Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jak oceniłby Pan sytuację w przeddzień wyborów samorządowych? Czego możemy się spodziewać?

Prof. Antoni Dudek, politolog: Na pewno możemy spodziewać się pierwszej nie wyrażonej w sondażach oceny trzech lat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Choć są to wybory samorządowe, to powiedzieć trzeba, że mają one drugie dno, które powoli wychodzi na powierzchnię.

Czyli?

Mianowicie jest to rodzaj plebiscytu, rządy Prawa i Sprawiedliwości są bardzo kontrowersyjne, mają swoich zwolenników oraz radykalnych przeciwników. Dotychczas mieliśmy tylko sondaże, teraz natomiast po raz pierwszy, zobaczymy jak sprawa faktycznie wygląda. Oczywiście sprawa tych wyborów jest na tyle skomplikowana, że ich wynik będzie można różnie interpretować. W zależności od tego, jaki wynik uzyska PiS, jaki Koalicja Obywatelska i inni, będziemy mogli zobaczyć jaki panuje w Polsce nastrój przed kolejnymi wyborami, które czekają nas w przyszłym roku. Wyniki tych wyborów samorządowych mogą (choć nie muszą) wywołać bardzo duże zmiany polityczne w obu obozach, w obozie władzy oraz w obozie opozycji. Jeśli wynik wyborów zostanie uznany przez którąś ze stron za porażkę (choć oczywiście nikt się do tego nie przyzna) to z pewnością dojdzie do „przetasowań” personalnych wewnątrz partii.

Czy Patryk Jaki dobrze zrobił rezygnując z przynależności do Solidarnej Polski? Jak przebiegły kampanie kandydatów na prezydentów pozostałych dużych miast? Kto się wyróżnił na plus a kto na minus?

Na pewno ten ruch Jakiego był ciekawy, choć nie udało się mu nim postawić Trzaskowskiego pod ścianą.

To znaczy?

Niewątpliwie, ten gest był obliczony na efekt w stylu: „zobaczcie, ja będę bezpartyjnym prezydentem a Trzaskowski jest politykiem Platformy i nie chce z niej wystąpić”. Natomiast gest ten można było odebrać tak, że Jaki wstydzi się swojej przynależności partyjnej - i tę opcję wykorzystał Trzaskowski do odpowiedzi na rzucone mu wyzwanie.

To załatwia sprawę?

Jaki wykonał ten ruch w przekonaniu, że wyborcy wolą kandydata bezpartyjnego. W tym punkcie przyznam, że się z nim zgadzam, też nie uważam, że partie muszą dominować w samorządach. Problem polega na tym, że Jaki wystąpił z partii po kilkunastoletniej przynależności do niej i wkrótce może okazać się, że ponownie do niej wstąpi.

Jak będzie, czas pokaże. Moim zdaniem zapowiada się dla niego dobry wynik, co nie oznacza, że wygra te wybory. Natomiast wydaje mi się, że nadal będzie on politykiem obozu Zjednoczonej Prawicy, nie da się ukryć, że zdobył on sporo poparcia dla władzy i z pewnością jego potencjalni konkurenci: Stanisław Karczewski czy Michał Dworczyk na pewno nie uzyskaliby takiego wyniku jak on.  

Jeśli chodzi o kampanie w pozostałych miastach, to mogę powiedzieć, że największe kontrowersje wzbudzało to, co dzieje się w Łodzi.

Dlaczego?

Sondaże pokazują, że najprawdopodobniej wygra pani Zdanowska (być może w pierwszej turze), a z drugiej strony politycy PiSu mówią, że nie może ona objąć tego urzędu. Niewątpliwie wokół tej sytuacji pojawi się spory kryzys.

A ogólnie, jak przebiegała ta kampania?

Kampania przebiegła spokojnie, przyznam, że spodziewałem się, że będzie wyglądało to znacznie brutalniej. Jak na niskie standardy polityczne, które obowiązują w Polsce kampania odbywa się spokojnie: nikt nikogo nie pobił, nie zabił, co cieszy. Natomiast język karczemny i hejt w Internecie to nic nowego, znany jest nam już od dawna.

Jeśli Jaki przegra, to czy PiS i tak w pewnym sensie nie będzie zwycięzcą w stolicy? Komentatorzy podkreślają, że jeśli przegra, to niewielką różnicą i ma być to sygnał, że Warszawa, bastion antypisu, przestaje tak naprawdę być tym bastionem? Czy jest teza prawdziwa czy błędna?

Jeśli Jaki przegra w Warszawie, to faktycznie nie będzie to żadna sensacja - każdy kto śledzi sondaże zdaje sobie sprawę, że nie jest on faworytem. Natomiast jeśli przegra Trzaskowski, to będzie to dla PO trzęsienie ziemi. W związku z tym Jaki (jeśli wygra) może tylko zapewnić sukces środowisku, które reprezentuje. Natomiast jeśli przegra, to nie będzie to wielka tragedia dla PiSu, który generalnie ma problem w wielkich miastach. Niezależnie od tego w jakim dużym mieście wygra kandydat PiS (np. pani Wassermann w Krakowie), będzie to dla PiSu gigantyczny sukces. Natomiast to, co realnie oceni fakt jak poradził sobie PiS to Sejmiki. W chwili obecnej PiS ma jeden Sejmik, stąd miarą ich sukcesu będzie to ile będzie w stanie odbić ich opozycji.

Ile może ich być?

Politycy PiSu twierdzą, że będzie ich kilka, a jest to żadna odpowiedź, gdyż kilka to może być trzy bądź dziewięć. Trzy odbite Sejmiki byłyby marnym wynikiem dla partii, która rządzi od trzech lat, zwłaszcza, że rząd bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że „sypnie” tym regionom, które poprą PiS. Z kolei dziewięć Sejmików, to ponad połowa Polski, oznaczałoby to, odbicie całej wschodniej i środkowej Polski - to z kolei byłoby olbrzymim sukcesem.

Nie pytam na kogo, ale czym powinni Pana zdaniem kierować się Polacy idąc do urn?

Najważniejsze jest to, by w ogóle pójść na wybory. Przyznam, że mam nadzieję, że w tych wyborach zostanie przekroczona „magiczna” liczba 50%. Najwyższa frekwencja jaką mieliśmy do tej pory w wyborach samorządowych to 47%. Fakt ten wystawia nam fatalne świadectwo, gdyż pokazuje, że ponad połowa Polaków w ogóle nie interesuje się tym, kto nimi rządzi na szczeblu lokalnym. Kolejno, jeśli ktoś znajdzie się już w punkcie wyborczym, to ważne by oddał ważny głos.

Dziękuję za rozmowę.