Muszę zacząć od tego, że nie należę do fanów twórczości Larsa von Triera. Nie przemawiały do mnie zarówno jego obrazy powszechnie uznane za arcydzieła, jak „Melancholia”, ani tym bardziej te wygwizdywane przez publiczność, jak „Antychryst”. Seanse jego filmów zwykle kończyłam po kilku, maksymalnie kilkunastu minutach. Ale duński reżyser-skandalista robi wszystko, aby publiczność o nim nie zapomniała (nawet ta jej część, która wcale nie jest zainteresowana kolejnymi gniotami von Triera).

Na swoją premierę czeka najnowszy obraz Duńczyka, „Nimfomanka”. Pierwsze sensacyjne plotki na temat filmu przeciekły do mediów jeszcze zanim przystąpiono do realizacji zdjęć. Reżyser od samego początku nie ukrywał tego, jaki charakter będzie miał jego film. „Próbuję napisać scenariusz o erotycznej ewolucji kobiety. To będzie czterogodzinny film porno. Znowu inspirowany de Sade’em – od szlachetnej Justyny do „złej” Julietty.(...) Tym razem mam trudniej – erotyzm kobiet jest jednak zupełnie inny niż mężczyzn” - mówił w rozmowie z Pawłem Felisem w „Dużym Formacie”.

Ale to nie koniec sensacji. Reżyser zastrzegł bowiem w umowach z aktorami, że seks na planie będzie uprawiany naprawdę. „Na początku scenariusza jest punkt, w którym zobowiązujemy się do uprawiania seksu naprawdę. Wszystko, co jest "nielegalne", zostanie nakręcone w nieostrych ujęciach. Ale wszystko inne będziemy rzeczywiście robili” - przyznał Shia LaBeouf, jeden z aktorów, który wystąpi w „Nimfomance”.

Von Trier jest bardzo niebezpieczny. On jest najbardziej niebezpiecznym facetem, jaki kiedykolwiek pojawił się w świecie filmu. Jestem przerażony. Zobaczymy, co się wydarzy” - kontynuował w rozmowie z MTV. Aktor, omamiony geniuszem von Triera, zdaje się być gotowy na przekraczanie granic: „Jestem gotów zrobić wszystko, o co będę proszony. Myślę, że wszyscy są. To będzie dziki film”.

Co do „dzikości” filmu nie ma chyba żadnych wątpliwości, tym bardziej, jeśli rzucić okiem na zarys fabuły. „Nimfomanka” będzie bowiem kroniką 50 lat erotycznego życia Joe (w tej roli Charlotte Gainsbourg) opowiedzianą z perspektywy bohaterki. Pewnego zimowego wieczoru kobieta zostaje znaleziona na ulicy. Jest pobita i półprzytomna. Na ratunek przychodzi jej nieznajomy mężczyzna – zabiera do domu, opatruje rany, próbuje ustalić, co się jej stało. I tak zaczyna się bujna, epatująca pikantnymi szczegółami opowieść Joe o jej życiu seksualnym, różnych związkach i zazębiających się ze sobą historiach.

Czyli jednym słowem, dość nieskomplikowana, mało wymagająca formuła, która każe wnioskować, że szyta grubymi nićmi przez von Triera fabuła będzie jedynie pretekstem do pokazania możliwie najostrzejszych scen, już nawet nie erotycznych, co po prostu pornograficznych. Sam reżyser nie kryje zresztą swoich fascynacji porno i brutalnym seksem. „Ze wszystkich bohaterek zawsze najbliższa mi była Justyna. Nikt tak jak de Sade nie potrafił opisywać kobiet, które były męską fantazją, ale fantazją zadziwiająco wiarygodną: psychologicznie i erotycznie. Poza tym miał w sobie kapitalną ironię. Może dlatego, że większość życia spędził w więzieniach? Jest w jego książkach coś bardzo francuskiego – dużo seksu i dużo filozofii. Nie ma lepszego połączenia” - mówił w tym samym wywiadzie dla „Dużego Formatu”.

Patrząc na filmografię von Triera nie sposób nie odnieść wrażenia, że jego obrazy z czasem stały się jedynie sztuką dla sztuki – filmami z mocno naciąganą fabułą, która występują w roli tła (w dodatku słabego) dla wyuzdanych scen. Reżyser, który przekroczył już chyba wszelkie możliwe granice (prawdziwy seks pokazał w swoim przedostatnim filmie) chce iść jeszcze dalej. Jak poinformował Portalfilmowy.pl, powołując się na duńskie studio Zentropa, „Nimfomanka” będzie miała swoją premierę 25 grudnia. Film miał być pokazany po raz pierwszy na festiwalu w Cannes, ale prace nad zmontowaniem czterogodzinnego porno trwały dłużej i obraz nie zdążył wejść do konkursu (a może przestraszył się sam von Trier, wszak „Antychryst” został w Cannes wygwizdany...).

Chyba tylko naiwny może się łudzić, że wybór Bożego Narodzenia na premierę „Nimfomanki” jest przypadkowy. Von Trier, który swoją twórczość zasadził na fundamencie prowokowania, chyba nie mógł przepuścić takiej okazji. Jego obrazy, szumnie nazywane filmami, bo przecież chcąc być zgodnym z prawdą, należałoby je położyć na półce ze zwykłym porno, to w sumie nic ponad instruktaże kopulacji, wzbogacone dla niepoznaki pseudointelektualną otoczką. „Żeby nie zostać posądzonym o zrobienie pornosa dla zwyrodnialców, von Trier okrasił fabułę symboliką biblijną i rozważaniami na temat natury płci pięknej. Cała ta otoczka to jednak tylko pseudointelektualny bełkot, który ma dorabiać do tego „hard porno dla zwyroli” pozory artyzmu” - pisał, jakże celnie, o poprzednim filmie von Triera „Wprost”. Do tego dorzućmy uznanych aktorów, jak Nicole Kidman, Willem Dafoe czy wspomniany Shia LaBeouf, którzy pojawią się w „Nimfomance” i przykrywka dla porno gotowa.

MW