Jarosław Kaczyński dał jasno do zrozumienia, że oczekuje od członków PiS niekwestionowanego poparcia dla obranej przez siebie strategii. Kto nie będzie chciał się temu podporządkować, nie ma czego szukać w tej chwili w Prawie i Sprawiedliwości. Wyrzucenie Marka Migalskiego, zawieszenie Elżbiety Jakubiak i marginalizowanie Pawła Poncyljusza oraz Joanny Kluzik-Rostkowskej pokazują jasno, że w partii Kaczyńskiego nie ma miejsca dla ludzi zadających sobie pytania o kierunek, taktykę i przywództwo w ugrupowaniu. Były premier stawia teraz na lojalnych żołnierzy, którzy w ciemno pójdą za prezesem i będą realizowali jego wytyczne. A pomysłem na partię Kaczyńskiego zdaje się być przede wszystkim katastrofa smoleńska. To nią posłowie PiS zajmują się od tygodni. Jak się wydaje, to ona ma być pomysłem na zyskanie lepszej pozycji na scenie politycznej. Jednak, żeby do tego doszło, w partii potrzebni są ludzie lojalni i wierzący w powodzenie. Wygląda więc na to, że prezes Kaczyński woli już teraz rozprawić się z wszelkimi maruderami, którzy mogą podważać zasadność obranego kursu. A kurs ten – wbrew temu, co mówią komentatorzy – nie musi wcale skazywać Prawa i Sprawiedliwości na porażkę. Wybór tej strategii nie oznacza, że Kaczyński zwariował, stracił polityczny zmysł, czy też przedkłada prywatne śledztwo ws. Smoleńska nad polityczne sukcesy partii.
Symbol patologii
Wręcz odwrotnie - sprawne prowadzenie działań zgodnych z taktyką obraną przez PiS może zaowocować wzrostem jego poparcia. Partia musi jednak narzucić swój sposób patrzenia na tragedię z 10 kwietnia w debacie publicznej. Musi ją przedstawiać jako symbol zepsucia państwa, jego niewydolności i patologii oraz upadku jego znaczenia na międzynarodowej scenie politycznej. Musi znaleźć sposób dotarcia do społeczeństwa z przekazem, że katastrofa smoleńska jest wynikiem systemowych błędów w państwie rządzonym przez Platformę Obywatelską. Musi pokazać, że te błędy spowodowały również w tym roku ogromne zniszczenia w czasie powodzi, uniemożliwiają rozwój dróg, sieci kolejowej, czy usprawnienia gospodarki. Musi pokazać, że przyczyną tragedii z 10 kwietnia była wojna, jaką PO wypowiedziała Lechowi Kaczyńskiemu.
Niemniej PiS nie może skupić się jedynie na samej katastrofie smoleńskiej. W ten sposób sprzyjałby rządowi nie zwracając uwagi na coraz gorszy stan państwa. Jednak może przedstawić tę tragedię jako symbol. W 2005 roku PiS trafił do Polaków ze swoim przekazem. Wtedy symbolem złego była III RP. To na ideę odnowy i odbudowy kraju głosowali wyborcy pięć lat temu. Dziś PiS powinien próbować – i zdaje się, że to robi – zbudować nowy symbol patologii i złego rządzenia, jakim może stać się katastrofa smoleńska. Ona była skutkiem – poza przyczynami bezpośrednimi - nieodpowiedzialnych rządów i poczynań polityków. To przekonanie wciąż podziela duża część społeczeństwa, co oznacza, że taktyka obrana przez Kaczyńskiego nie jest pozbawiona sensu. Jednak nie ma również żadnej pewności, że mu się uda.
PiS mógłby być pewny skuteczności obranej przez szefa taktyki, gdyby był po trosze Platformą Obywatelską. A tymczasem partia Kaczyńskiego ani nie ma jej silnego zaplecza medialnego, które poparłoby jego punkt widzenia, ani nie ma tak sprawnych PRowców, którzy mogliby przeprowadzić PiS przez najbliższe miesiące. Problemem z obraną przez Kaczyńskiego taktyką jest jej nieprzystawalność do realiów polityki w Polsce. PiS w sprawie katastrofy ma przeciwko sobie nie tylko wszystkie partie polityczne, ale również zdecydowaną większość mediów. Potencjalna skuteczność strategii prezesa partii na pewno spowoduje nagonkę na PiS. Media znów wypowiedzą mu ostrą wojnę polityczną i będą za wszelką cenę starały się wtłoczyć tę partię w szufladkę awanturnika. Historia pokazuje, że argumenty do takiego wtłaczania będą dostarczane również przez partię Kaczyńskiego.
Wszystko na jedną kartę
Sukces byłego premiera i jego ugrupowania zależeć będzie w tej chwili głównie od sposobu kreowania i prowadzenia sprawy katastrofy smoleńskiej. Jarosław Kaczyński postawił na jedną kartę. Jeśli jego taktyka okaże się słuszna, jeśli szef PiS dobrze przewidział nastroje społeczne Polaków w przyszłości, jeśli partia sprosta i skutecznie przebije się ze swoją narracją do społeczeństwa, Prawo i Sprawiedliwość ma szansę nawet na powrót do władzy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. To ono bowiem, krytykując rząd i podsycając nastroje patriotyczne, może stać się głównym beneficjentem niezadowolenia z coraz gorszej sytuacji kraju. Jeśli do tego dojdzie, taktyka konsolidacji partii przez Kaczyńskiego okaże się skuteczna, będzie owocowała silną i jednolitą partią z jeszcze mocniejszym przywództwem, skoncentrowaną na realizacji swoich celów i zadań. Zostanie dodatkowo wzmocniona zwycięstwem w wyborach parlamentarnych.
Z drugiej strony ryzyko, jakie podejmuje właśnie Jarosław Kaczyński, jest ogromne. Jeśli bowiem coś pójdzie nie tak, były prezes i jego partia mogą zaszkodzić sprawie katastrofy smoleńskiej. Gdyby obrali zbyt nachalny sposób prowadzenia debaty o przyczynach katastrofy, mogliby zniechęcić Polaków do tej sprawy. Również jeśli mediom uda się wmówić społeczeństwu, że PiS-owi zależy tylko na manipulowaniu sprawą, udowodnić niekompetencję i stronniczość posłów zajmujących się nią, wyborcy mogą znudzić się katastrofą. To będzie skutkować zobojętnieniem ich stosunku do 10 kwietnia. Wtedy okaże się, że posłowie Prawa i Sprawiedliwości wyświadczyli całej sprawie niedźwiedzią przysługę.
Porażka smoleńskiej misji może zatem oznaczać pogrzebanie partii Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli obrana przez niego taktyka okaże się błędna, jeśli ugrupowanie nie osiągnie założonych celów, partia złożona z wiernych i żołnierzy skupionych wokół jednej sprawy, może rozpaść się jak domek z kart. W tej sytuacji obecna konsolidacja Prawa i Sprawiedliwości okaże się piłowaniem gałęzi, na której siedzi całe ugrupowanie. Skupienie się na sprawie katastrofy smoleńskiej, odcięcie wszelkich posłów, którzy mogliby wnieść do partii jakieś orzeźwienie, nadać jej – choć na chwilę – jakiś nowy cel, rzucić hasło, wokół którego partia mogłaby się skupić, będzie śmiertelnym zubożeniem dla PiS. Porażka obecnej strategii może zupełnie rozłożyć morale posłów i uniemożliwić znalezienie nowego celu działalności.
Jednym z ważniejszych sprawdzianów partii Kaczyńskiego będzie próba zmierzenia się z oficjalnymi wynikami polskiego i rosyjskiego śledztwa. Mogą one skutecznie wytrącić PiS-owi z ręki możliwość dalszego zajmowania się sprawą tragedii smoleńskiej. Jeśli partia nie poradzi sobie z nimi, jeśli opinia publiczna uzna, że oficjalne śledztwo jest wystarczające, Prawo i Sprawiedliwość może nie poradzić sobie z dalszym zainteresowaniem Polaków tą sprawą. Wygląda więc na to, że Jarosław Kaczyński stąpa po cienkim lodzie. Jego pomysł na działalność polityczną w kolejnych miesiącach może dać partii sukces albo zakończyć jego i jej życie polityczne. Prezes PiS przez wielu ludzi uważany był za jednego z najlepszych politycznych strategów w Polsce. Za kilka miesięcy okaże się, czy słusznie.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

