W skrócie historia odbudowy zamku wygląda tak: w 2004 roku do władz gminy Głogówek, zgłosił się przedsiębiorca spod Częstochowy, który obiecał przywrócić świetność dawnej rezydencji śląskiego rodu Oppersdorfów. Po negocjacjach radni zastosowali rekordowe obniżenie ceny (o 85 proc.) i w końcu biznesmen zapłacił jedynie nieco ponad 151 tys. zł. W akcie notarialnym zawarto warunki i zobowiązania kupującego dotyczące remontu obiektu. Całość prac adaptacyjnych miała zakończyć się do końca 2015 roku. Jednym z punktów była klauzula, że w przypadku, "jeżeli kupujący nie dokona prac remontowych I-go etapu do 31 marca 2010 r. Gmina Głogówek zastrzega sobie prawo odkupu nieruchomości (za zwrotem ceny sprzedaży i za zwrotem nakładów".


Początek zaplanowanych robót został wykonany, jednak później prace remontowe zostały wstrzymane. Od grudnia 2008 roku władze gminy chcą odzyskać zamek. Wtedy właściciel aktem darowizny przekazał go swojemu ojcu i właśnie ten akt sąd uznał za nieważny. Obecnie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi postępowanie w sprawie głogóweckiego zamku.

 

Adwokat inwestora twierdził, że ten ma dobre intencje; naprawił dach, ale przyjęty harmonogram okazał sie byc nierealistyczny. Ponowne przejęcie obiektu przez gminę nie będzie łatwe, bo przedsiębiorca zastawił zamek.

Jak podało Radio Opole "pod hipotekę zamku inne osoby zaciągnęły kilka kredytów w Spółdzielczej Kasie Oszczędnościowo - Kredytowej SKOK w Wołominie. W sumie 15 mln zł." Czy chodziło o to, by z banku wyciągnąć pieniądze "na zabytek"?

 

Gmina może bez trudu odkupić zabytek za sumę jaką ów biznesmen wpłacił do kasy gminy, ale co z kredytem? Sprawa będzie toczyła się jeszcze kilka lat, jeśli bank zajmie zamek wówczas może obrócić się w ruinę.

 

Zamków i pałaców, które trafiły w ręce oszustów i nieporadnych inwestorów jest w Polsce kilkadziesiąt. Najsłynniejsze chyba to bajkowy zamek w Bożkowie, którego losem przejął się sam książę Walii (planował nawet zebranie środków na odbudowę zamku) i pałac w Kopicach na Górnym Śląsku, który należał do Schaffgotschów. Czesi potrafią radzić sobie z odbudową zamków i pałaców; obiekt przechodzi w ręce inwestora za symboliczne 1 euro, ale jeżeli nie pzestrzega ustalonego harmonogramu odbudowy to zabytek wraca w ręce państwa.

 

Tymczasem Polska straszy ruinami. Widoczne jest to zwłaszcza na Dolnym Śląsku, który ze względu na ilość dawnych siedzib rodowych mógłby stać się "polską Doliną Loary". Możemy w kółko powtarzać o polskości ziem zachodnich, ale jeśli nie będziemy w stanie zadbać o substancję zabytkową to sami sobie wystawiamy jak najgorsze świadectwo.

 

PSaw/gazetaprudnicka.pl