Wydaje się, że generalnie ten Sejm nie jest przygotowany do moralnej i merytorycznej refleksji w sprawie in vitro ponieważ te zdania, które padają publicznie nie wskazują na pogłębioną wiedzę na temat tego czym ten proceder w rzeczy samej jest. Od paru lat, kwestie związane z in vitro są wprowadzane do przestrzeni prawnej w różnych, drobnych zmianach jak np. w ustawie o wyrobach medycznych. Wszędzie pojawia się łacińska, neutralnie brzmiąca nazwa „in vitro” , a mówimy przecież o sztucznym zapłodnieniu, które sprowadza się nie do ratowania zdrowia, kuracji, ale swego rodzaju technologii. Więc refleksja o tym czym to jest, co to oznacza dla rodzaju ludzkiego i jakie niesie z sobą zagrożenia w długiej perspektywie czasu w ogóle nie pojawia się w przestrzeni publicznej.
W przypadku regulacji prawnej sztucznego rozrodu człowieka nie mamy, niestety, do czynienia z t.zw. „racjonalnym ustawodawcą”. Wydaje się, że posłowie tak naprawdę niewiele wiedzą na temat tej technologii i ryzyk z nia zwiazanych Raczej posługują się emocjami, współczuciem dla osób bezpłodnych, niż rzetelną wiedzą opartą na badaniach naukowych. Nie można wykluczyć, że te emocje i taki sposób „narracji” przy tej bardzo powierzchownej debacie nad „in vitro” są wzbudzane celowo aby służyć określonym grupom interesu. Jeżeli ustawodawca zamiast rozumu i rzetelnej wiedzy posługuje się sondażami opinii publicznej i ulega naciskom grup interesów to jakość stanowionego prawa może być tylko gorsza, nigdy lepsza. Szkoda, że obecni parlamentarzyści nie potrafią czerpać z dorobku ustawodawczego choćby II Rzeczpospolitej. Wtedy ich poprzednicy potrafili odrzucić, jako bodaj jedyni w Europie, ustawodawstwo eugeniczne, pomimo bardzo wielkich nacisków wielu „postępowych” środowisk (w tym także naukowych). O tym, że była to dobra, roztropna decyzja wiemy teraz doskonale, mając w pamięci okrutne doświadczenia drugiej wojny światowej.
Mimo wszystko mam nadzieję, że posłowie uchwalając nowe prawo dotyczące sztucznego rozrodu będą mieli w pamięci tekst przysięgi poselskiej, którą nie tak dawno składali, zadbają o dobro wspólne i nie ulegną wpływom tych, którzy z tej technologii uczynili bardzo lukratywny biznes - dodaje Potocka.
Not. Jarosław Wróblewski

