Nieczęsto zdarza mi się chwalić Grzegorza Napieralskiego. A jeszcze rzadziej SLD. Ale kiedy im się to należy, to trzeba to zrobić. Tak jest tym razem. Otóż nowe, bardziej lewicowe SLD pod przywództwem Grzegorza Napieralskiego okazało się jednak starą, sprawdzoną postkomuną. I to mimo wciąż powracających zapewnień o otwarciu na nową lewice, o konieczności budowy polskiego zapateryzmu, i zapewnieniach, że już za chwileczkę, już za momencik nastąpi wielka ofensywa obyczajowa SLD.

 

Z tych słów, jak to zwykle bywało z lewicą, nic nie zostało, gdy przyszło do układania list. Wanda Nowicka dostała czwarte miejsce i odeszła, dzisiaj zrezygnował Robert Bierdroń, bo chcieli go rzucić w miejsce, gdzie nikt go nie zna, a do tego jeszcze brak klubów gejowskich. Alicja Tysiąc też dostała miejsce, które gwarantuje jej wprawdzie obecność na plakatach, ale już w Sejmie raczej nie. Kobiety – w ramach parytetów – załapały się na cztery jedynki, resztę bowiem zagarnęli dla siebie panowie od Napieralskiego. A jakby tego było mało to nikt po nich nie płacze. Marek Wikliński nie tylko nie wzruszył się stratą lidera homo-lobby, ale ośmielił się natrząsać z twórcy Kampanii przeciw Homofobii.

 

Słowem SLD pozostało starym, późnym PZPR-em, w którym od idei ważniejsza jest kasa, a za homoseksualistami zwyczajnie się nie przepada... Tak jak starzy postkomuniści Napieralski do reform obyczajowych ma stosunek umiarkowanie negatywny (co innego o nich mówić, a co innego je realizować). Jedyną zaś zmianą, którą można zaś zaobserwować u lidera SLD w porównaniu z jego poprzednikami jest zmiana w kwestii aborcji. Tamci mówili o tych sprawach i próbowali je realizować (doprowadzając dwukrotnie do zmiany ustawy zakazującej zabijania), ten nowy lewicowiec sporo o sprawie mówi, ale gdy przyszło do głosowania nad projektem całkowicie zakazującym zabijania – Grzegorz Napieralski, choć był na sali – nie zagłosował w ogóle. Może nie jest to jeszcze bohaterstwo czy zachowanie prawdziwego katolika, ale jednak lepsze to niż głosowanie za zabijaniem.

 

Nie, żebym przeceniał ten przechył SLD w dobrym kierunku. Wynika on zwyczajnie ze specyfiki elektoratu SLD-owskiego, który kleru nie lubi, ale za homoseksualistami też nie przepada, a z kobiet najbardziej lubi sympatyczne sekretarki. Zaangażowane feministki pozostawiając chłopcom z "Krytyki Politycznej". I niech tak zostanie jak najdłużej, bo dzięki temu długo jeszcze w Polsce nie będziemy mieć światopoglądowej lewicy, która na trwale wejdzie do parlamentu i spróbuje gmerać przy prawie.

 

Tomasz P. Terlikowski