Jednym z najważniejszych amerykańskich świąt jest rocznica przegranego powstania – mówi filolog prof. Ewa Thompson w rozmowie z magazynem „Plus/Minus”.

Ewa Thompson zauważa, że pamięć o Bitwie Warszawskiej była w czasach PRL problemem zarówno dlatego, że Polacy pobili w niej komunistów, jak i ze względu na jej transcendentne odniesienie (Cud nad Wisłą). Prof. Thompson odnosi się do tego, że przegrane Powstanie Warszawskie jest celebrowane o wiele silniej niż zwycięska wojna 1920 r. Jak podkreśla, świętowanie porażek nie jest polską specjalnością.

- Każdy potrafi celebrować zwycięstwa, to nie jest żadna sztuka – mówi filolog. - Natomiast klęski potrafią celebrować tylko te narody i państwa, które mają bardzo silne poczucie tożsamości.(…) Nawet w Ameryce, która – wydaje się – kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa, jedną z najbardziej przeżywanych rocznic jest bitwa pod Alamo z 1836 roku, gdy Teksas znajdował się pod meksykańskim panowaniem. Anglojęzyczni mieszkańcy tych terenów mieli poczucie, że meksykańska władza jest zbyt opresyjna, dlatego zbuntowali się i wywołali powstanie. Do najbardziej krwawej bitwy doszło w mieście San Antonio, gdzie 200 powstańców broniło budynków tzw. Misji Alamo przed naporem trzytysięcznego wojska meksykańskiego, choć tak naprawdę bezpośrednio Alamo atakowało ok. 1200–1300 żołnierzy – i tak sporo. Po 13 dniach oblężenia twierdza padła, a wszyscy Teksańczycy zostali rozstrzelani. Oblężenie Alamo do dziś jest jednym z ikonicznych wydarzeń w historii Stanów Zjednoczonych, dość przypomnieć słynne amerykańskie zawołanie „Pamiętajcie o Alamo!". I to na pamięci o takich klęskach zbudowano amerykańską tożsamość. Alamo codziennie odwiedzane jest przez tysiące Amerykanów – mówi Ewa Thompson.

- Spora część publicystów i komentatorów ma za złe Polakom ciągłe rozpamiętywanie traum narodowych – zauważa prowadzący rozmowę Michał Płociński.

- Na szczęście Polacy nie słuchają tych sugestii i wykazują się dość silnym instynktem samozachowawczym – odpowiada prof. Thompson. - Jeżeli o tej przeszłości by zapomnieli, to przestaliby być Polakami, a staliby się śmieciem, którym każdy w Europie by pogardzał.

Dodaje, że rozweselanie patriotyzmu na siłę, jakim była akcja „Orzeł może” zostało odrzucone przez społeczeństwo, co stanowiło „porażkę prezydenta i rządu”.

- To polskie zamiłowanie do martyrologii w moim przekonaniu jest nie tyle zamiłowaniem do cierpienia, jęczenia czy skomlenia, ile raczej wyrazem pewnego przywiązania do ludzi, którzy moralnie wykazali swoją wyższość – mówi ponadto prof. Thompson. - Tu chodzi o pewien bardzo szczególny rodzaj bezinteresownego działania, który warto pielęgnować w zbiorowej pamięci. Myślę, że te cechy wystarczą, by polską tożsamość starać się podtrzymywać, a nie z nią walczyć.

Ewa M. Thompson ukończyła filologię angielską i rosyjską na Uniwersytecie Warszawskim. Jest profesorem literatury porównawczej i slawistyki na Uniwersytecie Rice w Houston, a także redaktorem kwartalnika „Sarmatian Review". Wykładała m.in. na uniwersytetach Indiana, Vanderbilt, Indiana State, Virginia i Ohio.

KJ/Rp.pl