Publikujemy całe przesłanie ks. Krzysztofa Pawlina.
Eminencjo, Księże Kardynale
Szanowni Państwo
Klimat świąt Bożego Narodzenia usposabia nas do spotkań, rozmów, których na co dzień nie mamy. Święta Bożego Narodzenia mają taką moc, że zatrzymują bieg codziennych spraw. Dlaczego? Bo wydarzyło się coś tak wielkiego, co zatrzymuje nasze zabieganie, pracę, a nawet sami się zatrzymujemy nad Tajemnicą Tajemnic. Boże Narodzenie – w tym kontekście kilka refleksji, które może posłużą do spotkań, rozmów i rozmyślań nad sobą i nad tym co się wydarzyło w Betlejem.
Pozwólcie Państwo, że rozpocznę od opowieści wigilijnej.
Jarosław Mikołajewski w jednym z esejów „Dolce Vita” pisze tak: „Moja mama jak była chora to jakoś tak zaczynała od słów… kiedy umrę. A ja głupi zamiast słuchać co ma mi do powiedzenia wołałem zniecierpliwiony. Oj, mamo, co ty mówisz. Zobaczysz, że przeżyjesz nas wszystkich. A ona milkła, zrezygnowana jakby traciła nadzieję, że ktoś wreszcie pozwoli jej kiedyś dokończyć to zdanie, może najważniejsze zdanie w całym jej życiu. I nie wspominała już o swojej śmierci przez kilka miesięcy.
Aż umarła i przez swoją głupotę nie dowiedziałem się, co mam robić, kiedy ona umrze.
I nie wiem do dzisiaj. I może dlatego to moje życie jest takie moje.
Ból niedokończonego zdania. Zagadana miłość, zatrzymana w pół zdania.
Jesteście Państwo ludźmi, którzy obcują z innymi, stawiają im pytania, filmują, nagrywają. Chcecie się coś od ludzi dowiedzieć. Szukacie prawdy.
Pozwolić prawdziwie zaistnieć. Pozwolić się prawdziwie wypowiedzieć. Przecież można przerwać w pół zdania. Można dopisać resztę. Można nawet nie słuchać - samemu wiedząc wszystko.
Ból niedokończonego zdania. Ból nie narodzonej prawdy.
Dziennikarz jest jak położna w szpitalu, który pomaga się narodzić prawdzie. Delikatna to posługa. Dlatego czasem brak satysfakcji z zawodu bo piszecie na zamówienie, mówicie aby się przypodobać, aby dobrze wypadło.
A prawda leży w sercu człowieka.
Pozwolić się prawdzie ukazać – oto wasza służba
Ojciec Święty Benedykt XVI w ostatniej książce, „O dzieciństwie Jezusa” cytując św. Grzegorza z Nazjanzu pisze, „że w chwili kiedy magowie oddawali pokłon Jezusowi, nastąpił kres astrologii, ponieważ od tego momentu gwiazdy krążyły już po orbicie określonej przez Chrystusa.
W świecie starożytnym ciała niebieskie uważano za Boskie moce, które decydują o losach ludzi. Planety nosiły imiona bóstw. Wtedy sądzono, że gwiazdy rządzą w jakiś sposób światem i człowiekiem. Człowiek musiał z nimi zawierać układy.
Gwiazdy, które zarządzają losami ludzi.
Na firmamencie współczesności często wy jesteście gwiazdami, celebrytami, którzy kreują styl, myślenie, zarządzają ludźmi. Kreujecie się często na gwiazdy, od których ma zależeć los innych. Życiem ludzi się nie rozporządza, co najwyżej można mu posłużyć. Życiem posłużyć życiu. Oto rola gwiazdy.
Gwiazda, która prowadziła Mędrców miała charakter służebny. Podprowadziła do Betlejem. Zatrzymała się nad domem, gdzie był mały Jezus i znikła.
Być człowiekiem, który swoim zawodem podprowadza do prawdy. Gwiazda nie jest prawdą, służy prawdzie.
Podprowadzać ludzi do…
Moc takich gwiazd się nie wyczerpuje. To piękna służba – przewodzić, być wzorem, ideałem - podprowadzać.
Wtedy nie trzeba się kreować na gwiazdę. Gwiazdą się po prostu jest.
Święta Bożego Narodzenia zatrzymują styl życia, w którym wszystko musi dokonywać się szybko. Zbyt zabiegani, aby żyć.
Żyjemy rzeczywiście tak, jakby życie na ziemi nie miało się skończyć.
Zabiegany świat i człowiek myślący wyłącznie o swoim „teraz”. A to przysłania horyzont.
Tadeusz Różewicz powie w jednym ze swoich wierszy - „czasem życie zasłania, to co jest większe od życia”. A ksiądz Jan Pasierb dopowie, że „życie trzeba robić z twardszego od siebie tworzywa”.
A czy wy nie jesteście tymi, którzy tworzą kulturę, która jest jak powietrze dla ducha. A wokół nas tylu ludzi smutnych i świat jakby poszarzał. Czyżby ujawnił się kryzys wyczerpania.
Tak – kultura ubożeje.
Dzisiejsza kultura ma niewiele do zaoferowania w sferze wartości i ideałów.
Dlaczego? Kultura sama nie wie czym jest. Jest jak podróżny bez bagażu – zagubiona walizka transcendencji. Człowiek podróżujący, człowiek wędrujący, jeśli zgubił swą walizkę jest zbity z tropu.
Tak można tłumaczyć ubóstwo kultury, która utraciła swą inspirację i wyczerpuje się w poszukiwaniu narzędzi i techniki. To co kulturalne przestaje być siłą, która unosi człowieka ku górze. Stąd coraz więcej zaduchu, w którym trudno oddychać człowiekowi z aspiracją transcendentną. Sztuka współczesna rozpięta jest między klasycyzmem a skandalem. Ten ostatni element oparty jest na tej samej zasadzie, co działanie narkotyku – ładować w człowieka coraz większą dawkę hałasu, światła, kolorów i ruchu.
W człowieka nie trzeba ładować. Człowieka trzeba uskrzydlać, inspirować, budzić tęsknoty i uśpione pokłady. Czy nie po to jest sztuka a właściwie cała kultura?
Może nie trzeba dziś ludzi szokować. Ludzie chcą piękna, dobra, miłości. Ludzie są dobrzy – ale trzeba im pomóc siebie dźwigać.
Człowiek nie tylko jest tym kim jest, ale jest również tym kim chce być. Dlatego potrzebuje ideałów, wartości i inspiracji z zewnątrz. Inaczej obniżają się linie horyzontu.
Wielu ludzi dziś mówi - nie chcę takiego świata, w którym ideały, piękno, dobro, przyjaźń, prawda i miłość są na sprzedaż.
Ubożeje nam kultura.
Ryszard Kapuściński pisał, że człowiek ubogi, może być nie dlatego, że nic nie zjadł, ale dlatego, że jest nie szanowany, lekceważony, pogardzany. Ubóstwo to stan społeczny i mentalny powodujący, że człowiek nie widzi wyjścia z sytuacji w jakiej się znalazł.
Podnosić człowieka do góry, wskazywać mu drogi wyjścia – oto potrzeby człowieka, któremu możecie posłużyć.
Człowiek, który szuka, tęskni. Człowiek, który się zagubił jest tym, do którego wychodzi też Kościół. Wychodzi na dziedziniec. Dziedziniec pogan – to miejsce jeszcze nie najświętsze. To miejsce dla nie wtajemniczonych.
I Kościół wychodzi z miejsca najświętszego na dziedziniec, a więc do ludzi, którzy jeszcze nie rozumieją po co wejść do środka. Wychodzimy na zewnątrz, ale z tym co wewnątrz – z Tajemnicą Tajemnic.
Dziedziniec pogan jest też potrzebny Kościołowi. Dlaczego? Aby uświadomił sobie, a może przypomniał jak Tajemnicę Tajemnic celebrujemy i kim się opiekujemy. Mając świadomość Tajemnicy Tajemnic możemy wyjść, aby Ją wspólnie poznawać i adorować.
Pozostawiając na boku dziedziniec świątynny, Starego Testamentu, można chyba powiedzieć, że Boże Narodzenie to pierwszy dziedziniec pogan.
Bóg opuszcza niebo, aby być pośród pogan, niewierzących, tęskniących i oczekujących. Oto dziedziniec, na którym wszyscy się znajdujemy. Jezus do nas wyszedł od Ojca, abyśmy go poznali.
Po dwudziestu wiekach Kościół wychodzi na zewnątrz z Tym kogo otrzymał.
Dlaczego?
Bo On przyszedł do nas. Wierzących i niewierzących, wątpiących i poszukujących.
Szukający Bóg – na współczesnym dziedzińcu.
Kogo szuka?
Benedykt XVI mówi, że chodzi o przyszłość świata. Trzeba się zatroszczyć o świat, który może sam się unicestwić. Dlatego proponuje, aby wyjść poza bieżące tematy, które nas dzielą i porozumieli się co do fundamentów.
A może lepiej – chodzi o zbudowanie koalicji antropologicznej, a więc wspólnej wizji troski o człowieka. Chodzi też o zbudowanie światowego etosu, czyli świata wspólnych wartości.
Oto dziedziniec.
„Nie mówmy że czas jest zły – jak pisze św. Augustyn – my jesteśmy czasem. Bądźmy dobrzy, a czas będzie dobry.”
Ks. Krzysztof Pawlina
