Portal Fronda.pl: Co się wydarzyło wczoraj na Krakowskim Przedmieściu?

Jan Pospieszalski: Pokojowy protest grypy młodych ludzi (ze stowarzysznia Solidarni 2010 i KoLiber), ale i starszych, bo tam były dwa pokolenia, został rozpędzny przez Straż Miejską. Dwie osoby zostały brutalnie pobite, jeden człowiek jest w szpitalu.

Jak Pan skomentuje takie działanie?

Władza pokazuje, że boi się nawet tak niewielkiej grupy ludzi, boi się nawet pokojowych demonstracji. Wysyła przeciw nim uzbrojone oddziały strażników miejskich.

Ale czego się boi?

Nie tyle ludzi, którzy tam stoją, ile komunikatu, który próbują przekazać. A ten komunikat jest prosty - że nikt nie może się czuć bezpiecznie w kraju, który nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa głowie państwa i 95 innym, ważnym osobom życia publicznego.

Kraj, który nie jest w stanie zapewnić tego bezpieczeństwa, nie jest krajem bezpiecznym, a my wszyscy - obywatele, musimy czuć się zagrożeni. Ten prosty komunikat, domagający się dymisji rządu, nie jest obliczony na to, że Donald Tusk się przestraszy i ucieknie, tylko jest pokazaniem pewnego normalnego sposobu myślenia.

To znaczy?

Ludzie, którzy byli tam w tym białym namiocie, upomnieli się o normalność. Tam była ta wysypka normalności w traktowaniu spraw państwa. A państwo przez rok nie jest w stanie pociągnąć do odpowiedzialności ludzi, w których obowiązku leżało zagwarantowanie bezpieczeństwa delegacji prezydenckiej. Państwo, które nie wyciąga wniosków z tego, nie wysyła przed Trybunał urzędników, którzy temu zawinili, nie jest krajem demokratycznym. I to jest prosty komunikat, który Ewa Stankiewicz wraz z grupą przyjaciół przekazuje.

I to tego komunikatu władza się według Pana przestraszyła?

Władza jest nim przerażona. Przerażona tym, że ktoś jest w stanie zobaczyć rzeczy takimi, jakimi są, że ktoś jest w stanie nazwać naszą rzeczywistość po imieniu. To próba zaapelowania do najprostszych, elementarnych potrzeb obywateli, jakim jest poczucie bezpieczeństwa, i wykazanie, że żaden z nich nie jest bezpieczny, jeżeli żyje w państwie, które nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa prezydenckiej delegacji jadącej do Katynia. Instytucjonalizowana nieodpowiedzialność, jaka ma miejsce w naszym kraju, jest tolerowana przez obywateli. W związku z tym, jeżeli my tolerujemy ten rodzaj nieodpowiedzalności, to jesteśmy społeczeństwem nienormalnym. Ta grupa ludzi, która stała w namiocie całą noc, a potem została brutalnie pobita i rozpędzna przez strażników miejskich, była tą wysepką normalności w naszym kraju.

Mówi Pan o "wysepce normalności", która żąda podania się do dymisji demokratycznie wybranego rządu...

Nieraz mniejszość musi powiedzeć to, czego nie dostrzega większość. Nawet jeżeli rząd był wybrany większością głosów, i nawet jeżeli zdobył mandat polityczny od wyborców, to jednak dzisiaj, po trzech latach widać, do czego jest zdolny. To jest tak, jakby ktoś zapalił światło w ciemnym pokoju. Myśmy te rzeczy zobaczyli. "Solidarni 2010" potrafili te rzeczy dostrzec i powiedzieć. Wybory były w 2007 roku, mamy 2011 rok, po czterech latach te rzeczy widać. Przez rok trwała żałoba, przez rok czekaliśmy na wyniki śledztwa, próbowaliśmy domagać się prawdy.

I co z tą prawdą?

Już jej nie poznamy, skoro Tusk oddał śledztwo w ręce Putina, człowieka, który jest mordercą, człowieka, który ma krew na rękach, i na którym ciąży odpowiedzialność za eksterminację narodów Kaukazu, odpowiedzialność za skrytobójcze śmierci wielu dziennikarzy i polityków, w kraju, w którym 70 proc. ludzi zaangażowanych politycznie wywodzi się z KGB.

Mówiliście, że zostaniecie na Krakowskim Przedmieściu, dopóki nie zostaną zrealizowane wasze postulaty. Wasz namiot został zlikwidowany. Co dalej?

Dziś "Solidarni 2010" organizują konferencję prasową dotyczącą brutalności władz. Ponieważ była to demonstracja pokojowa, będziemy szukali innych form protestu. Nie można narażać ludzi na uszczerbek zdrowia lub życia. Na miłość boską, człowiek wylądował w gorsecie w szpitalu, trójka ludzi została brutalnie pobita, rzacani na ziemię jak przestępcy, skuci kajdankami, wywiezieni gdzieś bez jakiekogolwiek nakazu zatrzymania. Nie wolno narażać zdrowia ludzi, więc komunikat trzeba będzie ogłosić w inny sposób - o tym będzie dziś mówiła Ewa Stankiewicz na konferencji prasowej.

Rozmawiała Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »