- Jest gorzej, niż myślałam – komentuje dla „Rz" nowe dane prof. Krystyna Iglicka, demograf z Centrum Stosunków Międzynarodowych. Tłumaczy, że spodziewała się, iż po 2004 roku, kiedy z naszego kraju ruszyła fala emigracji na Zachód, Polaków będzie ubywać, zaskakuje ją jednak tempo, w jakim się to dokonuje. To gigantyczne uchodźstwo, największy ubytek demograficzny po II wojnie światowej – podkreśla Iglicka.


Prawdopodobnie emigrantów będzie jeszcze więcej, bo wielu Polaków wróciło z Zachodu w ostatnich trzech latach z powodu gorszej sytuacji na rynku pracy w Wielkiej Brytanii cz Irlandii. Ale połowa z tych powracajacych znowu chętnie by wyjechała na obczyznę, gdyby tylko znalazła się dla nich praca - to wynikało z badań przeprowadzonych przed dwoma laty.

 

W Polsce jest coraz więcej ludzi powyżej 45 lat, emigrują zwykle ludzie młodzi. Statystycznie „najstarsze" województwa to łódzkie i świętokrzyskie.


Prof. Iglicka od lat przestrzega przed negatywnymi skutkami emigracji. Jej zdaniem młodych polskich emigrantów dotknął syndrom „podwójnej marginalizacji” – „Duża grupa ludzi urodzonych w okresie demograficznego boomu wczesnych lat 80-tych, którzy wyjechali do pracy za granicą w ostatnich pięciu latach, żyła w Polsce na społecznym marginesie, a po wyjeździe na Zachód do pracy znów wylądowała na marginesie – mówiła. - Niektórzy z nich próbują wrócić, ale jeśli w CV mają pracę w barze, lub opiekę nad dzieckiem, to wygląda to źle. Długofalowo najbardziej stratni na migracji będą sami emigranci.

 

W wykładzie na stanowiącym część uniwersytetu londyńskiego University College, po stronie pozytywów emigracji Iglicka wskazała na spadek bezrobocia w Polsce, wzrost przelewów pieniężnych z zagranicy, możliwość wejścia na rynek pracy za granicą dla osób pozbawionych jej w kraju.

 

Zjawisko największej w Polsce migracji od lat 50-tych, szacowanej na ponad 2,1 mln osób, nastąpiło w czasie spadku dynamiki przyrostu ludności i spotęgowało go. 2025-30 roku Polska będzie w tragicznej sytuacji demograficznej.

 

Problemy społeczne na tle emigracji to m.in. rozpad więzów społecznych, zjawisko tzw. eurosierot (10-15 tys. dzieci porzuconych przez rodziców emigrantów), uzależnienie gospodarstw domowych od transferu gotówki z zagranicy i spadek aktywności zarobkowej tych, którzy je otrzymują.

 

Wysokie bezrobocie w Polsce połączone z brakiem rąk do pracy prof. Iglicka tłumaczy częściowo nieudaną reformą oświaty z lat 90., likwidującą wiele szkół zawodowych i techników, a wprowadzającą mało w praktyce przydatne studia na prywatnych uczelniach na kierunkach zarządzania, marketingu, czy administracji. Mądrzy ludzie mówili, że trzeba mieć fach w ręku, a większość szkół reklamy, biznesu i czegoś tam jeszcze to zwykłe oszustwo. Ale mało kto ich słuchał.

 

PSaw/rp.pl/onet.pl