Zygmunt Wasiela podejrzewa, że mistrz olimpijski w ogóle nie wyjechał na obóz do Osetii. Zapytany przez dziennikarza "Super Expressu", czy zawodnikowi chodziło o uniknięcie kontroli antydopingowych, prezes związku odpowiada:  "Dotyka pan sedna sprawy. Nie chcę niczego sugerować, bo Adrian ciężko pracował na ten medal, ale dlaczego brniemy w to całe zamieszanie, zamiast sprawę szybko wyjaśnić?" 

To nie pierwsza podobna sugestia prezesa Wasieli. "Więc gdzie pan Zieliński był wtedy, gdy miał być w miejscowości Kwajsa u stóp Kaukazu. Być może wie to właśnie pan i podzieli się ze mną, z zarządem PZPC i mediami tą akurat jakże ważną informacją" - grzmiał w liście otwartym do Kołeckiego szef PZPC. 

 

Tymczasem sam mistrz olimpijski tłumaczy, że już w maju - tuż po powrocie z Osetii - zapytał prezesa Wasielę, czy mogą rozliczyć wyjazd. "Mieliśmy faktury i wszystkie dokumenty. Prezes odparł wtedy, że skoro pojechaliśmy za swoje, to nie ma o czym rozmawiać - mówi "Super Expressowi" Zieliński. Mistrz olimpijski wyjaśnia, że faktury za wyjazd nigdzie nie zaginęły, jak zasugerował Wasiela. "Ma je Arsen Kasabijew, który jest teraz na urlopie. Jeśli trzeba będzie, spotkamy się z prezesem i pokażemy mu potrzebne dokumenty" - powiedział Zieliński.


Sztangista zaznaczył również, że nie zamierza domagać się od związku zwrotu kosztów. "Honor nie pozwoli mi wziąć tych pieniędzy. Nie chcę już toczyć wojen, chcę świętować swój sukces, a potem wrócić do normalnych treningów" - tłumaczy Zieliński.

 

Tak nietuzinkowa osobowość jak Szymon Kołecki może być realnym zagrożeniem dla starych wyjadaczy w PZPC. Doskonale zdają sobie z tego sprawę. Szkoda tylko, że w swojej brudnej gierce, nie oszczędzają nawet polskiego mistrza olimpijskiego. Sugerowanie stosowania dopingu to nie tylko przesada. To zwykłe... Mniejsza z tym. Parafrazując klasyka: "Wasiela musi odejść!".

 

AM/Londyn2012.wp.pl/Super Express