także, że traktuje ją bardzo poważnie. - I to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze próba zaproponowania społeczeństwu rządu eksperckiego. Druga to kwestia programowa. To jest dla mnie wielka szansa przedstawienia tego, co przez całe dorosłe życie robiłem. Analizowałem, diagnozowałem życie społeczne, byłem w nim aktywny – mówi.
Aby prof. Gliński został premierem, potrzebna jest sejmowa większość, a o tę niekoniecznie będzie łatwo. Kandydat PiS nie traci jednak optymizmu. - Wiele będzie zależało od rozmów z klubami parlamentarnymi. Mógłbym stanąć na czele normalnego rządu koalicyjnego, w którym znaleźliby się politycy ze wszystkich popierających go partii. Druga opcja to rząd fachowców zaproponowanych przez te partie. I wreszcie trzeci wariant, czyli mój rząd autorski, w którym to ja wybrałbym wszystkich zasiadających w nim ekspertów – mówi w rozmowie z „Rz”.
Kandydat PiS na premiera zapewnia, że choć nie ma jeszcze umówionego spotkania z Ruchem Palikota w tej sprawie, to chętnie porozmawiałby na przykład z posłem Biedroniem o ważnych kwestiach społecznych, których w Polce do rozwiązania jest bardzo dużo. Z kolei z posłanką Grodzką, prof. Gliński chętnie omówiłby korzystanie z funduszy europejskich, aby rozwiązać problemy przedszkoli i małych szkół.
Prof. Gliński zdradza także swoją wizję narodu. To „nie naród, który się odwołuje do krwi, tylko naród, który się odwołuje do zmieniającej się kultury. Zmieniającej się z elementami wielokulturowości” - mówi. Czy to znaczy, że chciałby odejść od patriotyzmu „wojenno-powstańczego”? Jego zdaniem patriotyzm oparty na symbolach jest bardzo ważny, pomaga wychowywać społeczeństwo, ale... „Ja się nie godzę, żeby porównywać dekowników z bohaterami. To ci pierwsi spowodowali, że możemy żyć w wolnym kraju. Ale nie można żyć tylko martyrologią. Chodzi o zdrowy rozsądek. Patriotą jest, kto czci pamięć bohaterów, ale i ten, kto płaci podatki” - przekonuje Gliński.
Prof. Gliński tłumaczy na koniec, dlaczego obecny rząd jest zły. - On nie ma wizji rozwoju. Dotyczy to każdej dziedziny życia, np. edukacji. Nie wiadomo, jaki ma być „produkt" polskiej szkoły. Mnie bardzo na sercu leżą też kwestie dotyczące kultury. Tu także nie ma żadnej wizji tego, w jakim kierunku powinny przebiegać zmiany. A przecież bez przemian w tej sferze nigdy nie poprawimy swojej pozycji na świecie. Nie rozwiniemy się na miarę naszych nadziei i marzeń – prognozuje.
eMBe/Rp.pl

