Grupa polskich archeologów, pracujących na lotnisku w Smoleńsku, narzeka na fatalne warunki pogodowe. Padający od kilku deszcz uniemożliwia im normalną pracę. Do końca ekspedycji zostało jeszcze tylko pięć dni.
Polskich badaczom pozostało ok. 5 tys. metrów kwadratowych terenu do przeszukani. Z każdym dniem staje się on jednak coraz bardziej grząski. - Miejsca, które przeszukujemy, stają się podmokłe. Ziemia nie przyjmuje już wody i gdzieniegdzie tworzą się duże kałuże, co uniemożliwia ogląd powierzchni i zbieranie znalezisk – powiedział uczestniczący w ekspedycji archeolog Marek Poznański, doktorant Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie.
Jak zaznacza dr. hab. Dariusz Główka, także z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie, przeszukiwanie terenu na podstawie założonej siatki geodezyjnej, w warunkach stale padającego deszczu, zmusza archeologów do zdwojonego wysiłku. - Gdyby to była typowa ekspedycja archeologiczna, to takie dżdżyste dni byłyby wyłącznie poświęcone na prace inwentarzowe i dokumentacyjne - ocenił.
Ponieważ już 27 października mają się ostatecznie zakończyć prace ekspertów, cała grupa jest bardzo zmotywowana i bada teren, mimo złej pogody. - Wolę nawet nie myśleć, co się stanie, jak spadnie śnieg. Wówczas mielibyśmy duże kłopoty. Praca musiałaby ustać - zauważył specjalista z PAN.
Do czwartku archeologom udało się przeszukać dwie trzecie badanego terenu, którego wielkość wynosi 1,5 hektara.
żar/Onet.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

