Kobieta rozdawała ulotki kierowcom zatrzymujących się na światłach samochodów. Gdy podeszła do pojazdu, którym – jak się okazało – jechał mężczyzna wiozący swoją dziewczynę do centrum organizacji Planned Parenthood, by zamordować tam ich nienarodzone dziecko, ojciec wyjął pistolet i celował z niego w głowę aktywistki. Po kilku sekundach schował broń i odjechał. Dzięki numerom rejestracyjnym, spisanym przez zwolenniczkę życia, policji udało się namierzyć agresywnego mężczyznę.

 

Szczęście miał także inny antyaborcyjny działacz. 69-letni James Cantfield regularnie demonstruje przed siedzibą Planned Parenthood w Chico w stanie California. Podczas jednej z pikiet próbował go potrącić miejskim samochodem terenowym 40-letni Matthew Haver. Stało się to, gdy dziecko, jadące samochodem z Haverem, zapytało się go, co oznacza plakietka, którą nosił Cantfield przypiętą do ubrania. Znajdowało się na niej zdjęcie zamordowanego nienarodzonego dziecka.

 

Choć są to incydentalne przypadki, to jednak przemoc wobec działaczy na rzecz życia jest w Stanach Zjednoczonych realnym problemem. - Działacze The Center for Bio-Ethical Reform, pomysłodawcy antyaborcyjnych wystaw, byli zdziwieni, że u nas w Polsce można wystawić taką wystawę na dwa tygodnie w miejscu publicznym i zamawiać agencję ochroniarską jedynie na noc. W USA taka inicjatywa zostałaby natychmiast zniszczona – mówi Mariusz Dzierżawski z Fundacji PRO portalowi Fronda.pl. - Większym jednak problemem jest przemoc prawna, szczególnie po zabójstwie aborcjonisty George'a Tillera, od kiedy działacze pro-life są traktowani jak terroryści – dodaje.

Tak jest w Ameryce. A w Polsce? - Z przemocą fizyczną skierowaną wobec mnie się nie spotkałem, ale za to z przemocą werbalną – mówi Łukasz Wróbel, inicjator wystawy „Wybierz Życie” portalowi Fronda.pl. - W czasie, gdy organizowałem wystawy antyaborcyjne w różnych miejscach Polski na forum „Gazety Wyborczej” pojawił się mój numer telefonu z dopiskiem „dzwońcie do tego skurwysyna”. Dostawałem później niewybredne sms-y i maile – opowiada polski działacz pro-life. - Sama wystawa była w niektórych miastach, takich jak Łódź, Siedlce, czy Gliwice, dewastowana – konkluduje.

 

sks/LifeSiteNews

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »