Niemieccy dziennikarze nie ukrywają, że jednym z rozważanych lekarstw na pogłębiający się kryzys finansowy może być powrót do marki lub ustanowienie mniejszej unii walutowej, która ogarniała by wyłącznie państwa zbliżone do siebie potencjałem finansowym. Chodzi przede wszystkim o Niemcy, Austrię, Holandię i Finlandię (Francja nie weszłaby w taką unię – zdaniem ekspertów „Die Welt”, ponieważ utrudniłoby to jej wymianę handlową z krajami południa).

 

Czy Niemcom taki scenariusz by się opłacał? „Niemcy otrzymaliby z powrotem swoją ukochaną markę, która stałaby się stabilna, jak wcześniej. Oprócz tego Niemcy zostałby wybawione od obowiązku podtrzymywania panstw-bankrutów – Grecji, Portugalii, a być może także – Włoch” - wskazują dziennikarze „Die Welt”. Jednocześnie nie sposób zapomnieć, że nowa waluta mogłaby zdecydowanie osłabić konkurencyjność niemieckiej gospodarki i przynieść mocne straty, a także zwiększyć bezrobocie.

 

Wprowadzenie zachodniego euro czy jakiegoś rodzaju marki sprawi także, że spadnie kurs „euro południowego”. Ale kredyty zaciągnięte w państwach południa będą musiały być spłacane według starego kursu, co oznaczać będzie, że po jakimś czasie zacznie się proces odmowy spłacania kredytów, co będzie oznaczać poważne kłopoty dla sektora bankowego, także w państwach północy. A to oznacza, że trzeba będzie dosypać do systemu pieniędzy, by ratować zachodnie, w tym niemieckie banki, by Europa nie znalazła się ponownie na granicy upadku.

 

Nie bez znaczenia będzie także realny spadek znaczenia politycznego takiej nowej „zachodniej strefy euro”. Jej potencjał polityczny i ekonomiczny będzie bowiem zdecydowanie niższy, niż jest obecnie – przekonują autorzy „Die Welt”. Pytanie jednak, czy ich opinię rzeczywiście przekonuje Angelę Merkel, i w którym momencie zacznie się bardziej opłacać zapłacić koszty wprowadzenia marki, niż utrzymywania euro...



TPT/Die Welt