Marta Brzezińska: Sprawa wykluczenia z PiS Zbigniewa Ziobry to temat zastępczy?

 

Prof. Antoni Dudek: Festiwal medialny ziobrystów to faktycznie, z punktu widzenia wagi politycznej, sprawa dużo mniejszej rangi. Konflikty personalne w partii rządzącej są zawsze dużo ważniejsze niż to, co dzieje się w partii opozycyjnej. Ale kluczem do zrozumienia tej fascynacji jest po prostu zachowanie polityków obu partii. O konflikcie w Platformie, poza wypowiedzią Tuska, który lakonicznie przyznał, że Schetyna był w opozycji do niego, właściwie nikt się nie chce wypowiadać w mediach. A w PiS? Jak najbardziej. Politycy tej partii paradują przed kamerami, więc nie dziwmy się, że są pokazywani. Gdyby któryś z wpływowych polityków Platformy chciał opowiedzieć o konflikcie na linii Tusk–Schetyna przed kamerami, to jestem przekonany, że media by to pokazały. Ale oni są na tyle inteligentni, że tego nie robią, a efekt jest taki, jaki widzimy – pokazuje się rozłam w PiS, a o tym, co dzieje się w Platformie niewiele. Jest to więc temat zastępczy, ale w dużym stopniu wynika on z odmiennego zachowania polityków oby frakcji.

 

Czyli błąd w dużej mierze leży po stronie polityków PiS?

 

Dokładnie tak. Oni powinni wyjechać w tajemnicy, gdzieś 20 km pod Warszawę, zamknąć się w jakimś ośrodku i tam przez 48 godzin wyjaśniać sobie różne rzeczy. A jeśli nie doszliby do porozumienia, to dopiero potem powinien być wydany lakoniczny komunikat o usunięciu tych, którzy zdaniem większości wystąpili przeciw partii. I dopiero w tym momencie mogłyby pojawić się komentarze wykluczonych, bo trudno odbierać im do tego prawo. Natomiast strona wykluczająca powinna zachować milczenie, i w tym całym zgiełku najlepiej zachowuje się Jarosław Kaczyński, który rzeczywiście nie wypowiada się na ten temat. Szkoda tylko, że swoim podwładnym daje tak szerokie pole do dyskusji. Prezes zachowuje się racjonalnie milcząc, ale nieracjonalne było dopuszczenie do takiej eskalacji konfliktu. Myślę, że dużo lepiej byłoby gdyby dziś Kaczyński przyjął taką samą konwencję, jak wtedy, kiedy polecił Ziobrze uczyć się języków obcych i zbagatelizował ten konflikt. To, co obecnie dzieje się w PiS traci partii.

 

Konfliktu można było uniknąć?

 

Nie twierdzę absolutnie, że tak mogło być, ale nie zauważyłem żadnych prób złagodzenia tego konfliktu.

 

A to wszystko jest na rękę Donaldowi Tuskowi.

 

Zdecydowanie tak. Ale to jest też słabość dziennikarstwa. Tu się zgadzam z panią Fotygą, która stwierdziła, że dzieją się znacznie ważniejsze rzeczy niż rozłam w PiS. Ale sposób, w jaki powiedziała to dziennikarzom potwierdza wszystkie moje najgorsze opinie o antytalentach PR-owskich większości polityków PiS. I tu pani Fotyga jest w ścisłej czołówce, bo nie robi się tego w takiej agresywno - pouczającej formie. Wracając do meritum, znacznie trudniej jest mówić o formowaniu nowego rządu, kiedy posłowie PO i PSL milczą jak zaklęci. Znacznie trudniej jest mówić o budżecie, bo to w ogóle niemedialny temat, a jeszcze trudniej mówić o kryzysie finansów europejskich. Tu też działa mechanizm, który każe dziennikarzom wybierać tematy najprostsze, a nie te najważniejsze.

 

A widz dostaje klarowny przekaz, że to prawica ma tendencje do podziałów i konfliktów, a Platforma to „partia miłości”.

 

Ale to jest prawda. Prawica, jak zresztą wszystkie formacje polityczne, ma skłonności do rozłamów, ale to na prawicy jest tendencja do agresywnego eksponowania swoich racji w mediach. Na lewicy oczywiście spory i awantury są, ale to się znacznie łagodniej w mediach przebija. Ci politycy po prostu rozumieją, że atakując adwersarza z tego samego obozu politycznego, w istocie podcinają gałąź, na której sami siedzą. Na prawicy bardzo wielu polityków kompletnie tego nie rozumie i żywi absurdalną nadzieję, że krytykując partyjnego kolegę nie szkodzi swojej własnej pozycji. Przydałoby się tym ludziom więcej umiaru i rozsądku w publicznym roztrząsaniu sporów, ale 20 lat polskiej prawicy pokazuje, że to jest mało realne.

 

Jak się może skończyć przeczołgiwanie Schetyny? Jeszcze zagrozi Tuskowi, czy odejdzie potulnie w kąt?

 

Tusk ma teraz pełen pakiet kontrolny w PO, więc skończy się tak, jak on zdecyduje. Prawdopodobnie zaproponuje Schetynie stanowisko w rządzie i teraz jest pytanie, co zrobi Schetyna. Czy je przyjmie, w ramach pewnej próby samopokajania, czy odmówi propozycji premiera i to będzie oznaczało, że okopuje się w parlamencie i czeka na swoje 5 minut, które prędzej czy późnej nastąpi. Takiej supremacji, którą teraz ma Tusk nie da się utrzymać w nieskończoność i prędzej czy później zaczną się kłopoty premiera. To będzie moment, w którym Schetyna podejmie kontrofensywę. To raczej nie będzie powtórzenie historii Rokity, Olechowskiego czy z Płażyńskiego, którzy po cichu odchodzili z partii. Schetyna będzie stawiał znacznie ostrzejszy opór, ale to nie będzie się rozgrywało w świetle kamer, więc to nie będzie tak efektowne, jak podziały w PiS. Ale niebawem zobaczymy efekty tej walki.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska