Prof. Aleksander Bobko dla Frondy: WHO, czyli kto chce nam narzucić obcą aksjologię - zdjęcie
15.03.19, 17:15

Prof. Aleksander Bobko dla Frondy: WHO, czyli kto chce nam narzucić obcą aksjologię

15

Eryk Łażewski, Fronda.pl: Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał tak zwaną „Kartę LGBT+”. Przewiduje ona, między innymi, wprowadzenie w Warszawskich szkołach edukacji seksualnej . I to edukacji seksualnej opartej na permisywnych normach WHO (Światowej Organizacji Zdrowia). Co Pan Profesor na to powie? Jak w tym przypadku powinni zachować się katolicy, i w ogóle ludzie dobrej woli?

Prof. Aleksandr Bobko, senator PiS: Tak. Ta sytuacja zachęciła mnie do tego, aby z tymi „Wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia” po prostu się zapoznać. Postarałem się je czytać obiektywnie – tak jak się czyta teksty, i przyznam, że wprawiły mnie w zdumienie te wytyczne. Bo zalecenia, które się tam pojawiają, z punktu widzenia naszego (zdroworozsądkowego), a także z punktu widzenia naturalnego podejścia do życia, są zaskakujące: poruszanie z dziećmi kilkuletnimi tematów związanych z seksem, z masturbacją; w wieku 9-12 lat używanie środków antykoncepcyjnych. To są rzeczy szokujące. Trudno sobie wyobrazić właściwie, żeby praktycznie tego rodzaju edukacja , oparta na takich zasadach, miała być w szkole wprowadzana. Jestem przekonany, że rodzice na to się nie zgodzą. I to w większości: nie tylko katolicy, dla których jest to szczególnie zdumiewające, ale także ludzie neutralni religijnie. Również dla mnie to było zaskoczenie, które stawia pod znakiem zapytania WHO: co to w ogóle jest za organizacja?

Skądinąd to instytucja, która cieszy się na świecie dużym poważaniem. Wydaje rekomendacje na bardzo różne tematy związane ze zdrowiem, higieną. Od czasu do czasu słychać, że ministerstwa (zwłaszcza nasze Ministerstwo Zdrowia), różne instytucje państwowe, powołują się na rekomendacje tej organizacji. I dlatego omawiane rekomendacje dotyczące edukacji seksualnej to dla mnie ogromne zaskoczenie.

Druga rzecz, która mnie uderza, to fakt, że reakcja polityczna, która nastąpiła w ostatnich dniach w Polsce, jest – moim zdaniem – spowodowana właśnie tym, że wielu ludzi, wielu z nas, zwróciło oczy na te wytyczne i zostało wprawionych w pewien stan zdumienia. I stąd taka silna reakcja polityczna i w ogóle to, co się w ostatnich dniach dzieje. Ja próbuje na to spojrzeć jakby szerzej i głębiej: my żyjemy w takim świecie, w którym są pewne zagrożenia dla dzieci, dla młodych ludzi, związane z dostępem do pornografii; zagrożenia, które teraz wychodzą. Skala ich też jest zaskakująco o wiele większa, niż jeszcze niedawno wydawało się. Skala narażenia na różne zachowania złych ludzi: pedofili, zboczeńców i tak dalej. Dzisiaj mamy świadomość, że dzieci i młodzież są chyba bardziej na to narażone, niż kiedyś. I edukacja powinna na to reagować, rodzice powinni wcześniej i więcej rozmawiać o tym z dziećmi, niż kiedyś. I w jakiejś formie mogłoby to też mieć miejsce w szkole: na katechezie, czy jeszcze na jakichś pogadankach na ten temat. Tylko, że trzeba by się zastanowić i wyznaczyć zadanie dla ministerstwa, czy dla organizacji pozarządowych, lub dla studentów. Zadanie wypracowania wytycznych dla wychowawców, dla edukowania w tym obszarze i przygotowywania dzieci, czy chronienia ich przed zagrożeniami, które się pojawiają. Myślę, że takie wytyczne są potrzebne praktycznie. Tylko, że „Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia” absolutnie takiego wymogu w mojej ocenie nie spełniają, bo one są oparte (i to jest kolejna głębsza sprawa) na kompletnie innej aksjologii, niż ta, która chyba w Polsce jest wciąż ważna, gdzieś tam o korzeniach chrześcijańskich. Ale, żeby nie zawężać, tych korzeni chrześcijańskich bym nie eksponował, chociaż one są mi bliskie. Chodzi nawet o pewne ogólnokulturowe korzenie aksjologiczne, z których wynika uznanie tego, że seksualność jest ważną sferą, intymną, ale jest wpisana w głębszy kontekst naszego życia i realizację jakichś celów, które są przed człowiekiem. Natomiast w tych „Wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia” obserwuję, że ta seksualność jest właściwie pewnym celem samym w sobie. Jest właściwie źródłem przyjemności, źródłem czerpania zadowolenia bez zobowiązań, bez ograniczeń. Jedynym ograniczeniem jest to, żeby nie wykorzystywać innych, ale to nie wykorzystywanie, czy tolerowanie innych zachowań seksualnych staje się jakby pewnym bożkiem, bo w tych wytycznych jest, aby od czwartego roku życia wdrażać do seksu, a w dziewiątym roku życia mówić, że wszystkie związki są takie same i wszystko jest  dozwolone. Jedynym kryterium jest przyjemność i nie krzywdzenie innych. Tam jest taka koncepcja człowieka, czy taka koncepcja seksualności, która większości z nas wydaje się jednak obca, dziwna, niedobra.

A więc, podsumowując, powiedziałbym w ten sposób, że może powinniśmy wykorzystać ten moment „włożenia kija w mrowisko” nie do tego, żeby się wzajemnie oskarżać i politycznie „grillować” nawzajem, tylko do tego, żeby poważnie zastanowić się nad tym problemem, bo problem istnieje: chronienie młodych ludzi przed niebezpieczeństwami, których dzisiaj jest więcej, niż kiedyś. I gdyby w wyniku tego powstały mądre, rzeczowe wytyczne (rekomendacje) dla rodziców i nauczycieli, to byłby dobry efekt tego zamieszania, które zostało tutaj wywołane. Politycy raczej tego nie zrobią. Politycy lubią waśnie i „boksowanie się”. Trudno. W takim systemie żyjemy.

Natomiast ze zdumieniem wczoraj, czy przedwczoraj słuchałem interpretacji przesłania z konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Jasionce. Interpretacji oznajmiającej, że to było jakieś homofobiczne wystąpienie, albo jakaś próba piętnowania homoseksualistów. To jest coś tak kuriozalnie nieuczciwego: co ma sprzeciw wobec edukacji seksualnej czterolatków do ataku na homoseksualistów? To jest kompletne pomieszanie, całkowicie tego nie rozumiem. A wczoraj słuchałem kilku rozmów w mediach i tam właśnie kilka autorytetów „lewej strony” naszego systemu politycznego autorytarnie wypowiadało się, że nastąpił atak na homoseksualistów w Polsce. To jest dla mnie coś kuriozalnego. I taka narracja się przebija, że tutaj w Polsce nasila się walka z homoseksualizmem, z homoseksualistami, bo protestujemy przeciwko edukacji seksualnej czterolatków czy dziewięciolatków.

Mówił Pan tutaj o „boksowaniu się” polityków. Ale jednak jakaś reakcja na podpisanie Karty LGBT+ musi być. I właśnie: czy reakcja władz kościelnych i państwowych na tą akcję prezydenta Trzaskowskiego jest pana zdaniem odpowiednia?

Do pewnego stopnia jest odpowiednia. Jest odpowiednie to, że mówimy „nie” edukacji seksualnej opartej na „Wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia”. To moim zdaniem powinno być jednoznacznie pryncypialnie powiedziane: nie życzymy sobie edukacji seksualnej w szkole opartej na „Wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia”. Taka edukacja jest kompletnie nie do przyjęcia. To jest pierwsza rzecz.

Druga rzecz, że to nie ma nic wspólnego z jakimś piętnowaniem lub dyskryminowaniem środowisk homoseksualnych, czy homoseksualistów z tych środowisk. I to nie ma nic wspólnego z nietolerancją. To jest po prostu naturalny odruch rodzica i nauczyciela.

Trzecia rzecz, trudniejsza, to - moim zdaniem - wspomniane wyżej rozsądne wytyczne potrzebne dzisiaj, w naszym nieco skomplikowanym świecie, gdzie niebezpieczeństwa związane z seksualizacją dzieci i młodzieży są nie zależnie od naszej woli. Chodzi mi o takie niebezpieczeństwa jak: łatwość dostępu do pornografii, erotyzacja reklam, cały szereg takich zjawisk, które sprawiają, że jakieś zainteresowanie seksualnością pojawia się wcześniej, niż kiedyś. I pojawiają się też różne zagrożenia, na przykład zjawisko pedofilii, które jest szersze, niż nam się kiedyś wydawało. I to wymaga – moim zdaniem – także przemyślenia i czegoś nowego w sferze edukacji, jej uzupełnienia. I to zarówno na poziomie rodziny (rodzice powinni zdać sobie sprawę z tego, że to jest większy problem, niż kiedyś i takie tematy z dziećmi podejmować), jak i na poziomie szkoły. Potrzeba więc jest wypracowania jakichś rekomendacji odpowiadających na te nowe wyzwania. Ale te rekomendacje powinny – moim zdaniem – trzymać się z daleka od „Wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia”. Ci, którzy by to te nowe rekomendacje (wytyczne) opracowywali, powinni się oczywiście z tymi rekomendacjami WHO zapoznać, zobaczyć, pewne pojedyncze wskazówki mogą być tam i sensowne. Natomiast w całości są one – moim zdaniem – oparte na kompletnie innej aksjologii. Na aksjologii głoszącej, że człowiek jest takim stworzeniem, które bawi się swoją seksualnością i to jest celem samym w sobie. Myślę, ze większość z nas takiego stanowiska chyba nie podziela.

No właśnie. I zauważmy, że te normy WHO wchodzą do nas przez działania prezydenta Warszawy. A czy jest niebezpieczeństwo, że śladem Warszawy pójdą inne miasta?

Nie wydaje mi się. Nie wiem dokładnie jaka była geneza tego wszystkiego. Na ile dokładnie prezydent Warszawy i jego otoczenie przestudiowali „Wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia”. Teraz mam wrażenie, że autorzy tego całego zamieszania raczej starają się z nich wycofać, czyli rozmyć: właściwie mówią, że te wytyczne to są tylko takie ogólne wskazówki, że to jest do namysłu, że nic z nich nie wynika, czyli w zasadzie trochę się z tego wycofują. I dlatego nie sądzę, żeby groziło nam jakieś rozprzestrzenienie się tego, żeby inne miasta masowo tą inicjatywę podchwytywały. Nie można tego wykluczyć, może jacyś naśladowcy się znajdą, ale nie jest to bardzo groźne. Tak mi się wydaje, ale mogę się mylić.

A jeżeli chodzi o same wytyczne WHO, to zainteresowałem się nimi w ostatnich trzech dniach. Moja wiedza była tutaj bardzo obiegowa. I to też daje do myślenia. Przecież WHO nie jest jakąś organizacja „wymyśloną na księżycu”, ale jest to agenda Narodów Zjednoczonych. Oczywiście to jest skomplikowane i to byłoby bardzo pod prąd, ale ja myślę, że jest jakieś miejsce także do działań dyplomatycznych. Nie wiem dokładnie, jak to funkcjonuje, ale trzeba działań, które by z tego rodzaju wytycznymi coś zrobiły, bo to jest w mojej ocenie dokument zdumiewający i po prostu niezwykle szkodliwy, a on ma pewien prestiż, pewną powagę nadaną przez agendę Organizacji Narodów Zjednoczonych. To są organizacje, które w świecie się liczą, mają swoja powagę, i też uczestniczymy w tym jako Polska: jesteśmy członkami ONZ–etu, mamy tam swoich przedstawicieli. Także jest to pewnie kwestia do namysłu dla ludzi pracujących w tych agendach: jak to się w ogóle dzieje, że takie dokumenty powstają i funkcjonują w przestrzeni międzynarodowej, jako właśnie kwintesencja tego, co dzisiaj najbardziej racjonalne, postępowe, mądre. I dla mnie to też kompletnie zdumiewające odkrycie, że to tak jest, wczytując się w konkret tego, co tam jest napisane.

Nie tylko dla Pana. Dla nas wszystkich! A ja dziękuję za udzielenie wywiadu.

Komentarze (15):

Żyd2019.03.15 19:05
Jestem Żydem.
jan lesiak2019.03.15 21:49
Zofia Czerwińska też Żydówka- czy ktokolwiek Jej to wypomniał; niech spoczywa w Pokoju Wiecznym.
Stachu2019.03.15 18:52
Tymczasem wasz niedawny ulubieniec Cejrowski: "#Wenezuela upadła. Ewakuacja ambasad. Wystarczyło 20 lat. (#Socjalizm wprowadzono w roku 1999.) Reformy ANALOGICZNE do programu socjalnego #PiS zrujnowały kraj dużo bogatszy od PL (ropa, złoto, diamenty, wołowina). wc"
Stachu2019.03.15 18:21
Jaką aksjologię reprezentuje ob.Piotrowicz Stanisław, obrońca pedofila z Tylawy?
Michal2019.03.16 0:47
Aksjologie klerykalną
plankton2019.03.16 22:49
Aksjologia… Ot i złoty kolczyk w pysku świni…
Maria Błaszczyk2019.03.15 18:08
Ale komu obcą? Ja jestem osobą religijnie neutralną i wartości takie, jak wiedza oparta na dowodach naukowych, bezpieczeństwo dzieci, otwartość na prawidłowości rozwojowe bez ich oceniania, odpowiedzialność i szacunek dla innych, prawo do stawiania granic są mi bardzo bliskie. Seks z kolei nie ma dla mnie wartości moralnej w sposób inherentny; jest dobry albo zły w zależności od swoich skutków. Ja rozumiem, że można mieć inny pogląd na tę sprawę. Nie widzę nic złego w mówieniu dzieciom: "nasza religia nie pozwala na masturbację czy seks dla przyjemności" (podobnie jak: "nasza religia nie pozwala na jedzenie wieprzowiny"; "nasza religia nie pozwala na jeżdżenie samochodem w niedzielę"; "nasza religia nie pozwala na świętowanie Sylwestra") - ale to w żadne sposób nie zmienia naukowej wiedzy na temat rozwojowego charakteru masturbacji dziecięcej, że istnieją skuteczne sposoby pozwalającej na uprawianie seksu i niezachodzenie w ciążę czy uniknięcie chorób przenoszonych drogą płciową. Przecież nie domagamy się, by dzieci wyznawców innych religii nie wiedziały, że samochody działają też w soboty, istnieje coś takiego jak szynka czy że ludzie świętują Sylwestra. Więc czemu dzieci katolików nie mogą wiedzieć o istnieniu prezerwatyw i ludzi, dla których seks nie ogranicza się do ślubnych małżonków?
athos2019.03.15 19:46
Ależ to nie jest tak, że "nasza" religia "nie pozwala", zabrania, zniewala itd. .Religia chrześcijańska jest ważna i wartościowa przez to, że chroni człowieka przed złymi skutkami jego własnych działań. Oczywiście, człowiek może działać na własną szkodę i szkodę drugiego, i może tego nie widzieć i nie rozumieć w danym momencie, ale kiedyś w życiu do niego dotrze, że popełniał zło. Będzie tego żałował, ale będzie za późno. Prawdziwa religia go przed tym ostrzega, działa na jego korzyść.
Maria Błaszczyk2019.03.15 20:17
Prawdziwa religia??? No cóż, istnieje mnóstwo religii. A każda równie prawdziwa... lub nie, w zależności od punktu widzenia. Tymczasem katolickiej etyki seksualnej przetrzega garstka ludzi - nawet katolicy tego na ogół nie robią. I nikomu nic się od tego nie dzieje. Natomiast negatywne skutki tej seksualnej obsesji są ogólnie znane - seksualne nerwice, deprecjacja kobiet, wykorzystywanie seksualne. Nie twierdzę, że nie należy jej przestrzegać, jeśli ktoś wierzy w tego akurat boga - nie znam się na tym, nie sądzę, by byty zwane bogami w ogóle istniały i nic mi do tego. Ale póki nie udowodnimy naukowo tych złych skutków (lub istnienia tego czy innego boga) - to ich miejsce jest tam, gdzie opowieść o sklepieniu oddzielającym jedne wody od drugich. Badania i doświadczenie wielu krajw wykazały, że edukacja seksualna stawiająca na abstynencję jest przeciwskuteczna - powoduje wszystko, czego edukujący chcieliby uniknąć. Wczęśniejszą inicjację seksualną, ciąże nastolatek, zakażenia chorobami wenerycznymi. W przeciwieństwie do edukacji stawiającej na wiedzę - ta daje skutki przeciwne. https://www.jahonline.org/article/S1054-139X%2805%2900467-2/fulltext
MM2019.03.16 1:13
KOŃCZ WAŚĆPANI, WSTYDU SOBIE OSZCZĘDZ ! Przestan mówić że jesteś neutralna religijnie! Aż kipi od ciebie nienawiść do Kościoła Katolickiego! Twoich komentarzy w artykułach jest mnóstwo! Widać czym te wpisy pachną !
plankton2019.03.16 22:43
No i co z tego, że jest wiele sposobów na odchudzanie, rzucenie nałogów choćby alkoholizmu i nikotynizmu? Będziesz ich uczył dzieci w przedszkolu? Gimnazjalistów? Po co komu zbędna wiedza? Może zaczniesz uczyć dzieci rachunku macierzowego, równań Maxwella, Schrodingera… niech wiedzą, że takie są i do czego służą!
JACEK2019.03.15 18:05
Neomarksisci opanowali juz wszystkie prawie organizacje miedzynarodowe. To jest wina prawicy, bo jest tylko reaktywna i zbyt wygodnicka, aby podejmowac proaktywne dzialania.
plankton2019.03.16 22:33
"Wina prawicy…" — rozumiem, że Ty do winy się nie poczuwasz? Nie ma indywidualnych grzechów, wszystkie zaśmiecają świat, a szczególnie grzechy ciężkie. Szatan od wieków upodobał sobie niektóre, na czele z pożądliwością, rozwiązłością i nieczystością seksualna. Zastanów się, zanim oskarżysz tzw. prawicę o nicnierobienie.
Marian2019.03.15 17:47
WHO obecnie zatrudnia juz tylko i wylacznie zboczencow
Stachu2019.03.15 21:40
...pomyślał Marian, nie mogąc już się doczekać kolejnej "wypłaty" z MOPS-u.