„Solidarność” wybrała niewłaściwą metodę sprzeciwu wobec władzy wykraczającej poza granice społecznego consensusu. Trzeba pamiętać, że ograniczanie wolności osobistej (także posłów) jest wykroczeniem poza ramy państwa prawa. Komentarz przewodniczącego Dudy wobec pani poseł Pomaski, która próbuje łączyć obowiązki publiczne z macierzyńskimi, jest wysoce niestosowne. Agresja słowna i fizyczna posła Niesiołowskiego wobec także pełniącej publiczne obowiązki dziennikarki pani Ewy Stankiewicz jest zachowaniem idącym jeszcze dalej. Nie ma symetrii w tych dwóch przypadkach. Z jednej strony mamy posła na Sejm sprawującego ważne urzędy publiczne, który słownie i fizycznie atakuje kobietę-dziennikarkę, z drugiej - przewodniczącego związku zawodowego, który pozwala sobie na niekulturalny komentarz. Nie każde z tych zachowań, w mojej ocenie, stanowi naruszenie prawa. Oba natomiast wykraczają z całą pewnością poza ramy polskiego obyczaju. Nie ma dla nich zatem usprawiedliwienia.
Warto jednak zwrócić uwagę na powody, które przywiodły protestujących pod Sejm. Władza ogranicza swobody obywatelskie Polaków, ich konstytucyjne uprawnienia do bezpośredniego udziału we władzy. Władza doprowadzająca do wrzenia w kraju nie spełnia swoich podstawowych zadań: dbania o pokój publiczny i rozwiązywanie konfliktów. Jest gorzej – wydaje się, że władza te konflikty kreuje. Ludzi młodych charakteryzuje wiara w ideały, w to, że uda im się to czego nie osiągnęli ich rodzice. Doświadczenia życiowe zazwyczaj uczą pokory.
Jako kobieta mająca prawie 25 lat stażu pracy i matka trzech córek, w tym jednej dorosłej wiem, że nie da się bezkonfliktowo łączyć pracy i rodziny. To są bardzo trudne, codzienne wybory, często okupione łzami i dyskomfortem. Rozumiem desperację pani poseł Pomaski w dążeniu do ideałów, ale stawianie siebie za wzór dla innych kobiet jest w jej przypadku chyba jeszcze przedwczesne - dodaje Potocka.

