Mowa o filmie "Behind the Candelabra", w którym homoseksualną parę grają Matt Damon i Michael Douglas. W skrócie, film opowiada historię amerykańskiego, najlepiej opłacanego artysty estradowego Liberace (czyli Wladziu Valentino ) i jego związku ze Scottem Thorsonem. Czyli większa szmira niż "Tajemnicy Brokeback Mountain".



Twórca filmu w rozmowie z „New York Post” ubolewa: „Byliśmy u każdego (dystrybutora) w tym mieście. Wszyscy mówili, że jest zbyt gejowski”. Dlatego żadne studio nie zdecydowało się na zakup jego obrazu. Zdaniem Soderbegha nikt nie miał pojęcia jak go sprzedać. - Wszyscy byli nim przerażeni - dodaje. "Behind the Candelabra" pojawi się jedynie w telewizji.


Soderbergh dziwi się takiemu ostracyzmowi dystrybutorów filmowych, gdyż przecież jeszcze nie tak dawno wszyscy chcieli emitować progejowski film o dwóch kowbojskich gejach: „ I to wszystko dzieje się po "Tajemnicy Brokeback Mountain", która nie jest tak zabawna jak nasz film. To nie ma sensu po prostu - mówi Soderbergh.



Cóż, panie reżyserze, może następuje wreszcie normalizacja w amerykańskiej branży filmowej. Dość propagandy pro-gejowskiej, pro-aborcyjnej. Może ludzie wreszcie chcą oglądać filmy, które ukazują uniwersalne wartości a nie epatują dwoma panami z zaburzeniami psychiczno-fizycznymi.



My się z tego bardzo cieszymy, że choć raz kino amerykańskie i europejskie wolne będzie od propagandy gejowskiej.

 

sm/gazeta.pl