O chorobie syna rodzice Whitney Allison i Troy Dunn dowiedzieli się podczas badania USG w 24. tygodniu ciąży. Rokowania – według lekarzy – nie były pomyślne.
Rodzicom proponowano różne rozwiązania: „Albo decydujemy się na aborcję, albo czekamy, aż dziecko samo umrze. Lekarze proponowali też specjalistyczne operacje. Wybraliśmy ostatnią opcję” – opowiada Whitney Allison.
„Zdawaliśmy sobie sprawę, że szanse są niewielkie, dlatego lekarze zalecali nam aborcję. Podjęliśmy jednak to ryzyko, bo chcieliśmy dać naszemu synowi szansę na życie”.
Marcus urodził się 2 kwietnia. W drugiej dobie życia przeszedł skomplikowaną operację na otwartym sercu. „Lekarze cały czas uczą się na temat tej choroby genetycznej. Mam wrażenie, że Marcus jest takim królikiem doświadczalnym. Ale oczywiście nikt tak go nie traktuje”.
Po pierwszej operacji Marcus prawie umarł. Za kilka tygodni czekają go kolejne zabiegi.
„Nie wiemy, co nas czeka, nie znamy naszej przyszłości. Wiemy jednak, że Marcus to nasz mały wojownik. Będzie walczył dalej” – mówią rodzice.
MT/LifeNews.com
