Obrona przeciwlotnicza Polski, zwłaszcza jak na potrzeby państwa frontowego, jest dzisiaj słaba. W wypadku hipotetycznego konfliktu z Rosją, jedynym realnym przeciwnikiem w regionie, polskie siły zbrojne nie będą w stanie skutecznie obronić przestrzeni powietrznej swojego kraju. Oznacza to oddanie przeciwnikowi przewagi na niezwykle ważnym odcinku. Współczesne siły powietrzne mają bardzo duże możliwości i mogą wydatnie wpływać na przebieg wojny.
Dodatkowo Polska znajduje się w zasięgu rosyjskich rakiet balistycznych krótkiego zasięgu, które mogą zostać wykorzystane do uderzenia na szereg najważniejszych obiektów wojskowych w kraju. Polskie siły zbrojne nie mają przed nimi obrony. Oznacza to kolejną poważną przewagę potencjalnego przeciwnika.
Rosja, w sytuacji, gdy Polska nie korzysta z tzw. Drogowych Odcinków Lotniskowych (DOL) mogłaby też poprzez ataki na lotniska wojskowe, uniemożliwić operowanie Siłom Lotniczym RP. Obrona lotnisk to skądinąd jedno z kluczowych zadań systemu obrony przeciwlotniczej (OPL).
W związku z powyższym gruntowna modernizacja polskiej obrony przeciwlotniczej ma fundamentalne znaczenie. Dzisiaj praktycznie całe jej uzbrojenie to sprzęt sowiecki mający ponad 20 lat, nieuchronnie zbliżający się do końca okresu swojej przydatności. Kilka udanych modernizacji przeprowadzonych siłami polskiego przemysłu zbrojeniowego w dwóch ostatnich dekadach nie zmienia faktu, że na współczesnym polu walki jest to sprzęt przestarzały. Dodatkowo posiadane rakiety są stare (większe ryzyko awarii) i praktycznie nie ma możliwości uzupełnienia ich zapasów.
Zaradzić tej sytuacji mają przede wszystkim dwa duże zakupy. W ramach jednego, określanego jako Wisła, mają zostać kupione rakietowe systemy przeciwlotnicze średniego zasięgu posiadające dodatkowo zdolności przeciwrakietowe. Drugie, nazywane Narew, ma dać polskiemu wojsku systemy krótkiego zasięgu. Dodatkowo trwają już zakupy lub są rozwijane systemy bardzo krótkiego zasięgu Poprad, Pilica, Noteć i Piorun krajowej produkcji.
Największe zainteresowanie i emocje, ze względu na ich wielkie koszty i kluczowe znaczenie dla obronności państwa, budzą jednak dwa pierwsze postępowania. Wartość programu Wisła jest według najnowszych danych szacowana na ok. 40 miliardów złotych a Narew ok. 20 miliardów. Oznacza to największy wysiłek zbrojeniowy III RP. Do tej pory miano to dzierżył program zakupu 48 myśliwców F-16 o wartości około 14 miliardów złotych. Patrząc na to jak wielkie emocje budził i budzi zakup myśliwców łatwo zrozumieć, dlaczego teraz nabycie systemów przeciwlotniczych również wywołuje burzliwe dyskusje oraz wiąże się z silnym lobbingiem największych koncernów zbrojeniowych.
Wysoka cena wynika z tego, że polskie wojsko chce pozyskać bardzo nowoczesne uzbrojenie, będące w czołówce rozwiązań dostępnych dla państw NATO. Zwłaszcza możliwość zwalczania rakiet balistycznych jest wyśrubowanym wymogiem, znacząco podnoszącym skomplikowanie i cenę systemów Wisła. Dość powiedzieć, że polskie systemy obrony przeciwlotniczej, w wypadku zrealizowania obu programów, byłyby porównywalne, lub wręcz nowocześniejsze, od tych posiadanych przez wojsko USA.
Dodatkowo Polska chce nabyć dość dużą, zwłaszcza jak na swoje możliwości, liczbę systemów Wisła i Narew. Tych pierwszych ma być osiem baterii a drugich 19. Oznacza to większy potencjał niż np. posiada obrona przeciwlotnicza Hiszpanii czy Włoch. Skala i idące za tym koszty przedsięwzięcia rodzą pytanie, czy programy Wisła i Narew nie są zbyt finansowo ambitne, zwłaszcza wobec najnowszych informacji, według których cały program modernizacji sił zbrojnych będzie droższy niż wcześniej szacowano (z drugiej strony trudno nie zauważyć, że łączny koszt programów Wisła i Narew to mniej niż wg Komisji Europejskiej, Polska rokrocznie traci w wyniku oszustw na VAT i unikania płacenia CIT) . Zapewne nie należy się spodziewać większych cięć w planach odnośnie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Zarówno rząd PO jak i PiS uznają jej modernizację za priorytet. Jeśli będzie brakowało pieniędzy, prawdopodobnie zostaną one zabrane Marynarce Wojennej i Wojskom Lądowym.
Priorytet nadany obronie przeciwlotniczej nie może dziwić ze względu na położenie i sytuację Polski. Jako państwo frontowe NATO, znajdujące się blisko rosyjskich baz lotniczych, jest silnie narażona na wyprowadzone z nich ataki. Polska byłaby jednym z pierwszych celów, gdyby doszło do otwartej wojny Rosja-NATO. Rosyjskie lotnictwo, rakiety balistyczne i manewrujące byłyby pierwszą falą uderzenia (obok sił specjalnych). Ich celem byłoby wyrządzenie jak największych szkód w kluczowej infrastrukturze militarnej Polski. Chodzi o np. centra dowodzenia i łączności, kluczowe bazy lotnictwa, floty i sił lądowych, zakłady zbrojeniowe, magazyny broni i paliwa, infrastrukturę transportową (mosty) czy też elektrownie. Jak wyglądają takie uderzenia wiele razy prezentowali Amerykanie w swoich najnowszych wojnach. Rosjanie nie mają tak dużych możliwości, ale są one wystarczające, aby poważnie uszczuplić potencjał obronny Polski.
Polska obrona przeciwlotnicza nie byłaby w stanie odeprzeć takiego uderzenia czy wyrządzić poważnych szkód w szeregach atakujących. Polskie myśliwce, nawet gdyby zostały zaalarmowane na czas i poderwane w powietrze, nie byłyby w stanie samodzielnie obronić wszystkich kluczowych obiektów. Zwłaszcza, że Rosjanie początkowo mogliby swobodnie atakować ze swojego terytorium przy pomocy uzbrojenia dalekiego zasięgu. Tam bombowce przenoszące rakiety manewrujące i lądowe wyrzutnie rakiet balistycznych byłyby pod osłoną systemów obrony przeciwlotniczej dalekiego zasięgu, takich jak S-300 i S-400 oraz myśliwców. Dla polskich F-16 czy MiG-29 próby ataku takiego ugrupowania byłyby bardzo ryzykowne. Obecnie posiadane lądowe systemy obrony przeciwlotniczej są z kolei w większości bezbronne wobec rakiet manewrujących, nie wspominając już o rakietach balistycznych.
Polska jest więc wystawiona na potężny atak, który można przeprowadzić w ciągu kilki-kilkunastu godzin. Zanim z ewentualną odsieczą przybyliby sojusznicy z NATO, pierwsza faza rosyjskiego uderzenia zostałaby zakończona. Co więcej, nawet wtedy zapobieżenie kolejnym atakom przy pomocy rakiet manewrujących byłoby trudne. Rosjanie nadal mogliby atakować z własnego terytorium i nawet dla połączonych lotnictw Zachodu jego penetrowanie oznaczałoby najpierw ryzykowną walkę o wywalczenie przewagi w powietrzu oraz zduszenie naziemnych systemów przeciwlotniczych.
W takim scenariuszu Rosjanie, bez przekroczenia lądowej granicy Polski, odnieśliby poważne zwycięstwo. Sytuacja będzie się tylko pogarszać, ponieważ Rosja konsekwentnie rozwija i modernizuje swoje rakiety manewrujące dalekiego zasięgu i ich nosicieli, oraz seryjnie produkuje nowoczesne rakiety balistyczne ziemia-ziemia (niesławne Iskandery) i systemy obrony przeciwlotniczej (zwłaszcza S-400). Ryzyko użycia tej broni przeciw Polsce jest obecnie bardzo małe, jednak nie można go ignorować, zwłaszcza, że procesy pozyskania uzbrojenia wymagają bardzo dużo czasu. W pełni zmodernizowana polska obrona przeciwlotnicza może być gotowa za około dekadę a w takim okresie sytuacja geopolityczna może się drastycznie zmienić, co skądinąd dobitnie pokazują ostatnie lata. Pomysły, by odłożyć kupno systemów OPL i czekać na opracowanie nowych technologii (np. systemów opartych o technologię elektromagnetyczną) pomijając już kwestię kosztów i tego, czy Stany zjednoczone w ogóle gotowe byłby sprzedać nam tak rewolucyjny system, są niebezpieczne, gdyż wydłużałby okres, w którym Polska de facto nie ma systemu OPL o co najmniej ćwierćwiecze.
W realiach nowoczesnej wojny obrona przeciwlotnicza nie polega na strącaniu fal bombowców zmierzających nad miasta (których skądinąd de facto nikt już na świecie nie planuje bronić). Odpalanie rakiet w kierunku samolotów byłoby tylko jednym z zadań i to niekoniecznie najważniejszym. Kompleksową obronę buduje się jako wzajemnie uzupełniający się system warstw o różnych możliwościach i zadaniach. Samodzielnie uzbrojenie dalekiego, średniego, krótkiego czy bardzo krótkiego zasięgu jest w stanie zwalczać tylko określoną grupę celów i pozostaje wystawione na atak innych. Dopiero razem, tworząc zazębiający się system, stanowią szczelną tarczę stanowiącą poważne wyzwanie dla przeciwnika. Dlatego mówi się też o „wielowarstwowym” systemie obrony przeciwlotniczej. Jeśli jakiś jego element zostaje zaniedbany, wpływa to na skuteczność całości.
Systemami przeciwlotniczymi dalekiego zasięgu są określane te, które mogą sięgać na ponad sto kilometrów, choć nie jest to sztywna granica. Ich najważniejszym zadaniem jest zwalczanie dużych maszyn zwiadowczych, bombowych czy latających cystern na dalekich dystansach. Państwa Zachodu praktycznie nie produkują takich systemów, nie licząc amerykańskiej rodziny rakiet Standard Missile przeznaczonej do okrętów. Specjalizują się w nich Rosjanie, dla których zasięg ma duże znaczenie ze względu na powierzchnię ich kraju i konieczność atakowania dużych oraz cennych maszyn NATO kryjących się za przeważającymi stanowiącymi obstawę droższych maszyn siłami myśliwców. Sztandarowym przykładem są systemy S-300 i S-400. Rakiety tego drugiego mają móc w ekstremalnej sytuacji sięgnąć nawet na 400 km, choć na tym dystansie mogą trafić prawdopodobnie jedynie duży i mało ruchliwy cel, jak np. latającą cysternę czy też samolot AWACS. Wynika to z faktu, że silniki rakiet przeciwlotniczych pracują jedynie w początkowej fazie lotu, później pocisk leci i manewruje wykorzystując nagromadzoną energię. Na granicy zasięgu ma jej już mało, przez co gwałtowne zwroty w celu trafienia np. manewrującego myśliwca nie wchodzą w grę. Podobna zasada rządzi większością rakiet przeciwlotniczych. Rosjanom to jednak nie przeszkadza. Ich celem jest posiadanie systemu, który zmusi latające cysterny i radary do trzymania się daleko od strefy walki. Wizja systemu S-400 zestrzeliwującego z Kaliningradu małe i ruchliwe polskie F-16 nad Warszawą to mrzonka. Z punktu widzenia Polski takie uzbrojenie nie jest priorytetowe i nie ma planu jego zakupów. Nawet, gdyby było od kogo. Posiadane obecnie przez polskie wojsko stare poradzieckie rakiety S-200C Wega zostaną więc prawie na pewno wycofane bez następcy.
Systemy przeciwlotnicze średniego zasięgu to te, które są przeznaczone do zwalczania celów w zasięgu do około 100 km od wyrzutni. Takie uzbrojenie ma zostać nabyte w ramach programu Wisła. Jego najważniejszym zadaniem jest zwalczanie samolotów na dużym obszarze – w ramach tzw. „obrony obszarowej”. Jedna wyrzutnia systemu Wisła ma w teorii pokrywać 31 tysięcy kilometrów kwadratowych. Z prostego obliczenia wynika, że osiem baterii mogłoby w teorii bronić całego terytorium Polski. Wojsko nie będzie ich jednak rozmieszczać tak, aby pokryć jak największy obszar kraju. W praktyce systemy średniego zasięgu umieszcza się w pobliżu wybranych obszarów cennych dla obronności państwa. Na przykład Warszawy, jako skupiska centrów decyzyjnych, dowódczych, łączności oraz ważnego centrum komunikacyjnego; Trójmiasta, jako głównej bazy Marynarki Wojennej i centrum komunikacyjnego czy obszaru pomiędzy Poznaniem a Łodzią, gdzie mieszczą się dwie bazy polskich F-16 (Krzesiny i Łask). Obrona samych miast, jako skupisk ludności cywilnej, ma przy tym drugorzędne znaczenie. Kluczowe jest chronienie potencjału militarnego państwa, tak aby stanowił czynnik odstraszający od agresji. Polska nie posiada obecnie takiego uzbrojenia. Do 2011 roku pozostawały w służbie poradzieckie zestawy Krug. Ze względu na wiek, brak modernizacji i nieopłacalność jej przeprowadzania, zostały jednak wycofane.
Systemami przeciwlotniczymi krótkiego zasięgu są określane te, które mogą zwalczać cele na dystansie do około 20-40 kilometrów od wyrzutni. Takie mają zostać nabyte w ramach programu Narew. One również mają zwalczać samoloty, ale także śmigłowce, rakiety manewrujące czy drony. Rakiety systemów krótkiego zasięgu są mniejsze i tańsze niż systemów średniego zasięgu, więc są bardziej ekonomiczne w zwalczaniu tych dwóch ostatnich kategorii celów. Są też lepiej przystosowane do strącania obiektów poruszających się na niskim pułapie. Ze względu na ograniczony zasięgu systemy krótkiego zasięgu służą do obrony punktowej, czyli chronienia wybranych obiektów. Na przykład poszczególnych baz, zgrupowań wojska, kluczowych obiektów przemysłowych czy infrastruktury. Mogą też np. służyć do zabezpieczania baterii rakiet Wisła przed zaskakującymi uderzeniami z niskiego pułapu. Systemy krótkiego zasięgu są obecnie stosunkowo najsilniej reprezentowaną kategorią uzbrojenia przeciwlotniczego w Polsce. Posiadamy liczne poradzieckie zestawy Kub, Newa-SC oraz Osa. Te dwie ostatnie przeszły modernizacje po przemianach ustrojowych, ale i tak odstają od współczesnych standardów. Ich wielką słabością jest to, że nie są w stanie zwalczać rakiet manewrujących i że są jednokanałowe. Oznacza to, że wypadku systemów Kub i Newa-SC jedna bateria może w jednym momencie naprowadzać tylko jedną rakietę na cel. W przypadku systemu Osa jedna samobieżna wyrzutnia może zwalczać jeden cel. Baterie Narew i Wisła mają być wielokanałowe, czyli być w stanie naprowadzać na raz nawet kilkanaście rakiet, skokowo zwiększając swoje możliwości bojowe.
Systemy przeciwlotnicze bardzo krótkiego zasięgu to te, które mogą zwalczać cele na dystansie maksymalnie kilku kilometrów. Tutaj panuje większa różnorodność środków, są to nie tylko rakiety, ale również działka. Uzbrojenie tej kategorii jest modernizowane w ramach programów Poprad, Pilica, Noteć oraz Piorun. Uzbrojenie tej kategorii służy jako ostatnia linia obrony przed rakietami manewrującymi, śmigłowcami, małymi dronami i lecącymi nisko samolotami (zmusza je do trzymania dystansu i tym samym wystawienia się na strzał dla rakiet krótkiego zasięgu). Przydziela się je do punktowej obrony ważnych obiektów, podobnie jak systemy krótkiego zasięgu. Mają też przemieszczać się z wojskami lądowymi i zapewniać im stałą ochronę. Obecnie polskie wojsko posiada całą gamę tego rodzaju uzbrojenia, opartego głównie na radzieckim działku ZU-23-2 kalibru 23 mm oraz radzieckich rakietach rodziny Strzała. W ostatnich dekadach powstał szereg nowych konstrukcji i wersji, na przykład rakiety Grom czy zestaw samobieżny ZSU-23-4 Biała, przez co jest to arsenał, który można częściowo nazwać przystającym do współczesnego pola walki. Ogólnie rzecz biorąc wymagana jest jednak dalsza modernizacja a zwłaszcza większa skala produkcji, która pozwoliłaby równomiernie nasycić wojsko nowym sprzętem. Warto jednak zauważyć, że to rakiety Grom najprawdopodobniej przyczyniły się do strącenia kilku rosyjskich samolotów w czasie wojny gruzińsko – rosyjskiej w 2008 r.
Systemy obrony przeciwrakietowej to zupełnie nowa jakość dla polskiego wojska. Zdolność do zwalczania wrogich rakiet balistycznych krótkiego zasięgu mają posiadać systemy Wisła. Stworzą one tym samym dodatkową warstwę obrony, niezależną od pozostałych. Ich głównym celem będą na pewno rosyjskie pociski balistyczne krótkiego zasięgu Iskander. Systemy przeciwrakietowe są jednak, o czym warto pamiętać, stosunkowo młodą technologią a co za tym idzie drogą i niedoskonałą. W czasie wojny z Irakiem w 1991 r. USA szczyciły się co prawda skutecznością systemu Patriot, który miał rzekomo skutecznie neutralizować bardzo skądinąd przestarzałe irackie rakiety Scud, ale jak się potem okazało większość rakiet trafiła nie w głowicę, ale w pustą już rakietę. Ze względu na kilkukrotnie większą prędkość nadlatującej głowicy pocisku balistycznego w porównaniu do samolotu, zasięg jej zwalczania jest adekwatnie krótszy. W przypadku przeciwrakiet PAC-3 MSE wchodzących w skład systemu Patriot to prawdopodobnie około 30 kilometrów, choć brak oficjalnych danych na ten temat. Oznacza to, że systemy Wisła będą musiały być rozmieszczone dość blisko obiektów, które będą wymagały obrony przed potencjalnym atakiem Iskanderów. Zawęża to obszary, które będą chronione przez rakiety średniego zasięgu. Nie wiadomo ile konkretnie rakiet PAC-3 MSE chce zakupić polskie wojsko w relacji do przeciwlotniczych GEM-T. Biorąc pod uwagę wyższą cenę tych pierwszych, prawdopodobnie będą w mniejszości.
CZYTAJ DALEJ NA: oaspl.org
