Syn 88-letniej kobiety wniósł do oskarżenie, gdy dowiedział się, że doktor Marc Cosyns miał coś wspólnego ze śmiercią jego matki w czerwcu 2008 roku. Lekarz z Gandawy jest już słynny jako "belgijski Kevorkian". W 2006 roku opublikował on w magazynie medycznym "Huisarts" raport, w którym przyznał się, że dokonał eutanazji na kobiecie cierpiącej na demencję. Zarówno wtedy jak i teraz nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Tym razem się obronił twierdząc, że kobieta była i tak sędziwa i chora na nieuleczalną chorobę. - Nadal istnieje niezrozumienie, zarówno wśród pacjentów jak i ich rodzin, co do eutanazji u pacjentów, którzy nie są terminalnie chorzy, ale jest ona możliwa – mówił dziennikarzom dr Cosyns gdy dowiedział się, że sąd odrzucił oskarżenie o morderstwo. - Cieszę się, że prawa pacjenta zostały zabezpieczone – dodał komentując decyzję sądu.

Belgijska ustawa eutanazyjna, która weszła w życie w 2002 roku, jest "restrykcyjna" na tyle, że dopuszcza śmierć na życzenie "tylko" w przypadku, gdy pacjent jest pełnoletni i świadomy w momencie składania wniosku. Musi on również być narażony na "ciągłe i niedające się wytrzymać cierpienia fizyczne lub psychiczne, których nie można złagodzić, a które wynikają z nieuleczalnego schorzenia powstałego na skutek wypadku lub procesów patologicznych". W praktyce stosowano ją przede wszystkim u pacjentów umierających. Jak się okazuje, coraz łatwiej o liberalizację tej praktyki.

AJ/LifeSiteNews.com

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »