W Księdze Joela (2,12) czytamy zadziwiające słowa: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament". Zadziwiające, bo nie pasujące do tego chrześcijaństwa, które zdaje się poszukiwać doświadczenia Boga w radosnym śpiewie gitarowym.

Nad czym ma być płacz i lament? O ile jeszcze post można zrozumieć w kontekście rozmaitych ćwiczeń duchowych, to płacz i lament wydają się raczej destrukcją dla osoby ludzkiej. Ten płacz i lament chrześcijaństwo wyraźnie odnosi do grzechu, który po Adamie skaził naturę człowieka. Każdego człowieka.

„Niech przepadnie dzień, w którym się urodziłem” (Hi 3,3). To zaprzeczenie sensu własnego istnienia jest istotą czterdziestu dni, które mamy przeżyć. „Po co wyszedłem z łona matki? Czy żeby oglądać nędzę i utrapienie i dokonać dni moich wśród hańby?” (Jr 20,18) Mamy zaprzeczyć nie tylko drobnym niedoskonałościom. Musimy dojrzeć nędzę siebie jako takich.

+++

Jeden z najlepszych tekstów, jakie powstały o ludzkiej nędzy to traktat Lotariusza z Segni (1161-1216), późniejszego papieża Innocentego III. „O wzgardzie światem czyli o nędzy kondycji ludzkiej” wpisuje się tradycję literatury wanitatywnej. Ma w niej jednak szczególne miejsce. Mało kto bowiem potrafił tak dobrze bluźnić przeciwko człowiekowi.

„Prawdziwie ukształtowany jest z ziemi, poczęty w winie, urodzony do kary, działa przewrotnie – co nie jest na miejscu, haniebnie – co nie przystoi, próżnie – co nie wychodzi na dobre, stanie się pokarmem dla ognia, pożywką dla robaka, kupą zgnilizny” – czytamy u Lotariusza. I jeszcze więcej: „Człowiek ukształtowany jest z gliny, z błota, z prochu i co gorsze, z plugawego nasienia, poczęty w żarze ciała, porywie lubieżności, w smrodzie wszystkiego, co rozwiązłe, więcej: w grzesznym upadku; urodzony do trudu, płaczu i strachu, a co lichsze: do śmierci” – czy można lepiej obrazić godność tego boga naszych czasów?

+++

Aby jednak nie pozostawać w tym przykrym wrażeniu i zobaczyć wreszcie sens całości, musimy przypomnieć uwagę jednego z późniejszych redaktorów dziełka Lotariusza. Według niego późniejszy papież miał napisać jeszcze drugi traktat o człowieku. Tym razem o jego godności. Niestety, to dzieło się nie zachowało.

Jak może jeden człowiek napisać tak sprzeczne dzieła. Jak chrześcijanin może to pogodzić w sobie?

Kluczem są słowa, które wypowiedziano w kontekście Jezusa. „Beatus venter qui te portavit, et ubera quæ suxisti” („Błogosławione łono, które cię nosiło i piersi, które ssałeś”, Łk 11,27) Czy można znaleźć lepsze przeciwieństwo wcześniejszym złorzeczeniom na własne narodziny? Na wszystkie te bluzgi, które padły wcześniej?

I czy można zrozumieć ich sens i głębię, a wraz z nimi wielkość Wcielenia, jeśli nie widzi się nędzy samego człowieka? Czy można inaczej zrozumieć sens ludzkiego istnienia, jeśli wcześniej mu nie zaprzeczymy? Choćby przez te czterdzieści dni.

Mateusz Matyszkowicz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »