Anna Dryjańska nie ukrywa, że ostrzeżenia Fundacji Mamy i Taty ją irytują i śmieszą. - Nikt nie będzie przychodził do konserwatystów i im wyrywał żon z domów, bo żyją w tradycyjnym związku. Chodzi tylko o to, by kobiety miały wybór. Czy chcą wykonywać nieodpłatną pracę na rzecz domu, czy chcą być na rynku pracy, a może łączyć to i to. Poza tym, walka ze stereotypami polega też na tym, żeby mężczyźni mogli wychowywać dzieci bez posądzenia, że są niemęscy, a kobiety mogły robić karierę zawodową, nie udowadniając, np. jeśli są elektryczkami, że potrafią włączyć wtyczkę do kontaktu - odpowiada przeciwnikom konwencji Dryjańska z Fundacji Feminoteka.

 

I aż trudno nie zadać pani Annie pytania, gdzie ona żyje? Czy w Polsce ktoś zakazuje kobietom robić karierę? Czy pozbawia się je możliwości łączenia kariery i wychowania dzieci? Czy aby przypadkiem nie jest tak, że mobbingowane społecznie są raczej panie, które chcą zostać w domu i zająć się dziećmi? I kto uznaje, że wychowywanie dzieci przez mężczyzn jest niemęskie? Nie wiem, w jakim świecie żyje pani Anna, ale w moim problemów, które chce ona zwalczać za pomocą konwencji zwyczajnie nie ma. A dodatkowo trudno nie zadać jej pytania, w jakiż to cudowny sposób „udowadnianie, że potrafi się włączyć wtyczkę do kontaktu” ma być przemocą w rodzinie, która trzeba zwalczać.

 

A dalej jest jeszcze ciekawiej. Okazuje się bowiem, że pani Anna nie tylko żyje w innym świecie społecznym, ale także biologicznym. Jej zdaniem bowiem „role płciowe nie są zakodowane w naszych genach”. Opinia, że jednak są ma prowadzić do prostactwa umysłowego. - Myślenia, że jest tylko czarne i białe, kobiety i mężczyźni. Gender zwraca uwagę na to, że w różnych kulturach i różnych czasach role płciowe są definiowane w inny sposób. Role płciowe nie są zakodowane w naszych genach. - tłumaczy Dryjańska.

 

Nie wiem, jak jest w świecie Dryjańskiej, ale w moim to jednak geny decydują o tym, że kobieta może urodzić dziecko i karmić je piersią, a ja tego zrobić nie mogę. I już choćby to określa, w znaczącym stopniu, w każdej kulturze i cywilizacji, odmienne funkcje społeczne mężczyzny i kobiety. Nie jest też przypadkiem, że mężczyźni są wyżsi i silniejsi (statystycznie), bo to także wypływa z biologicznych różnic między płciami, różnic, które mają skutki społeczne, których gadaniem o gender nie da się przesłonić.

 

TPT/naTemat.pl