Do tej pory poseł Szejnfeld zachwycał się polskimi kolejami. Publiczne zachwyty spotykały się jednak z ostrą polemiką. - Gdy bowiem opisywalem moje zachwyty co do fajnej jakosci pociagow, ktorymi niedawno jezdzilem po Polsce (predkosc, jakosc, czystosc, specjalne wagony dla matki z dzieckiem), to w dyskusji ostro z moimi zachwytami polemizowano – przyznał były minister, obecnie prominentny poseł Platformy Obywatelskiej. Zdaje się jednak, że stare porzekadło, iż podróże kształcą znalazło zastosowanie i tym razem.
Na swoim profilu na Facebooku podzielił się w niedzielę wrażeniami z podróży na trasie Lublin – Piła: „No wiec dzisiaj pewnie będzie inaczej, ponieważ pociąg, którym jadę, to postperelowskie dno, śmierdzi, brudno, pourywane elementy (wieszaki, lustra...); inna rzecz, kto to robi, bo przecież nie kolejarze. Wagony "przedpotopowe", pal licho, ze brak Warsa na tak dlugiej trasie, pal licho tez, ze ani jednego wagonu z pierwsza klasa, bo bardzo często jeżdżę właśnie druga klasa, jeśli są fajne wagony, które lubię, czyli otwarte, bez przedziałów, ale jak w takich warunkach jechać cały dzień przez cała Polskę?! Bo trzeba przyznać, ze trasa imponująca, bo UWAGA: z Lublina do Kołobrzegu. Nie zazdroszczę podróżnym całej trasy, choć ja tez będę się człapał tym pociągiem ponad 5 godzin do Piły” - nie szczędził gorzkich słów.
To jednak nie koniec makabrycznych przeżyć posła Szejnfelda w pociągu relacji Lublin-Piła. Za niedogodności podczas podróży parlamentarzysta obarczył winą także operatorów telefonii komórkowej i dostawców Internetu. - To nie jest XXI wiek - Telekomunikacja.... W Polsce nie tylko państwowe firmy zawodzą. W naszym kraju także prywatny biznes często jest w tyle za światem, i to ten biznes z absolutnych wyżyn również. Mam tu na myśli operatorów telefonii komórkowej i dostawców Internetu. Że na tej trasie która teraz jadę (Lublin - Kołobrzeg) praktycznie nie można pracować z wykorzystaniem internetu, to pal licho (Ale właściwie, dlaczego?! Wszyscy przecież maja prawo do świadczeń na tym samym poziomie, zwłaszcza, kiedy za nie płaca, takie same stawki, niezależnie, gdzie są w Polsce). Ale żeby na tak biznesowej trasie, jaka jest trasa Poznań - Warszawa (Berlin - Moskwa), na której każdego dnia jadą tysiące ludzi biznesu, administracji, wolnych zawodów, którzy praktycznie nie odrywają się od komputera i telefonu komórkowego, co klika, co kilkanaście minut łączność była zrywana, rozmowy przerywane, internet się mulił i zrywał, to już jest skandal! Kompletnie nie można pracować z wykorzystaniem normalnej łączności. Radio internetowe właśnie przestało mi nadawać, gdy chciałem wysłuchać najnowszych informacji, a w komputerze wiadomości, maile mogę odbierać i wysyłać tylko, kiedy pociąg przejeżdża obok większego miasta. Miedzy tymi miejscami nic prawie nie działa. To nie jest XXI wiek!!!! :-((((( - żalił się parlamentarzysta.
Wszystko jasne. Tylko że tak naprawdę przeciętny zjadacz chleba, któremu czasem wypadnie skorzystać z usług PKP (czy jakiejkolwiek innej spółki) od dawna zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Tak więc poseł Szejnfeld Ameryki nie odkrył. Ale jego głos wart jest uwagi, bo wyróżnia się na tle serwowanej przez jego klubowych kolegów propagandy sukcesu. „Polska jest fajna, Polska rozwinęła się dzięki Euro2012” - klepią według instrukcji dziennikarze – tuby nagłaśniające dla partii rządzącej. Oczywiście, wiele rzeczy udało się zrobić, ale chyba jeszcze więcej zepsuć albo zaniedbać. I tego m.in. doświadczył poseł Szejnfeld, który do tej pory za pieniądze podatnika podróżował droższymi, wygodniejszymi pociągami.
eMBe

