Obecnie armia USA niewątpliwie pomaga przetrwać ocalałym. W jednym z najpotężniejszych tajfunów zginęło ponad 4000 osób. Nie przesadzimy, jeżeli zauważymy, że w pewnych regionach żywioł zniszczył wszystko. Straty nie są jednak rozłożone równomiernie. Na przykład w regionie malowniczych wiosek malowniczych wiosek Samar zginęło aż 12.600 ludzi.
To tutaj 112 lat temu, filipińscy rebelianci zabili 48 amerykańskich żołnierzy. W odwecie nastąpił jeden z najciemniejszych rozdziałów amerykańskiego kolonializmu, ludobójstwo tysięcy Filipińczyków, w tym kobiet i dzieci.
Po miesiącach rozlewu krwi, wrogość zwycięzców została przypieczętowana ciosem o charakterze religijnym. Konfiskatą kościelnych dzwonów przez wojska amerykańskie. Dzwony z katolickich kościołów trafiły do USA jako trofea. Był to ważny element wojny, ponieważ podobno w wielu miastach dzwoniły one na znak wzywania do ataku na Amerykanów, zatem zabranie tych dzwonów zbuntowanym miastom i wioskom było ważnym momentem walki. Był to symbol „uciszenia” zbuntowanych. Te przedmioty się zachowały. Są uważane za „historyczne dziedzictwo” Ameryki. Na przykład dwa z nich są w Warren Air Force Base w stanie Wyoming. Trzeci jest częścią patriotycznej wystawy czasowej, obecnie eksponowanej w jednej z baz w Korei Południowej.
W ostatnich latach rząd Filipin zażądał ich zwrotu. Marciano Deladia, główny doradca burmistrza wraz z mieszkańcami są wdzięczni amerykański ryżu. Nie zapomina jednak i nadal postuluje: "Chcemy, aby wróciły nasze dzwony". Kościoły w Filipinach z reguły od dawna już mają nowe dzwony, ale sprawa zwrot niegdyś zabranych ma charakter wołania o sprawiedliwość. Owszem, nikt nie pochwala zabicia niegdyś 48 Amerykanów, ale był to efekt buntu wobec ucisku kolonizatora, skutek długo tłumionego niezadowolenia. To wcześniejsze postępowanie Amerykanów nie było w porządku. Bunt miał zresztą miejsce w kilku miejscowościach, a dzwonów pozabierano w bardzo bardzo wielu miejscach, także i tam gdzie nikt nie chwycił za broń.
MP/trust.org/Reuters
