- To, co widzę dziś na Białorusi, to dla mnie, jako dla historyka, prezent od losu. Niczym w wehikule czasu przenieśliśmy się do 1938 roku, roku czystek stalinowskich. Siedzę w klatce mimo, że nie popełniłem żadnego przestępstwa, tylko za to, że kocham Białoruś - oświadczył w ostatnim słowie Dmitrij Drozd, były działacz kampanii prezydenckiej Andreja Sannikowa.

Drozd od czterech miesięcy przebywa w areszcie. Podobnie jak inni działacze opozycji sądzony jest za „organizowanie zamieszek w Mińsku” podczas wyborów prezydenckich. Prokurator zażądał dla Drozda 3,5 roku więzienia.

- Wsadźcie mnie na 10 lat – zaapelował więzień.

Wyrok wobec Drozda i czterech sądzonych ma zapaść jeszcze dziś.

Jednocześnie w Mińsku rozpoczął się proces kandydatów w ostatnich wyborach prezydenckich - Uładzimira Nieklajeu i Witala Rymaszeuski, a także członków ich sztabów - Andreja Dmitrijewa, Aleksandra Fieduta, Siergieja Woźniaka i Nasta Pałażanki. Grozi im do 3 lat więzienia.

mż/Kresy24.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »