- Będą pewnie spory, ale to nie będą spory dotyczące tego, czy naprawiać Polskę i czy potrzebujemy takiej Polski, ale co najwyżej jak to robić - mówił prezydent Duda podczas uroczystości desygnowania Beaty Szydło na premiera, powołując się na słowa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego

- Przypominają mi się dzisiaj słowa pana prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, które wypowiedział 3 czerwca 2006 roku, kiedy po raz ostatni jako prezydent był na kongresie PiS. Powiedział, że współtworzył PiS, że jest to jego ugrupowanie, ale opuszcza je jako prezydent, ale nie opuszcza tego wszystkiego, co treściowo wypełnia słowa Prawo i Sprawiedliwość. To jest troski o polskie państwo, o taką Polskę, która będzie równa dla wszystkich, o Polskę, która będzie umiała bronić i pomagać słabszym i nie będzie musiała bać się silnym. Polskę, w której wymiar sprawiedliwości będzie tak działał, że przestępcy będą karani, a zwykły, uczciwie żyjący człowiek, który walczy o uczciwe państwo będzie mógł działać spokojnie. Że nie będzie ścigany, ukarany. I to niezwykle ważne, żeby Polska w pełnym wymiarze, w poczuciu wszystkich, takim państwem się stała. - mówił prezydent Duda.

- Pan prezydent powiedział wtedy znamienne słowa: „Będą pewnie spory, ale to nie będą spory dotyczące tego, czy naprawiać Polskę i czy potrzebujemy takiej Polski, ale co najwyżej jak to robić”. Tak jak powiedziałem w Sejmie: spory są elementem polityki, także co do tego, jak działać w szczegółach. Ale spór jest twórczy, gdy jest porozumienie. Nasze współdziałanie będzie polegało na porozumieniu. Będę chciał współdziałać i z panią premier, i z ministrami. Chcę powiedzieć, że we wszystkich sprawach państwowych pani premier i jej rząd mogą na mnie liczyć - dodał.

- To ważna i niezwykła chwila. Ważna dla Rzeczpospolitej. Ważna dla polskiego społeczeństwa, niezwykła dla mnie również osobiście. I z całą pewnością niezwykła dla pani premier. Niezwykła nie tylko z tego punktu widzenia, że po 8 latach partia, z której wywodzi się pani premier, ale również ja, zaczyna w Polsce sprawować władzę. W warunkach nadzwyczajnych, takich jakich do tej pory nigdy nie było, a więc posiadając wraz ze swoimi partnerami, a więc jako cała zjednoczona prawica, samodzielną większość - zaznaczył Duda.

- To przede wszystkim ogromna odpowiedzialność za sprawy państwa i za jego przyszłość, która jest dzisiaj złożona na barki tych, którzy zasiadają w nowym parlamencie. Na barki pani premier, ministrów. To niezwykła dla mnie chwila jako prezydenta, ponieważ wielką wagę przywiązuję do konstytucyjnej zasady współdziałania. I w związku z tym jest to współodpowiedzialność – nasza – za sprawy państwa i przyszłość Polaków. Odpowiedzialność wielka, związana z nadziejami i oczekiwaniami, jakie są dzisiaj w polskim społeczeństwie. Musimy się z tej odpowiedzialności wywiązać w sposób godny. Żebyśmy mogli po czterech latach rządu i pięciu latach mojej prezydentury spojrzeć Polakom w oczy z podniesioną głową i powiedzieć: zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, po to, żeby podnieść poziom życia w Polsce, żeby dostrzegać potrzebujących, żeby nie było rozpaczy materialnej wśród rodziców wychowujących niepełnosprawne dzieci, wśród ludzi niepełnosprawnych, tych, którzy mają najniższe emerytury, wśród rodziców, których dzieci wyjechały za granicę za chlebem, szukając swojej przyszłości, bo tutaj nie mieli warunków, by się rozwijać. To są te wielkie zadania, które muszą zostać zrealizowane - podkreślił prezydent.

kz/300polityka.pl