Polska od początku swej państwowości przyjmowała całe pokolenia emigrantów, ich wysyp nastąpił za Kazimierza Wielkiego gdy Polska uniknęła pandemii dżumy i wzbogaciła się dzięki niskim podatkom i handlu solą. Aż po rozbiory namnożyło się Polaków o znamienitych nazwiskach Andriolli, Zanussi, Puget, Chopin, Longchamps, Middleton, Waldorff, Krucina czy Zadora.

W XIX w. trend się odwrócił i Polacy po powstaniach narodowych zaczęli opuszczać Ojczyznę, albo wywożeni gwałtem na Sybir, albo uciekając w poszukiwaniu wolności. Malinowski budował kolej przez Andy, Strzelecki zdobywał szczyty Australii, a Szaciński został pierwszym fotografem (także nadwornym) Norwegii.

Wiele polskiej krwi pozostaje w świecie, tej patriotycznej i tej zasymilowanej z tubylcami. Niestety nie istnieje żadna statystyka obejmująca szeroko pojętą Polonię z paszportami swych nowych ojczyzn. Nie ma jej też gdy chodzi o ofiary coraz częstszych muzułmańskich zamachów terrorystycznych na Zachodzie.

Po wybuchach w Paryżu w oczy rzuciło mi się nazwisko 22-latka z Lotaryngii:

+ Mathias Dymarski

zginął wraz ze swoją narzeczoną o typowo lotaryńskim nazwisku Marie Lausch.

Po wybuchach w Brukseli dopiero teraz zaczęto publikować potwierdzone nazwiska ofiar i zaginionych. Nie sposób nie domyśleć się pochodzenia zamieszkałego w Belgii i w Nowym Jorku rodzeństwa o ponoć holenderskim pochodzeniu:

+ Alexander Pinczowski (29)

+ Sascha Pinczowski (26)

w metrze zaginęła też pani w wieku lat 61:

* Janina Panasewicz.

Różne losy kierowały i kierują nas Polaków na cztery strony świata, potomkowie żołnierzy polskich na Zachodzie, dorosłe już dzieci emigracji solidarnościowej. Zmówmy modlitwę za polską diasporę, polskich misjonarzy i za polską krew, gdziekolwiek jest, a zwłaszcza za tę rozlaną przez podłych mahometan.

Miś Korbiniana