"Na falę incydentów wymierzonych w polsko-ukraińskie relacje można by machnąć ręką jako na prowokacje nieznanej grupy z marginesu polityki. Można by, gdyby nie to, że te prowokacje najwyraźniej działają, skutecznie wbijając klin między władze w Kijowie i Warszawie" - pisze Michał Potocki na łamach "Dziennika Gazety Prawnej".
Potocki odnosi się na łamach "DGP" do ostatnich prowokacji na Ukrainie, wymierzonych w polsko-ukraińskie stosunki. Nie rozstrzyga, czy to wszystko inspiracja Moskwy, czy też działania zwykłych ksenofobow. Problem leży jego zdaniem gdzie indziej. "Problem w tym, że nie potrzeba nam prowokacji, byśmy zaczęli patrzeć na siebie wilkiem" - pisze Potocki.
Autor zwraca uwagę na słowa Michała Dworczyka z PiS oraz Jana Dziedziczaka, wiceszefa MSZ. Obaj, jak wyjaśnia, należą do tzw. skrzydła endeckiego w PiS, które podejrzliwie traktuje Ukrainę. "Szkoda tylko, że to podejrzliwe traktowanie każe im się zapuszczać w odmęty absurdu" - stwierdza Potocki.
Jak wskazuje Potocki, po wszystkich antypolskich incydentach Ukraina solennie przeprasza. "Tym bardziej że reakcja władz ukraińskich na każdy taki incydent była zawsze zdecydowana. W języku polskim przepraszał nas i zapewniał o podjęciu starań na rzecz odnalezienia sprawców szef MSZ Pawło Klimkin. Wandali potępiał nacjonalistyczny szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wjatrowycz, a nawet jeden z liderów ruchu narodowego Dmytro Jarosz, dawny przywódca Sektora Prawicowego. Przy odrobinie złej woli można by się w tym doszukiwać hipokryzji. Tyle że – nawiązując do François de La Rochefoucauld – hipokryzja to hołd, jaki występek składa cnocie" - pisze dziennikarz. Jego zdaniem brakuje tego samego po stronie polskiej, gdzie za różne działania niekorzystne z perspektywy ukraińskiej się nie przeprasza.
"Ktoś pracuje na to, byśmy po latach budowy sympatii, silniejszej zresztą wśród Ukraińców w odniesieniu do Polaków niż odwrotnie, znów skoczyli sobie do gardeł. Poddawanie się prowokacjom – zależnie od wersji – analfabetów, politycznego marginesu lub specsłużb trzeciej strony nie świadczy o dojrzałości polityków, którzy się na nie łapią" - stwierdza.
Jak pisze dalej, polscy politycy grozili bojkotem forum ekonomicznego Europa-Ukraina, jakie odbyło się w Rzeszowie, gdyby Choma nie mógł nadal wjeżdżać na Ukrainę. W tej sprawie interweniowała Kancelaria Prezydenta. Zakaz cofnięto, Choma może wjeżdżać, ale na Forum i tak nie pojawili się wszyscy politycy, którzy wcześniej zapowiadali swoją obecność, m.in. Jan Dziedziczak, Michała Dworczyka, a także marszałków Sejmu i Senatu. Według Potockiego to niepoważna postawa i zmarnowanie wysiłków Kancelari Prezydenckiej.
Czy zgadzacie się z tą tezą?
kk/forsal.pl
