Taki wynik oznacza, że do opozycjonistom z Fidesz może przypaść nawet 17 spośród 22 miejsc przypadających Węgrom. Członkowie Fideszu - Węgierskiej Partii Obywatelskiej, należą do największej w PE Europejskiej Partii Ludowej. Węgierscy komentatorzy wynik wyborów interpretują jako radykalizację nastrojów w społeczeństwie przed kolejnymi wyborami, tym razem parlamentarnymi.

Co spowodowało taką przewagę konserwatystów z Fideszu? - Przede wszystkim zapaść gospodarcza i spadek zaufania do polityków. Kiedy w 2002 r. Fidesz oddawał władzę, Węgry znajdowały się na czele najlepiej rozwijających się krajów Europy środkowo-wschodniej. Dziś na skutek władzy socjalistów znajdują się na końcu - tłumaczy Grzegorz Górny, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda".

Spadek zaufania do socjalistów jest stały od ujawnienia w 2006 r. taśm z zamkniętego spotkania Węgierska Partii Socjalistycznej (MSZP).  Media obiegły wtedy wypowiedzi premiera Ferenca Gyurcsanya, który mówił, że jego rząd "kłamał rano, w południe i wieczór" i tak naprawdę jego partia "wszystko sp...doliła" , a  swoją ojczyznę nazwał "k...wskim krajem".

Postkomuniści skończyli z 19-procentowym wynikiem, zaś całkowitą klęskę ponieśli ich sojusznicy ze Związku Wolnych Demokratów. Partia dawnej opozycji, która zdecydowała się już w latach 90. na współpracę z postkomunistami, nie zdobyła w niedzielę ani jednego mandatu.

W najbliższym numerze kwartalnika "Fronda" ukaże się wywiad z liderem Fideszu Viktorem Orbanem.

MM

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »