Jānis Sarts to były sekretarz stanu w łotewskim MON. Obecnie pełni on funkcję dyrektora NATO Strategic Communications Centre of Excellence – jednego z ośrodków analitycznych Paktu Północnoatlantyckiego. – Rosja tworzy siatkę […], której można użyć, jak próbowano to robić w Niemczech za pomocą tzw. kwestii uchodźców, aby w bardzo poważny sposób wpływać na procesy polityczne – uważa Jānis Sarts.
Ekspert próbował tłumaczyć motywy działań Moskwy wobec Berlina. Sarts podkreślił m.in., że Angela Merkel jest bardzo stanowczym zwolennikiem kontynuowania sankcji wobec Rosji. Zdaniem eksperta, gdyby to była tylko „kara” Putina na kanclerz Niemiec, to byłoby to jeszcze do przełknięcia. W jego opinii sytuacja jest jednak o wiele poważniejsza i stanowi część szerszej strategii Kremla. – Myślę, że Rosja sprawdza czy może w tak dużym kraju stworzyć warunki, które pozwolą na zmianę najwyższego kierownictwa państwa – powiedział ekspert, który podkreślił, że nie wypowiada się jako „rzecznik” Sojuszu.
Kreml do destabilizacji ma wykorzystywać m.in. agentów wpływu oraz media społecznościowe, które pogłębiają już istniejące podziały i konflikty. Sarts, który ma dostęp do raportów wywiadowczych NATO, dodał: „można prześledzić rosyjskie finansowanie europejskich ekstremistów i to zarówno z prawej jak i z lewej strony. Tak długo, jak są oni skrajni, to nadają się do ewentualnego wykorzystania”.
Sarts, który przed objęciem funkcji w centrum analitycznym NATO był najwyższym rangą urzędnikiem w łotewskim Ministerstwie Obrony powiedział, że próby destabilizacji sytuacji w Niemczech zostały prawie zaniechane, ponieważ działania Rosji zostały zdemaskowane. – Zaobserwowaliśmy to w Niemczech. Dezinformacja działa najlepiej, kiedy przeciwnik jej nie widzi. Chciałbym zwrócić uwagę, że istnieje wiele krajów, które jeszcze tego nie zauważyły albo nie chcą widzieć – pokreślił.
O kampanii dezinformacyjnej prowadzonej w Niemczech przez Rosję obficie pisały zachodnie media. Dziennik „Süddeutsche Zeitung” informował ostatnio, że rząd w Berlinie chce sprawdzić, czy Moskwa nie wpływa na debatę publiczną w Niemczech, wykorzystując swoje służby. Miałaby to być próba destabilizacji sytuacji w tym kraju, a tym samym w całej Unii Europejskiej.
Niemiecki kontrwywiad ma również zbadać, czy prawicowi radykałowie nie znaleźli się w strefie wpływu rosyjskich służb. „SZ” twierdzi, że taką współpracę widać już we Francji i na Węgrzech.
Pośrednim dowodem potwierdzającym nieoficjalne zaangażowanie Moskwy może być sprawa dziewczynki rosyjskiego pochodzenia, która zaginęła w Berlinie. Rosyjskie media przez kilka dni przekonywały, że została ona porwana i zgwałcona przez uchodźców. Doprowadziło to antyimigranckich protestów. Okazało się tymczasem, że dziewczynka była cała i zdrowa i nie została porwana, a uciekła z domu.
Moskwa aktywizuje też prawdopodobnie liczną rosyjskojęzyczną mniejszość zamieszkałą w Niemczech. Alexander Reiser ze stowarzyszenia „Wizja”, które zajmuje się integracją Niemców rosyjskiego pochodzenia w Berlinie, powiedział gazecie „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że z 30 tys. osób w Marzahn, które po 1990 roku przyjechały z Rosji, połowa nie mówi po niemiecku i czerpie informacje wyłącznie z rosyjskiej telewizji.
W niedzielę pochodzący z Rosji Niemcy zorganizowali szereg demonstracji na południu Niemiec. W Augsburgu 200 osób demonstrowało w obronie „niemieckich i chrześcijańskich wartości”. Podobne wiece odbyły się w Norymberdze, Erlangen i Ellwangen.
Po upadku ZSRR do RFN przyjechało około 3 mln osób o niemieckim pochodzeniu oraz członków ich rodzin.
To że Kreml wspiera europejskich radykałów wiadomo od dawna. W marcu 2015 r. około 150 przedstawicieli prawicowej ekstremy z Europy, wśród nich kojarzonej z nazizmem greckiej Złotej Jutrzenki i bułgarskiej partii Ataka, uczestniczyło w Sankt Petersburgu w Międzynarodowym Rosyjskim Forum Konserwatywnym, zorganizowanym „w obronie tradycyjnych wartości” i przeciwko zachodnim sankcjom wobec Moskwy.
Uczestnicy deklarowali poparcie dla polityki prezydenta Władimira Putina i przeciwstawiali się „amerykańskiemu imperializmowi”.
– Nie popieramy sankcji zadekretowanych przeciwko Rosji wskutek kryzysu ukraińskiego – oświadczył eurodeputowany i były szef neonazistowskiej niemieckiej partii NPD Udo Voigt, skazany w przeszłości za to, że nazwał publicznie Adolfa Hitlera „wielkim człowiekiem”. Oświadczył on na forum, że „godna podziwu jest cierpliwość, jaką wykazuje Władimir Putin wobec agresywnej polityki NATO”.
ko/Guardian/TVP Info
