Marta Brzezińska: 2 maja pod patronatem Bronisława Komorowskiego odbędzie się marsz pod hasłem „Orzeł może”. Organizatorem imprezy jest „Gazeta Wyborcza” i Program Trzeci Polskiego Radia, a wezmą w niej udział m.in. Jacek Poniedziałek, Zbigniew Hołdys, Maria Peszek i Wojciech Pszoniak. Marsz będzie elementem szerszej akcji społecznej, która ma na celu promowanie radosnego „patriotyzmu”. Co Pan poseł sądzi o takiej inicjatywie?
Stanisław Pięta: Patrzę na ten pomysł z dużą dozą pobłażliwości i uśmiechem. Jeżeli Bronisław Komorowski z Adamem Michnikiem chcą organizować patriotyczne marsze, to cóż można powiedzieć? Proszę bardzo, żyjemy w wolnym kraju i każdy, kto ma ochotę może w dniu 2 maja zebrać się pod biało-czerwonym sztandarem i manifestować. Inna sprawa, czy to przedsięwzięcie będzie przekonujące dla Polaków. Czas pokaże. Ja się na marsz „Orzeł może” nie wybieram, bo środowisko, które tam będzie jest przez moich znajomych uznawane za obciachowe. Adam Michnik - obrońca komunistycznej agentury, prezydent Komorowski – miłośnik Wojskowych Służb Informacyjnych, Maria Peszek – osoba, która urządza sobie drwiny z chrześcijaństwa. Niech maszerują sobie, gdzie chcą, byle z daleka ode mnie (śmiech).
Zatrzymajmy się na chwilę przy patriotyzmie. Jak zapewniają organizatorzy marszu „Orzeł może”, zależy im na promocji „otwartego i optymistycznego patriotyzmu”. Czy to znaczy, że patriotyzm bez optymizmu jest jakiś gorszy? Mam wrażenie, że dochodzi tutaj do jakiejś próby dzielenia patriotyzmu na gorszy i lepszy. Ten, w ramach którego czci się np. rocznice powstań jest jakiś niemodny, bo patriotyzm powinien polegać na robieniu czegoś dla ojczyzny tu i teraz, bawieniu i uśmiechaniu.
Nie odbieram tego w taki sposób. Patriotyzm z jednej strony pozwala na czczenie wielkich rocznic, a z drugiej – rzetelnie pracować dla Polski. Ten zabieg socjotechniczny, który chce zrobić Bronisław Komorowski z „Gazetą Wyborczą” jest moim zdaniem całkiem nieprzekonujący. Nie tak dawno okazało się bowiem, że gwizdki Blumsztajna nie robią większego wrażenia, trudno to wizerunkowo sprzedać, więc pojawia się kolejna propozycja. Nam to nie zaszkodzi, ale im też nie pomoże. Tego rodzaju przedsięwzięcie w moim odczuciu jest śmieszne. Lewicowe kręgi próbują na siłę pokazać się w jakimś patriotycznym anturażu – dla mnie to nie tylko śmieszne, ale także niewiarygodne.
Na marszu ma się pojawić także orzeł z... czekolady, co wśród części komentatorów wywołuje niemałą konsternację. Bardzo ciekawie sprawę skomentował w tygodniku „Idziemy” ks. Henryk Zieliński, podreślając, że prezydent RP ma konstytucyjny obowiązek stania na straży polskiego godła, a orzeł z czekolady? „Panie Prezydencie, proszę nie dawać powodów do parafrazowania Pańskich słów: „Jaki prezydent, takie godło”. Jednemu i drugiemu przystoi powaga, która nie ma nic wspólnego z nadęciem i smutactwem” - skonstatował ks. Zieliński. Pan się z tym zgadza?
Całkowicie zgadzam się z takim widzeniem sprawy. Prezydent Rzeczypospolitej symbolizuje państwo, jest (a przynajmniej powinien być) uosobieniem godności narodowej i państwowej. Powinien być wzorem dla Polaków jeśli chodzi o szacunek dla symboli narodowych. Prezydent RP przy orle z czekolady? To strasznie małe, płytkie, zupełnie niestosowne. Jestem zaskoczony, że Komorowski otoczony taką masą różnego rodzaju doradców i specjalistów od wizerunku, którzy czuwają nad każdym jego zdaniem pisanym i mówionym, nie potrafił ustrzec się od takiej wpadki.
Rozmawiała Marta Brzezińska
