Marta Brzezińska: Patrząc na transparenty uczestniczek wczorajszej Manify można odnieść wrażenie, że postulaty podnoszone przez feministki zamykają się praktycznie w żądaniu legalizacji aborcji, łatwiejszym dostępie do antykoncepcji i legalizacji związków partnerskich. Czyżby zapomniały o realnych potrzebach kobiet? O wysokim VAT na artykuły dziecięce, o krótkim urlopie macierzyńskim etc...

 

Joanna Potocka: Agenda feministyczna była już programem jednej z partii politycznych. Przypomnę, że w 2007 roku po raz pierwszy w wyborach parlamentarnych startowała Partia Kobiet, która w całości oparła swój program właśnie o agendę feministyczną. W tamtych wyborach uzyskała ona wynik na poziomie 0,58 proc. Pokazuje to realne poparcie, jakim społeczeństwo obdarza tę agendę, a raczej – jego brak. Jak widać, to nie są kwestie sondaży, ale dane z Państwowej Komisji Wyborczej. Kiedy feministki powołują się dziś dla uzasadnienia swoich żądań na sondaże czy badania opinii publicznej, warto mieć w pamięci tamten wynik wyborczy. O niskim realnym poparciu tych postulatów świadczą małe co do liczebności manifestacje organizowane przez te środowiska. Manify odbywają się od wielu lat, ale skala zainteresowania manifestantów nimi jest niezwykle niska przy nieproporcjonalnie wielkim zainteresowaniu mediów.

 

Ale za to cieszą się nieustannym zainteresowaniem mediów, które relacjonują je w taki sposób, jak gdyby było to niezwykle ważne, przyciągające rzesze ludzi wydarzenia...

 

To jest w ogóle moim zdaniem bolączka przekazu medialnego, który od lat reklamuje te radykalne postulaty, zupełnie obce polskiemu społeczeństwu. Media elektroniczne nadmiernie poświęcają swój czas tym eventom. Do końca nie wiem, jakie są przyczyny zainteresowania mediów na taką skalę. Być może ze względu na osobiste sympatie dla tych postulatów, które podzielają w większości liberalni w swoim światopoglądzie dziennikarze. Być może są też inne przyczyny. Trzeba pamiętać, że różne organizacje feministyczne, albo publicznie ustami Kazimiery Szczuki przyznawały się do tego, że są finansowane przez firmy farmaceutyczne, albo dowiedzieliśmy się o tym na kanwie procesu, jaki Wanda Nowicka wytoczyła Joannie Najfeld. Można śmiało powiedzieć, że ta agenda to NIE jest agenda postulatów kobiecych, ale pewnych grup interesu, którym te postulaty po prostu służą. Rola mediów wykracza daleko poza ich obowiązki informacyjne, stają się swoistym słupem reklamowym dla tych postulatów, narzędziem propagandowym.

 

Reporter Frondy, który był na wczorajszej Manifie, opowiadał, że jeszcze nigdy dotąd nie widział tak antykościelnej manifestacji. Samo hasło - „Przecinamy pępowinę” jaka niby łączy państwo i Kościół – zdaje się być abstrakcyjne, ale cała reszta („Żądam przerobienia pałaców arcybiskupich na kliniki aborcyjne”, „Rząd do rządzenia, księża do modlenia”, „Ważniejsza matka niż koloratka”) - brzmi, jakby te panie urwały się z kosmosu. I znowu, jakaś wyssana z palca hegemonia Kościoła zdaje się zamykać im oczy na realne problemy kobiet...

 

To nie jest tak, że organizacje feministyczne nagle stały się antyklerykalne i antykościelne. Tak było zawsze. Moralność, którą reprezentuje większość kościołów (nie dotyczy to tylko Kościoła katolickiego, ale również innych wyznań chrześcijańskich, które są obecne w Polce), stoi na przeszkodzie w realizowaniu interesów tych grup, o których wyżej wspominałam, firm farmaceutycznych, providerów aborcji. Warto raz jeszcze zajrzeć do wyroku w sprawie Nowicka vs. Najfeld. Żądania feministek to nie są postulaty w obronie jakichkolwiek praw czy potrzeb kobiet. To jest agenda zupełnie innego rodzaju. A Kościół stoi na przeszkodzie w realizowaniu tych bardzo konkretnych interesów - i to jest problem. Dlaczego te organizacje nie podnoszą postulatów naprawdę kobiecych? Ich celem nie jest polepszenie sytuacji kobiet w Polsce, ale osiągnięcie pewnych celów biznesowych założonych przez ich sponsorów czy promotorów. Największy dramat, jaki widzę w związku z tymi manifestacjami to fakt, że część ich uczestników w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, w czym naprawdę bierze udział. Z tego, że są po prostu wykorzystywani przez grupy interesu, za którymi nie idą żadne rzeczywiste potrzeby kobiet ani żadne działania mające na celu poprawienie losu kobiet, dzieci, mężczyzn, kogokolwiek w Polsce.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska