Są to już czwarte badania wskazujące na zależność między zabijaniem nienarodzonych a zwiększonym ryzykiem nowotworu u kobiet w ciągu ostatniego roku. Jednak już w latach 80-tych XX wieku naukowcy pierwszy raz łączyli raka z aborcją. Organizacje pro-choice zawsze niezwykle mocno krytykowały ustalenia naukowców. Dotyczyło to zarówno badań Japończyków, Australijczyków czy Amerykanów jak i dziś naukowców ze Sri Lanki.

W 1986 naukowcy i zarazem doradcy brytyjskiego rządu napisali w magazynie naukowym "Lancet", że zabicie dziecka nawet we czesnej fazie jego życia zwiększa ryzyko zapadnięcia na raka piersi. W styczniu tego roku Dr Louise A. Brinton, pracownik naukowy amerykańskiego Narodowego Instytutu Raka (National Cancer Institute – NCI) publicznie ogłosiła, że zmieniła poglądy w sprawie wpływu aborcji na zachorowalność na raka piersi.

Wówczas badania pokazały, że zabicie nienarodzonego dziecka zwiększa o 40 proc. ryzyko zachorowania na nowotwór. Natomiast stosowanie antykoncepcji hormonalnej przez kobiety poniżej 18 roku życia zwiększa ryzyko zachorowania na przerzutowego potrójnie negatywnego raka piersi aż o 270 proc. U kobiet, które obecnie stosują antykoncepcję, ryzyko wzrasta o 320 proc.

Ł.A/ Lifenews

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »