Krótko mówiąc – w ciągu mniej więcej roku IPN będzie musiał opuścił swoją dotychczasową siedzibę, w której urzędował od dwunastu lat. Jest to tak naprawdę konsekwencja wieloletnich zaniedbań, w pierwszej kolejności Ministerstwa Skarbu, które przez dziesięć lat – do momentu, kiedy kończy się termin dzierżawienia budynku (był własnością spółki Ruch, która była spółką Skarbu Państwa) nie był w stanie załatwić odpowiedniej rekompensaty Ruchowi w ramach Skarbu Państwa za budynek, aby ustanowić trwały zarząd IPN nad nim.

 

Ministerstwo Skarbu niestety sprywatyzowało Ruch, nie bacząc na to, że z części jego majątku korzysta właśnie IPN oraz ignorując wszystkie zabiegi Instytutu, aby tę sytuację zmienić. Później zaczęły się problemy IPN z prywatnym właścicielem Ruchu, który w pewnym momencie zażądał znaczącego podniesienia czynszu, a później zaoferował Instytutowi sprzedaż budynku za kwotę 30 milionów złotych. Gdyby budżet IPN nie został obcięty przez Sejm w końcu ubiegłego roku o 36 mln, to byśmy ten budynek wykupili i nie byłoby sprawy. Stało się jednak inaczej, wskutek czego nie byliśmy w stanie sami wykupić budynku.

 

Poprosiliśmy o pomoc ministra finansów. Jednak przez wiele miesięcy pan Rostowski nie udzielał nam żadnej odpowiedzi. Wreszcie odpowiedział, ale negatywnie. Chociaż chodziło tak naprawdę o kwotę 10 milionów z rezerwy budżetowej na ten rok, bo IPN był w stanie wygospodarować z własnych środków 5 mln, a drugie 15 mln można by zapłacić – gdyby rząd się na to zgodził – w przyszłym roku (Ruch na to przystał). Niestety, przez pół roku nie mieliśmy żadnej reakcji ze strony ministra Rostowskiego i efekt jest taki, że prywatny właściciel Ruchu sprzedał budynek kolejnemu prywatnemu inwestorowi, tym razem deweloperowi, który jak się wydaje ma bardzo konkretne plany związane nie tyle z budynkiem, co z działką, na której jest położony. Czeka nas prawdopodobnie konieczność opuszczenia tego budynku w perspektywie mniej więcej roku, co oznacza dla IPN paraliż. Pytanie, na jak długo.

 

Not. eMBe