W dzielnicy, która głównie kojarzy się z Polakami czyli Greenpoincie nową świecką tradycją są imprezy, które odbywają się co dwa tygodnie. Na jedną z takich imprez zawitał także na początku listopada reporter „New York Timesa”. Zapamiętał, że były tam tańce, ale głównie z udziałem chłopców w koszulach w kratę  i obcisłych dżinsach. Więcej tam było muzyki house z lat dziewięćdziesiątych niż w lokalnych barach Enid czy Commodore, ale o krok w pobliskich polskich dyskotekach, można usłyszeć te same piosenki” - informuje Polish Daily News.

 

Imprezy odbywają się Veronica Peoples Club, który jest popularnym miejscem w tej części miasta. „New York Times” opisuje, że podczas, gdy ludzie tańczą na parkiecie na ekranach telewizorów wyświetlane są erotyczne święta. Reporter nowojorskiego dziennika zauważył, że do klubu przychodzą ludzie młodsi niż do przeciętnego baru dla gejów w Chelsea. Jest to miejsce do zabawy z przyjaciółmi, lub jak kto woli, do skorzystania z usług z wróżek cygańskich. Mieszkańcom Manhattanu, znalezienie klubu nie jest łatwe. Rozpoznać go można tylko po napisie kredą na drzwiach: „Kiełbasa”.

 

No cóż, dobrze, że polskie produkty przestają w USA kojarzyć się z azbestem, polarem, sandałami do skarpetek i wąsami. Ten ostatni, do niedawna nieodłączny element polskiej twarzy, jest czymś co łączy nas z gejami z lat 80. Nieśmiertelnym Freddiem czy Villige People. Teraz jednak słowo „kiełbasa” będzie w końcu miało postępowy wydźwięk. Może w erze palikotyzmu, właściciele otworzą swoje filie klubów nad Wisłą?

 

Vince/ Polish Daily News/NYT