Prof. dr hab. med. Romuald Dębski i dr n. med. Marzena Dębska ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie to postacie straszne i mające eugeniczne plany ratowania życia zagrożonego przez dzieci z zespołem Downa. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą", mówią oni, że polskie prawo nie posiada zdefiniowanej koncepcji prawa do aborcji za wyjątkiem ogólnych wskazań: - Czepiam się słów, ale to akurat ważne. Z wyjątkiem zagrożenia życia matki nie ma wskazań. Są tylko choroby dziecka, które mogą stanowić uzasadnienie przedwczesnego ukończenia ciąży. "Ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu". "Nieuleczalna choroba zagrażająca życiu płodu" - mówi Romuald Dębski. Czy w takim razie zabicie dziecka z zespołem Downa, które nie jest narażone na życie w męczarniach nie powinno być automatycznie ścigane przez prokuratora?


Dwoje lekarzy mówi, że nigdy nie zachęca żadnej kobiety do przeprowadzenia aborcji. Daje im tylko do zrozumienia, że mogą to zrobić bez żadnej prawnej konsekwencji. Przykład: "Co mówicie kobietom w przypadku zespołu Downa? - pyta redaktor: On: "Może pani zdecydować, czy kontynuować ciążę, czy nie". Ona: W chwili wykonywania badania USG w szpitalu, kiedy jest tłum pacjentek pod drzwiami, nie mam wiele czasu na spokojną rozmowę. Pacjentka jest zaskoczona, zaszokowana diagnozą. Daję jej czas. Wysyłam na konsultację do współpracujących z nami psychologów z fundacji Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Tam mogą oswoić się z problemem, spotkać z innymi rodzicami i ich upośledzonymi dziećmi. Efekt jest różny. Część pacjentek decyduje się rodzić. Inne wracają z takich spotkań z mocną decyzją usunięcia ciąży". I w szpitalu Bielańskim lekarze Dębscy dokonują zabiegu usunięcia ciąży z zespołem Downa. Ironia czy barbarzyństywo?"

 

By nie wyjść na szarlatana, Państwo Dębscy bardzo ważą słowa by nie posądzić ich o reklamowanie usuwania ciąży. Niestety czytając wywiad ma się wrażenie, że nie rozmawiamy z lekarzami ale z eugenikami, którzy pod przykrywką ciepłych, sentymentalnych słów, szerzą najstraszniejszą pseudonaukę w historii. Oto dłuższy cytat z tego wywiadu:

"Jak wygląda legalna aborcja?

On: Pacjentka - po wszystkich badaniach i ze skierowaniem od lekarza specjalisty - przyjmowana jest na oddział. W historii choroby kobieta wpisuje "prośbę o przerwanie ciąży ze wskazań medycznych zgodnie z obowiązującą ustawą". Podpisuje się pod tym lekarz dyżurny.

A jeśli lekarz odmówi podpisu ze względu na przekonania?

On: U mnie nie ma takich sytuacji.

Co dalej?

On: Pacjentka dostaje tabletki dopochwowe, które wywołują sztucznie akcję porodową. Zaczynają się skurcze, boli brzuch, jest krwawienie. To wygląda podobnie jak poród. Trwa kilka, czasem kilkanaście godzin. We Francji kobieta nie zostaje w szpitalu. Dostaje dwa typy tabletek i instrukcję, o której godzinie je przyjąć i w jakich sytuacjach zgłosić się na oddział.

Ona: Kobiety często sądzą, że to będzie szybki zabieg. I dziecko "zniknie". Zostanie uśpiona i obudzi się bez ciąży. Tymczasem sztuczne poronienie może trwać kilka godzin, dobę, a nawet dwie.

Dlaczego w ten sposób?

Ona: Bo tak jest bezpieczniej. Szyjka macicy nie jest rozszerzana mechanicznie, nie ma ryzyka jej uszkodzenia. Jest to ważne ze względu na kolejne ciąże, żeby kobieta nie miała potem problemów z ich donoszeniem.

Zdjęcia poszarpanych płodów, które pokazują organizacje pro--life - kłamstwo?

On: Legalne przerwanie ciąży tak nie wygląda."

 

W pierwszych zdaniach doktorzy wspominają, że w Polska nie ma legalnych aborcji, później podają definicję legalnej aborcji. Technika przekłamywania w wypowiedziach bohaterów wywiadu jest po prostu straszna. Mamy nadzieję, że po tym wywiadzie lekarze Dębscy znajdą się na cenzurowanym w oczach pacjentek, które znajdą się w Szpitalu Bielańskim. Z drugiej strony fenomen eugenicznej ideologii, mającej konotacje z ideologią satanistyczną i nazistowską coraz bardziej zapuszcza korzenie w polskiej bioetyce. Definitywnie zabija się tam człowieka.

 

 

Sebastian Moryń