Prof. Andrzej Friszke udzielił wywiadu "Gazecie Wyborczej", w którym przyznaje, że TW "Bolek" bez wątpienia był Wałęsą. Z drugiej strony broni byłego prezydenta przekonując, że jest naprawdę wiele okoliczności łagodzących, choć, oczywiście, wszystkiego obronić się nie da.
"W Wałęsie był naturalny lęk przed powtórką grudnia 1970 r. Zginęły wtedy dziesiątki ludzi. SB przekonywała, że nie wolno tego powtórzyć, należy zmniejszać napięcie w stoczni. Bo wybuch to krew i nieszczęście" - mówił Friszke.
Friszke przyznaje zarazem: "Od początku rozmawiają o tych, którzy są rozrabiakami, chcą buntować, roznoszą ulotki. Coś szykują. Na podstawie tych informacji założono sprawy kilku osobom".
Profesor dodaje, że po roku spotkania z SB stają się nieco bardziej formalne, ael "też są szkodliwe dla ludzi. 'Bolek' wymienia nazwiska".
Później jednak, od 1973 roku, "Bolek" przynosi coraz gorsze z perspektywy SB informacje. W końcu funkcjonariusze podejmują decyzję, że trzeba zerwać z nim współpracę, choć do tego jeszcze nie dochodzi. "- Współpraca kuleje. Doniesienia są, ale lakoniczne. Bezpieka zwraca uwagę, że mało nazwisk, że nie chce pisać ręcznie niczego. Czasem nie przychodzi na spotkania. Tłumaczy, że nic nie wie, bo nic się nie dzieje" - mówi Friszke.
Historyk przypomina, że Wałęsa stawia się coraz bardziej, w końcu w roku 1976 traci pracę, a SB go nie broni. Współpraca rozwiązana zostaje w tym samym 1976 roku. Ostatni raz SB nagabuje Wałęsę w 1978, ale wówczas Wałęsa odmawia.
Friszke zaznacza, że jest "bardzo ostrożny", dy chodzi o pismo ręczne oraz o pokwitowania. Zarazem jednak "uważa, że spotkania miały miejsce i Wałęsa informował".
Gdy chodzi o treść dokumentów, Friszke nie ma cienia wątpliwości, że to informacje od Wałęsy. "Moim zdaniem nikt inny nie mógł tego zrobić tak szczegółowo, to nie mogło być wymyślone przez SB" - przekonuje.
Dodaje zarazem, że trudno jest mu pogodzić znany z 1971 roku charakter pisma Wałęsy z tym, co widnieje an dokumentach.
Friszke zaznacza zarazem, że "absurdem" jest twierdzić, że Wałęsa współpracował po 1976 roku. "Nie współpracował na pewno" - stwierdza historyk, powołując się na "liczne dokumenty SB z okresu późniejszego", w których Wałęsa "zawsze jest jednoznacznym przeciwnikiem lub wrogiem".
Historyk tłumaczy też Wałęsę, który nie przeprosił kiedyś za swoją współpracę. "Wałęsa jest w ciężkiej sytuacji. Gdyby 20-30 lat temu się przyznał, to musiałby się wycofać z życia publicznego. Trudno byłoby mu przy ówczesnym stanie ducha uzasadnić współpracę, przeprosić i pozostać w polityce. Można więc zrozumieć, dlaczego wcześniej tego nie zrobił" - powiedział "Wyborczej".
Dodaje jednak, że teraz, gdy Wałęsa jest na emeryturze, "powinien zmierzyć się z tymi dokumentami. Nie może negować czegoś, czego zanegować się nie da". Zdaniem Friszkego milczenie Wałęsy jest szkodliwe, bo legenda "Solidarności została "kompletnie zbrukana, a transformację przedstawia się jako dzieło agentów".
wbw/wyborcza.pl/Fronda.pl
