Najśmieszniejsze w tej całej sprawie jest to, że były minister sprawiedliwości, autorytet z dziedziny prawa jakby się mogło wydawać, profesor Zbigniew Ćwiąkalski twierdzi, że tak właśnie powinno być i prokuratura ma rację. „Decyzja prokuratury jest prawidłowa. Bo żeby uznać, że nastąpiły okoliczności obrony koniecznej, musiałby być bezpośredni zamach. Generalnie mamy do czynienia z dwoma odrębnymi zdarzeniami. Pierwsze to wybicie okna, a drugie uderzenie nożem. Przecież ten starszy mężczyzna nie stał w oknie z nożem i nie czekał, by się bronić. A nawet gdyby tak było, to nie byłaby to obrona konieczna. Gdyby w Polsce tak było, że każdy, kto wybije okno, musi się liczyć, że dostanie nóż w pierś, to ja dziękuję i wyprowadzam się do innego kraju.” Czyli streszczając: bronić swojego mienia nie wolno a bandzior wybijający okno nie dokonuje żadnego zamachu. Żartuje sobie zapewne, takie specyficzne poczucie humoru posiada. Zastanawia mnie tylko ta chęć wyjazdu, czyżby pan profesor sam latał po posesjach sąsiadów tłukąc szyby? Jeżeli tak to faktycznie, prawo do obrony własnego dobytku i zasada „mój dom moją twierdzą” podobać mu się nie mogą.

 

Zdarzenie to dowodzi, że w Polsce przestępca ma nadal więcej praw niż ofiara a prawo własności nie działa. Dziwi mnie tylko, że prokuraturze i policji ten stan rzeczy nie przeszkadza i chętnie chętnie stosują się do idiotycznych przepisów nakazujących wsadzać do pudla ofiarę przestępstwa a zbira traktować z pełnymi honorami jako poszkodowanego. Czyżby przysłowie „policjant, kur... i złodziej na jednym jadą wozie” było naczelną zasadą twórców prawa karnego w naszym kraju? Jeżeli tak, to ja zastanowię się nad wyjazdem, pan Ćwiąkalski może sobie spokojnie zostać i tłuc szyby – nikt go nożem nie dźgnie, bo normalni ludzie znajdą sobie przystań tam, gdzie prawo chronić będzie ich a nie przestępców.

 

Alexander Degrejt