Uroczyste zamknięcie diecezjalnego etapu procesu beatyfikacyjnego męczenników warmińskich zaplanowano na początek listopada w olsztyńskiej archikatedrze św. Jakuba. Po tej uroczystości dokumenty dotyczące procesu beatyfikacyjnego zostaną przekazane do Watykanu. - „Męczennicy warmińscy” to jest taka ogólna nazwa. W tej liczbie jest 28 księży warmińskich, jedna siostra zakonna oraz pięć osób świeckich. Ludzie ci zginęli w Olsztynie i okolicach w czasie wojny z rąk żołnierzy hitlerowskich, ale w zdecydowanej większości z rąk żołnierzy radzieckich w styczniu i lutym 1945 roku - powiedział PAP abp Ziemba. Metropolita warmiński dodał, że zamknięcie procesu beatyfikacyjnego to w życiu lokalnego Kościoła bardzo ważne wydarzenie.



- Chcemy w ten sposób uszanować wszystkich, którzy nie mieli nic wspólnego z wojną, a zginęli tylko dlatego, że znaleźli się na tych terenach. Tym procesem chcemy też przestrzec przed takimi sytuacjami, w których objawia się ludzka nienawiść, najniższe instynkty. Ci męczennicy zginęli w większości tylko dlatego, że stanęli na drodze żołnierzom - zaznaczył hierarcha. Listę męczenników warmińskich zamieszczoną na stronie internetowej archidiecezji warmińskiej otwiera urodzony w podolsztyńskim Głotowie ks. Józef Steinki, który, skatowany przez żołnierzy radzieckich, zmarł w więzieniu w Olsztynie 16 lutego 1945 r. Inny z męczenników, ks. Bernard Klement, urodzony we wsi Butryny, został zastrzelony na plebani parafii św. Józefa w Olsztynie przez żołnierzy radzieckich w dniu ich wkraczania do miasta, tj. 22 stycznia 1945 r. To tylko niektóre z tysięcy ofiar niemieckiego nazizmu na Warmii, o których przypominał w zeszłym roku w rozmowie z KAI ks. Janusz Ostrowski z Olsztyna, postulator procesu kanonizacyjnego 9 ofiar nazizmu i 37 ofiar komunizmu. Proces rozpoczął się w 2007 roku, a inspiracją do niego była zachęta Jana Pawła II z okresu Wielkiego Jubileuszu do zbierania dokumentów o współczesnych męczennikach wiary.


Ks. Ostrowski przypominał, że większość z tych osób została zamordowana w styczniu 1945 roku, kiedy na tereny Prus Wschodnich weszła armia sowiecka. To właśnie wtedy w Prusach Wschodnich nastąpił pierwszy kontakt Armii Czerwonej z ludnością, która uważana była przez Sowietów wyłącznie za niemiecką. Wojska niemieckie wycofały się, a pozostała bezbronna ludność cywilna. Przez 2 czy 3 tygodnie panowało tu zupełne bezprawie, bezpośrednio po wkroczeniu Rosjan niemal każda kobieta była gwałcona.


Świadkowie wspominają niewyobrażalne rzezie i tragedie. Prócz gwałtów, rozebrane niewinne kobiety bywały przywiązywane do samochodów za nogę i ciągane po ulicach miasta. Powszechne było nabijanie kobiet na butelki czy nogi od krzesła. Potem rozbijano te butelki w ciałach kobiet, silnym kopnięciem. W Prusach Wschodnich stacjonowała 1. i 2. Armia Białoruska, składająca się w dużej mierze z żołnierzy pochodzących z rosyjskiego Dalekiego Wschodu.

 

Ł.A/niezalezna.pl/debata.olsztyn.pl