Doktor Richard Scott powiedział pacjentowi z problemami natury psychologicznej, że o ile nie zaufa Jezusowi, będzie już zawsze cierpiał. Teraz ma z tego powodu problemy, chociaż sam utrzymuje, że nie powiedział pacjentowi nic takiego. Przekonuje, że jedynie dał pacjentowi szansę, by porozmawiać o religii, i zasugerował, że chrześcijaństwo może być dla niego najbardziej pomocne.
Doktor powoływał się na badania z 2001 roku, które sugerują, że chrześcijanie są mniej narażeni na depresję, wychodzą z niej o 70 proc. szybciej i mają o 84 proc. mniej skłonności samobójczych. – Wiara pomaga i fizycznie, i mentalnie, w walce z chorobami serca, udarami i rakiem – powiedział lekarz.
Lekarz miał też zasugerować pacjentowi, że chrześcijaństwo może mu bardziej pomóc niż religia, którą wyznaje obecnie, jednak swoje propozycje zgłaszał w nienachalny i taktowny sposób.
- Pacjent źle zareagował na moje sugestie, ale to nie oznacza, że to, co zrobiłem, było złe – mówi Scott Wyraził niepokój, że z czasem, wytyczne rady lekarskiej mogą być jeszcze bardziej restrykcyjne wobec ludzi wierzących.
– Nie ma w wytycznych Rady nic takiego, co wskazywałoby, że lekarz nie może rozmawiać o wierze z pacjentem innego wyznania – powiedział Scott. – Nie mogę nikogo nawrócić. Jestem tylko posłańcem, nic ponadto. Moglibyśmy się po prostu zgodzić, że się nie zgadzamy – zasugerował. - Nie jest tak, że zdejmujesz z siebie swoją wiarę, kiedy wchodzisz do gabinetu. Jesteś tym, kim jesteś.
eMBe/Polskatimes.pl/Pch24.pl/Bibula.com

