Na pytanie Igora Janke (Wp.pl) o powiązania polityków PO z aferą Amber Gold Agnieszka Pomaska odpowiada krótko: - O to będziemy pytać Janusza Palikota, ale już prawdopodobnie w sądzie - mówi działaczka Platformy Obywatelskiej. - Prawdopodobnie, bo być może przyzna się do tego, że w taki chamski, ordynarny sposób - naszym kosztem - wylewając pomyje, próbował zbić jakiś kapitał polityczny. Jako osoba młoda w polityce, nie mająca takiego doświadczenia politycznego jak poseł Palikot, nie godzę się na takie zachowanie i uprawianie jakiejś "lepperiady". Pozew jest w trakcie przygotowywania. Będzie to wspólny pozew: mój, Sławomira Nowaka i Tomasza Arabskiego - mówi posłanka.
Pomaska przyznaje rację Igorowi Janke, który zauważył, że przecież Palikot takie metody stosuje od dawna. Pani poseł twierdzi jednak, że nigdy nie była ich zwolenniczką. - Wyrażałam negatywne opinie na temat jego niektórych działań. Chociażby niektórych działań wobec prezyenta Lecha Kaczyńskiego - twierdzi posłanka PO. Pomaska podkreśla, że nie miała okazji współpracować z Januszem Palikotem. - Jakoś szczególnie się nie polubiliśmy - mówi działaczka Platformy Obywatelskiej. Unika jednak jednoznacznej odpowiedzi na to, dlaczego Donald Tusk tak długo tolerował Palikota w szeregach swojej partii. - Miarka się przebrała i dlatego nasze drogi się rozeszły. Janusz Palikot otrzymywał kolejne szanse. Można popełniać błędy, ale nie można uprawiać w polityce czegoś, co można nazwać hochsztaplerką polityczną. Łobuzerstwo to za łagodne słowo - tłumaczy Pomaska.
Równie tajemniczo posłanka Platformy Obywatelskiej wypowiada się na temat zdjęcia napisu z bram stoczni gdańskiej przez działaczy "Solidarności". - Przyznam szczerze, że nie miałam jednoznacznego zdania na temat tego, czy napis powinien wrócić czy nie. Z jednej strony chcielibyśmy pożegnać się z tą przeszłością, ale z drugiej strony nie możemy o niej zapominać. Takie napisy historyczne istnieją, są nie tyle pomnikiem, co grobowcem. Żeby o nich pamiętać, one również muszą mieć swoje miejsce. Przywrócenie tego napisu było przypomnieniem tego, że ta zła historia w Gdańsku też się działa, my powrotu do nie nie chcemy, ale być może warto ten zły symbol zostawić, pokazać, żebyśmy złych historii nie zapominali - mówi Pomaska. - Przewodniczący Duda złamał prawo. Nie można sobie, tak po prostu, wejśc i coś odciąć, zniszczyć. Można toczyć dyskusje, czy to powinno tam się znajdować czy nie. Dlatego jednoznacznie nie potępiam i nie oceniam tych, którzy to krytykują - puentuje posłanka.
AM
Czytaj również artykuł "Zacerowana cnota Platformy"

