Tylko co piąty Ukrainiec zgadza się z tym, że idewowego ojca UPA, Stepana Banderę, należy traktować jako bohatera narodowego. Zdecydowana większość ludzi jest innego zdania i opowiada się za cofnięciem dekretu byłego prezydenta Wiktora Juszczenki.

- Zostanie on skasowany do 9 maja, czyli dnia, kiedy na Ukrainie i innych krajach byłego ZSRS, obchodzona jest rocznica zakończenia II wojny światowej – poinformował wcześniej w Moskwie Janukowycz. Tymczasem Juszczenko twierdzi, że nie można go unieważnić do momentu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

Sprawa "honorowania Bendery" dzieli Ukrainę. - Będziemy czcili prawdziwych bohaterów II wojny światowej, a nie fałszywych, którzy strzelali naszym dziadkom w plecy – stwierdził nowy gubernator obwodu odesskiego Eduard Matwijczuk.

Zdaniem komentatorów, kłopotliwy dekret odwoła za Janukowycza jeden z sadów. A powody do tego kroku, jak podpowiadają, są dwa: tytuł Bohatera Ukrainy może być nadany jedynie osobie żyjącej i po drugie, obywatelowi tego kraju. A Bandera miał obywatelstwo polskie – tłumaczą.

- Mamy do czynienia z sytuacją absurdalną, kiedy to komunista Janukowycz mówi o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich, a Putin w Kazachstanie śmiał się z tego, że Polacy hołubią człowieka (tj. Juszczenkę – przyp. red.), który gloryfikował morderców ich przodków – wskazuje w rozmowie z "Rzeczpospolitą" ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

mm/IAR/Psz.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »